Narzędzia dla nurków technicznych, albo rzut uchem na Spazio Disponibile

Zwykły wpis

Kiedy półtora roku temu gruchnęło, że Neel i Dozzy zakładają label jarałem się jak dzieciak – w końcu wszystko czego dotknęli zamieniało się w złoto, a pierwszy placek, autorstwa samych Jezioraków do dziś z rzadka opuszcza mój kejs. Po nieco ponad roku działalności można już dokładniej przyjrzeć się profilowi młodej oficyny, tym bardziej, że zachowuje podziwu godną regularność wydań i konsekwencję stylistyczną. Tu jednak jest pieseł pogrzebany – czy włoska formuła „hipnotycznego techno” nie zaczyna zjadać swojego ogona, a przy obecnym tempie wydawniczym labelek nie zmieni się w taśmowego dostarczyciela generycznych deepów? Moim zdaniem – nie, ale o tym zaraz.


kurs-nurek-klasy-iii---koparki-listopad-2011-153

„Główną zaletą wiercenia podwodnego jest oczywiście zmniejszone ryzyko przegrzania, nie należy jednak bagatelizować nieuchronnego zmęczenia materiału, zwłaszcza przy dłuższym operowaniu podwodnymi toolsami ” – Michał Parker, „Vadamaceum nurka technicznego”, wyd. Karp i s-ka, Kielce 1994. 

Sama koncepcja stojąca za labelem jest prosta – panowie Dozzy i Neel zapraszają zapryjaźnionych artystów do swojego studia w Rzymie – tytułowej „przestrzeni dostępnej” – by tam zrealizowali produkcje dla labelu. Wydawnictwu miał też towarzyć cykl imprez w rzymskim Goa, ale o nim coś jednak ucichło. Sam koncept niezły, szkopuł jednak w tym, że, czy to za sprawą swego rodzaju włoskiego ukąszenia, czy poprzez nieco tendencyjny wybór gości, wiele produkcji Spazio brzmi bardzo podobnie, wpisując się w idiom perfekcyjnie dopracowanego, ale nieco nużącego deepu opartego na nikończących się pętelkach i dronach. Z drugiej strony – od kiedy można z repetywności czynić techenku zarzut? Jak powiedział kiedyś papa Marcel – „track jest wtedy dobry, kiedy mogę słuchać jednej pętli perkusyjnej przez godzinę” (sorry, no nie znajdę linka do tego wywiadu, ale na pewno tak powiedział). I w takich kategoriach można właściwie oceniać ofertę Spazio – nie znajdziemy tu na EPkach (na razie) olśnień na miarę debiutanckiego albumu VFTL, to po prostu katalog bardzo dobrych, hipnotycznych toolsów, wśród których znalazło się parę pozycji wybitnych. No to posłuchajmy:



„To nie toolsy, to perły” *

Na początek trójka moich ulubieńców w katalogu, o dwóch z nich już już zresztą wspominałem w ciągu ostatniego roku:

[SPAZIO 001] VFTL – Secondo Tempo EP

 Nad tym się już rozpływałem, wielki powrót Jezioraków. Co prawda, padnowie trochę przyspieszyli i zdecydowanie poszli w oszczędność, ale numery z tej EPki to killery. Tak na marginesie, po roku zajeżdżania na śmierć niemal wiksiarskiej pętli syreny z 258B tak sobie myślę, że najciekawsze rzeczy dzieją się ostatnio w deepach które śmiało flirtują z transami – cheesy melodyjki, nieortodoksyjne dla głębinowców tempa >130, syreny, okazyjne pianinka… słychać to wyraźnie w setach i produkcjach Acronyma czy nthnga (tu -> gra Buurena).

[SPAZIO 003] Marco Shuttle – Flauto Synthetico EP

Marek Promek – niezły ziomek, więc wiadomo lipy nie ma. Doskonała pętelka, niepokojące dzwoneczki i niepodrabialne, miękkie brzmienie Shuttle’a. Jak to piszą na zachodzie – TIP.

[SPAZIO 007] Crossing Avenues – Malandra EP

Tu z kolei perełka chyba najciekawsza, bo nie od oczywistego faworyta. CrossingAvenue to eksperymentalny włoski muzyk – i tyle o nim wiadomo. Za to jego EPka to przepyszne offbeatowe techenko w stanie nadciekłym, sowicie podbite kawalkadą miękkich klapów i dzwoneczkami, przemiła niespodzianka.

*jak nie znacie żartu o perle, dajcie znać na priv


Twardy rdzeń

[SPAZIO 004] Mike Parker – Undulating Frequencies

[SPAZIO 005] Modes – Scenario
[SPAZIO 006] Mike Parker & Donato Dozzy – Paramagnetism
[SPAZIO 008] Voices From The Lake & Svreca – Beween the Lines

Solidną bazę wydawnictw Spazio stanowią cztery typowo toolsowe EPki, które pozwolę sobie omówić zbiorczo. Zasadniczo nigdy nie byłem wielkim fanem Parkera (konia z rzędem temu, kto nigdy ukradkiem przy nim nie ziewnął), więc i tu się nie ekscytuje, ale chylę czoła przed żelazną konsekwencją – numery z EPki solo to bezkompromisowe, lodowate wiertełka. W duecie z Dozzym słychać zaś wyraźnie jak Włoch podkręca tempo i przełamując nieco sieriozną monotonię Parkera rejwową melodią, rodzem ze SPAZIO001.
Najciekawszą EPką z tego bloku znów jest materiał od producenta praktycznie nieznanego – niejaki Modes z początku łupie głucho, a niemiłosiernie, potrafi jednak grubo ciosany monolit urozmaicić eterycznym, nieco upiornym tchnieniem, brzmi to wręcz jak Northern Electronics.
Najbardziej bezkompromisowo prezentują się zaś w tym zestawie Jezioraki w trio ze Svrecą, na długie minuty schodząc w typowe dla Hiszpana quasi-dronowe głębiny. Ciekawostką jest pojawiający się w jednym z numerów sampel wokalny (z filmu przyrodniczego?) – z pewnością najbardziej ludzkie doświadczenie w bezkompromisowym dorobku Svreki.



[SPAZIO 009] Marco Shuttle – Systhema

Na koniec, zgodnie zresztą z chronologią, zostawiłem najnowszy album Marco Shuttle. To, że szefd doskonałego Eerie zdecydował się wydać LP w Spazio Disponibile to nie tylko nobilitacja dla młodego labelu i wyraz szacunku dla włoskich kolegów, ale przede wszystkim otwarcie na nowy kierunek. Fantastyczny materiał od Włocha w niewielkim tylko stopniu spełnia parkietowe wymogi, większość albumu wypełniają numery do słuchania – jak jednak dalekie od typowych ambientowych zapychaczy spotykanych na większości długograjów z gatunku. Od upiornego, filmowego ‚Thebe’, przez plemienne ‚Eris’, po składające hołd analogowej psychodeli ‚Venera’ i nostalgiczny ambient ostatnich tracków, całość charakteryzuje niepodrabialny sznyt Shuttle’a – elegancja brzmienia, talent do melodii, dbałość o szczegóły. Na albumie nie zabrakło też obowiązkowej wkładki mięsnej z przeznaczeniem na parkiet (żeby didżeje kupili), ale i ona nie zawodzi, Marco dostarcza tutaj psychodelicznych killerów podobnych do materiału z 003.



Właśnie otwarcie na eksperymentalny album Shuttle’a, czy kilka perełek wspomnianych na początku pozwala mieć nadzieję, że profil Jezioraków może być szerszy niż taśmowa produkcja głębinowych toolsów. Nawet jednak jeżeli się tak nie stanie, są to – przyznajmy uczciwie – toolsy najwyższej jakości, a z obecnego katalogu Spazio już teraz możnaby zmiksować dwugodzinne tarzanko w wodorastach.

Ach,  002 mnie znudził strasznie, pierwszy raz jak nie mogłem się do Dozzy’ego przekonać, toteż i o nim nie piszę.

Na wallu wydawnictwa widać już teaserek „dziesiątki”, nic więcej jednak o niej na razie nie wiadomo.


A na koniec coś z nieco innej beczki, na potwierdzenie, że Marco jest donem posłuchajcie jak miksuje Bolero, Autechre i jakieś indiańskie piszczałki w podcaście dla XRL8R:

Reklamy

srecień – dupecień

Zwykły wpis

ArtworkDobra, krótko i powierzchownie, za to nadrabiam ilością. Ale dość o moim pożyciu. W kwietniu słuchane było między innymi:

 

Kim Brown – Wisdom is a Dancer [JUST ANOTHER BEAT]

 Korzenny deep house z duszą i bez sacharozy. Lekki, świeży album na wakacje, aż dziw, że panowie do tej pory niespecjalnie rozchwytwani, pomimo dwóch LP na koncie.


Omar S – The Best! [FXHE]

 W kategorii nabzdyczonych tytułów wydawnictwa autor ‚It can be done, but only I can do it’ nie traci pary. I dobrze, należy mu się jak nic. Cudownie zróżnicowany album, który śmiało porównać można do równie szeroko pomyślanego ‚American Intelligence’ papcia Parrisha. Pozbawione beatów recytacje Ampa Fiddlera sąsiadują tu z surowymi parkietowymi sztosami, psychodelicznymi melodyjkami, chłodnymi dubtechnowymi chordami, sporą dawką kwasu i samplami z disco. Do tego zacna plejada gości (Norm Talley, Kyle Hall, Big Strick) i szczypta nostalgii za złotą erą Detroit. Pouczające, przekrojowe, a przede wszystkim – bardzo, bardzo dobre.


Naphta – 7th Expedition [TRANSATLANTYK]  Debiutancki album piekielnie zdolnego koleżki z Wrocławia to trudna do zdefiniowania mieszanka hip=hopowych beatów, psychodelicznycjch wtrętów jazzowych (takich po linii Sun-Ra) i poniekąd house’owego bujanda. Nie są to może parkietowe killery (choć w rękach sprytnego DJ-a mogą zadziałać świetnie), ale słucha się tego wyśmienicie i w kółko. No i miło w creditsach zobaczyć żywych muzyków, a nie samplozę, papcio Parrish approved.


Konono No. 1 meets Batida [CRAMMED DISCS]

 Weterani z Konga podrasowani przez DJ-a z Angoli. Echa bass music i kuduro, ale w służbie brzmień tradycyjnych. Odjechany zestaw perkusjonaliów (w dużej mierze będącej owocem inwencji członków zespołu), elektryczne likembe i gęstwina nieidentyfikowanych instrumentó i głosów łączą się w niezwykle energicznej, gorącej mieszance. Radosna rzecz.


Voices from the Lake – Second Tempo [SPAZIO DISPONIBLE]

 W końcu wyszło! Od hipnotycznej ‚Ibridy, przez zaskakująco energetyczne ‚258B’, aż po o monumentalny track tytułowy -jezioraki nie zawodzą. Fascynujący, zróżnicowany materiał. Kiedy następne LP?


 Avalon Emerson – Whities 006 [WHITIES]

 A, jakoś mi wyleciało z głowy przy marcowej rekapitulacji, zupełnie niesłusznie. Przystępna, radosna i świeża elektronika z wpływami electro i uroczymi orientalistycznymi powiewami.


Mall Grab – Sun Ra EP [CHURCH MARBLE]

 Czyli ból głowy Cymana. Gwóźdź programu – ‚Can’t’ ze słodziasznym samplem z Alicii Keys dorównuje nieśmiertelnej wersji Mali i sprawia, że EPka sprzedaje się na pniu. No i nie dziwota, tym bardziej, że wszystkie trzy pozostałe tracki też są warte odsłuchu.


Waitress – Copy 1 [TAPE ARCHIVE]

Obskuranckie blog techno/house w obowiązującym stylu: brudno, analogowo, ale z duszą i pewnym smuteczkiem. W linkowanym tracku super pekusjonalia, jak z ‚Margareten’ Hasslama.


CTRL S – Nonuser [TOKEN]

 Surowa, bezkompromisowa petarda, ale z głową. Zgrzyty, piski, glitche w tempie podchodzącym pod 130bpm.


Shlomo – Rechaim remixed [BRIGHT SOUNDS] 

 Boskie remiksy świetnej EPki jednego z moich ulubionych producentów. Wyróżnia się autoremiks szlomiksa i chrumkający walec od Dozzy’ego. Aj waj!


va – Nonnative 08 [SEMANTICA]

 Zestaw przyjemnych toolsów -wyróżniają się  energetyczna sprężynka od Abstract Division i cudownie narastający, kwasowy numer Wata Igarshiego.



Na koniec dwie intrygujące zapowiedzi:

Mala – Mirrors [BROWNSWOOD]

OK, tym to się jaram. Król powraca i nie chodzi mi tu tylko o Popka. Po Kubie Ostatni Sprawiedliwy dubstepu przenosi się do Peru i nagrywa z tamtejszymi muzykami. Tyle wiadomo, LP wyjdzie w czerwcu, a ja tym razem przezornie zapiszę się na preordery.


Donato Dozzy – That Fab [SPAZIO DISPONIBLE]

Na pierwszy rzut ucha nic wyjątkowego, ale każdy nowy numer od Donka cieszy mnie niezmiernie, tym bardziej, że zapowiada si, że nowy label będzie wydwał z jakąś sensowną częstotliwością.

 

 

W marcu jak w starcu

Zwykły wpis

paul-jebanasam-continuum-album-dec-15Czyli wychodzi na to, że eklektycznie i nieco nie na czasie. Nie?

Paul Jebanasam – Continuum [SUBTEXT]

 Na okładce elegancki reaktor do fuzji termojądrowej, a w środku power ambient. Power – jarzycie? Hue hue. Śmieszkowanie na bok – drugi album Lankijczyka o wdzięcznym nazwisku dorównuje olśniewającemu ‚Rites’. Złożony z trzech kompozycji długograj zaprezentowany został po raz pierwszy na ubiegłorocznym Atonalu, na szczęście i poza monumentalną halą Kraftwerk dźwiękowe katedry wznoszone przez Jebanasama prezentują się równie imponująco. W porównaniu z poprzednim albumem wyraźniej słychać tu bassowe korzenie producenta, spokojnie jednak – nie ma tu miejsca na łupany syntetyczny banał spod szyldu „zguba Tobina”; brutalizm manifestuje się tu raczej w bezkompromisowym rozszarpywaniu anielskich padów granulowanym noisem. Właśnie te momenty rozpreżęnia i ambientowych tak-bardzo-uduchowionych tchnień wypadają nieco słabiej, na szczęście Jebanasam szybko i po chamsku  zasypuje te muśliny żwirem. Weźcie ten album na majówkę, puśćcie pannie nad jeziorem.


Wacław Zimpel – Lines [INSTANT CLASSIC]

 Nie jestem w tych tematach za dobry, ale przeca słyszę, że to śliczne, złożone i mądre. Nowy rodzimy pieszczoch Quietusa solo znacznie spokojniej niż z Herą. ‚Lines’ to eleganckie puzzle dla ucha, których złożoność nie razi pretensją tylko sprzyja skupieniu. Gdy umysł kontempluje szczegóły, kontrolę przejmuje instynkt – usłyszałem w reklamówce jakieś fury.


Voices from the Lake / Wata Igarashi – Stealth 2/3 [TIME TO EXPRESS]

Zupełnie niespodziewanie na splicie dla wytwórni Van Hoesena wygrywają nie Jezioraki, a stosunkowo mało znany producent z Japonii. Jego ‚Night’ ze strony „B” to cudowny tool z wyjątkowo efektywną progresją,  przyjemnym brzmieniem i dyskretnym kwasiwem w kulminacji. Dla nieco mroczniejszego groove’u sprawdźcie nową epkę Igarashiego dla Midgar.


Amandra – Drachme Tolosate EP [AHRPE]

Osiadły chwilowo w Polsce Francuz (pod skrzydła wziął go stołeczny BTS, ptaszkowie przy studni ćwierkają, że w grodzie Smogu będzie go można usłyszeć na początku maja) z najobfitszym jak do tej pory self-releasem (samo-wyd brzmi lepiej, nie?). Niesztampowe podejście do formuł dubtechno, nowocześnie złamana ramka 4×4,  zjadliwa proporcja smoły i lekkości i niesamowite brzmienie takiego ‚Selocine’. Perła. Nie zabrakło też nieco bardziej przydrajwionych toolsów (‚Lutecia’) i klasowego remiksera w postaci Evigt Mörkera.


Etapp Kyle – Continuum EP [UNTERTON]

Dobra, czy to się nie robi już nudne? Śliczne te melodyjki jak nie wiem co, drajw się zgadza, hi-haty sypkie jak dieta Villalobosa. Pod egidą sublabelu Ostgut numery Ukraińca nie straciły nic ze swojej lekkości i chwytliwości. Byle tylko skubańczyk nie złapał syndromu Recondite’a i nie zamelodyjkował się na śmierć, na szczęście ładunek inwencji na ‚Continuum’ sugeruje, że na razie mu to nie grozi.


Varg – Variations EP [SEMANTICA]

Zeszłoroczne ostatki od Semantiki. Varg, jak zwykle, nie zawodzi, chodź tym razem najweselszy blackmetalowy wujaszek techno pociska jakby nieco łagodniej – dość powiedzieć, że tym razem potencjał parkietowy z jego produkcji wyciąga dopiero znany wandal Abdulla. W ramach ciekawostki niebanalny edit od Hypnobirds.


Romansoff- Inifite Dreams [MÖRK] 

Sublabel Homara nie zwalnia tempa i nie schodzi z poziomu. Za „piątkę” w katalogu odpowiedzialny jest Romansoff (Rumun z Raw Tools). ‚Inifinte Dreams’ to cztery cieplutkie, miękkie numery w sam raz na początek wiosny. Emblematyczne brzmienie Mörk – wyraźnie maźnięte housem senne, analogowe techno – tym razem przegina się w stronę house’u jeszcze mocniej. Do tego wyjebkowe pady w tle, analogowe perkusjonalia i bezspinowa atmosfera. Miód.


v/a – Disco Halal vol.1 [DISCO HALAL]

Jak tak ma to wyglądać to ja poproszę natychmiastowąislamizację wszystkiego. Przegapiony przeze mnie haniebnie debiut labelu pod ujmującą nazwą. Sztos za sztosem – od kwasowego ‚Le Gaz Qui Fait Rire’ w edicie dobrze znanych Acid Arab, przez lajtowy ‚Palgey Mayim’, aż po linkowaną perłę. Energia, wspaniałe melodie i nieokreślona nostalgia. A przede wszystkim – świeżość!



Na koniec obowiązkowo seciwo. Tym razem razem live od Vrila – jak nie słyszelście go na żywo to i tak jesteście w dupie, ale tu macie przynajmniej posmak: niepodrabialne chropawe brzmienia, stopa jednocześnie miękka i dosadna, niebanalne konstrukcje:
Invite’s podcast #352 – VRIL 

 

 

 

 

 

 

 

Mam zimno w domu

Zwykły wpis

Winter_Slender_winter_forest_053887_Dobra, zamiast po raz kolejny przepraszać za monstrualną przerwę w postowaniu, polecę Wam moje postanowienie noworoczne: afirmować wady swoje i innych (ale swoje bardziej). Samodoskonalenie to masturbacja, w dodatku tak zwyklacka jak tylko się da. Dziś w ofercie kilkanaście zajawek ze smutnych jak pizda miesięcy zimowych: kilka ubiegłorocznych zaniedbań (pokłosie grudniowych bestofów), parę rzeczy które wyjść dopiero mają, więc średnia wychodzi w porządku. Pyk:


DJ Richard – Grind [DIAL]

Miejmy już z głowy najhaniebniejsze z zaniedbań. Jakoś mi gdzieś śmignęło, że Rysiek wydał płytę, może poszedł jakiś pobieżny ćwierć-odsłuch, z pewnością nie raz czyjaś selekcja przemyła mi płaty linkowanym sztosiwem, jednak jakoś się tak dziwacznie złożyło, że nie przysiadłem nad całością. Gdybym się takimi rzeczami wstydził – to bym się teraz wstydził. A tak, to mam przyjemność obcowania na świeżo z cudownym, melancholijnym albumem. Proporcja ciupania i eksperymentów optymalna, ładunek analogowych emocji – nieprawdopodobny. Miałem sentymentalny styczeń, OK?


Księżyc – Rabbit Eclipce [PENULTIMATE PRESS]

Czyli sroga podjarka zachodnich recenzentów. Całkowicie zresztą zasłużona. Korbow lirę zmajstrował dojebaniutką, drony wygrywa jak ta-la-la, nogi same do tańca. Przestrzeń, oddech, dawka humoru. Piękny, nocny album, wzorowy produkt eksportowy. Słuchajcie, zanim za dekadę odkryją w Trójce.


Jules Venturini – Untitled [BRUTAŻ]  Czyli rodzimych akcentów ciąg dalszy. Brutaż uzasadnia internetowy hajp fizycznym artefaktem. Klasa! Dwa brudne, analogowe techno-housiwa; spod mierzwy wystawiają nieśmiało ryjki piękne, nostalgiczne melodie. Wyróżnia się śliczny ‚Selector’s Roll’ ze strony ‚B’. Nothing ever changes.


Anthony Parasole – Wild Life EP [DECONSTRUCT MUSIC]

 Antek ciągle w formie. Lekko, z duszą, szumy ćwierkania, dzwoneczki.


Etapp Kyle – Klockworks 16 [KLOCKWORKS]

Oczywisty sztos. Śliczne harmonie, cudowne, miękkie brzmienie, dusza. Tracki kanapowe zjadają te bardziej parkietowe, ale całą czwórka doskonała.


SNTS – The Rustling of the Leaves [SNTS]

Mrok stężony do granicy beki (ej, płaszcz i maska dzioboła, serio?), ale to naprawdę nietuzinkowy album. Gęsto, ciężko, ponuro – leśne techno Mroczna Puszcza edition. Perłę w cierniowej koronie stanowi nieprawdopodobny remix od Polar Inertii skoncentrowany, bezduszny, precyzyjny, od ćwierkania w tle przechodzą ciary.


Acronym – Ashes EP [NORTHERN ELECTRONICS]

Jebaniusieńki blondasek, znowu to zrobił. Tracki ambientowe może i nieco do zapchania, ale ‚Exile’ pompuje aż miło – na basowej sprężynce upychają się kolejne warstwy szmerów, sampli i przeszkadzajek, gdzieś od połowy rozcieńczane niepostrzeżenie przez znak firmowy młodego Szweda: przepiękne ambientowe tchnienie rozpuszczające całą nagromadzoną napinkę, letting go of it all.


BLNDR – Fluid System [ANNULLED]

Pierwsze winylowe wydawnictwo obiecującego norweskiego labelu (btw – sprawdźcie kapitalny album Hydrangei, który wyszedł ich nakładem). Skład smakowity – znany głównie z Hypnusa BLNDR w remixach od Mod21 i Refracted. Oszczędne, skupione, chłodne dubtechno, przez remikserów przysposobione do funkcji toolsów.


v.a. – Dnepr_Vancouver 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Kolejna odsłona wydawniczego przedsięwzięcia podcastowego tytana – RYC. Walka wyrównana, Tolkachev młóci aż miło, ale starcie wygrywa kanadyjski duet The Automatic Message – ich track z początku chrupie sobie niepozornie, zwalnia jak jest okazja, tylko po to, by po breaku zasunąć wygarem. Motoryczne, a niegłupie.


OK, to skoro już jesteśmy przy RYC to dla uzupełnienia jeszcze kilka interesujących zapowiedzi:

v.a. – Stockholm_Helsinki 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Czwarta część cyklu jest wyjątkowo mocno obsadzona: Evigt Morker, Acronym, Samul Kemppi, Juho Kussti. Rundę jednak zdecydowanie wygrywają Szwedzi, głównie za sprawą niebiańskiego numeru od Morkera: miękki puls i tchnienie nie do podrobienia. Premiera: 9 lutego.


AWB – Celestial Longitude EP [TAAPION RECORDS] Na piątym placku francuskiego labelu AWB staje godnie, jednak nie da się ukryć, że  rilis kradnie wspólny remiks Shlomo i Antigone’. Jest tu wszystko co w leśnym techenku najlepsze: drive i moc bez krztyny łupania, piękne brzmienie, perkusyjne wygibasy. Data wydania: 16 lutego.


Błażej Malinowski -Mort EP [TECHNOSOUL]  Stąd do Szczecina – Błażej Malina! Mój ulubiony rodzimy producent wydaje u kolegów z kru. Cudowna ‚Mika’ zawiera wszystko, za co uwielbiam twórczość Błażeja: przestrzeń, miękkość, głębię i trudny do opisania dostojny spokój. W komplecie zacny zestaw remikserów: Bicknell i Tolkachev. Pozostaje przytoczyć starą pankową zasadę:” wspieraj scenę albo wypierdalaj”, więc pod koniec lutego marsz do sklepów!


Voices From the Lake – Secondo Tempo EP [SPAZIO DISPONIBLE]  Dobra, tym to się chyba najbardziej jaram (sorry Błażej). Jezioraki zakładają label (i towarzyszący mu cykl imprez w rzymskim klubie Goa). Preview pierwszego wydawnictwa brzmi smakowicie, szczególnie lekki, dźwięczny numer tytułowy. Na całość przyjdzie poczekać do 14 marca, ale już teraz zacieram łapki…


Orajt, to by było chwilowo na tyle. Na pewno coś tam pominąłem, szczególnie jak chodzi o obskury z nodata, czy lo-fi house od youtube’owych selektorów, nadrobię. Albo i nie. Trzymajcie się ciepło i nie przejmujcie błahostkami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RZUT UCHEM – MÖRK

Zwykły wpis

morkPo Kabalionie dzisiaj na tapecie kolejny sub-label. Mörk to ubiegłoroczny odprysk kapitalnego brytyjskiego Lobster Theremin, który, wedle słów założyciela – Jimmy’ego Asquitha, ma koncentrować się na nieco bardziej klubowych wcieleniach 4×4. W porównaniu z wygibasami spod znaku Homara Mörk rzeczywiście oferuje muzykę w bardziej oczywisty sposób taneczną, nie oznacza to jednak by „mröczkom” brakowało głębi czy oryginalności. Przeciwnie – wydaje się, że pomimo wciąż dość niewielkiej oferty (tworzą ją, jak dotąd, cztery placki), młody label już wypracował sobie swoisty koncept i charakterystyczne brzmienie, które roboczo można by zamknąć w formule: lekkie dubtechno podcięte nieco house’ującą synkopą. O co tu chodzi? Spieszę wyjaśnić na przykładach:

Nthng – Remember Us

Ofertę oficynki otwiera winylowy debiut (nie licząc remiksu dla Clouds) młodego Holendra ukrywającego się pod ksywką Nthng (trzeba przyznać, że Asquith ma ucho do chwytliwych nazw…). Trzy numerki dobrze wprowadzające w brzmienie Mörk. Na pierwszy rzut ucha mogą sprawiać wrażenie nieco sztampowych: ot, typowa, klimaciarska dubtechno zupka, cokolwiek letnia. Jednak bliższe przysłuchanie się środkowemu ‚Community’ wyprowadza z błędu – nieco house’owe cykanie, konkretne tempo i całkiem żwawe cykanie hi-hatów bardzo ożywiają numer, dodając temu eterycznemu plumkaniu zaskakująco podbioderkowy potencjał. A to dopiero początek…

Raw M.T. – La Duna

 No właśnie – jeżeli ktoś spodziewał się labelu czystego gatunkowo, serwującego dubtechno sieriozne jak Alva Noto na listopadowym pogrzebie, ten już przy drugim wydawnictwie spod szyldu Mörk musiał być (pozytywnie) zaskoczony. Trzy leciutkie tracki od włoskiego producenta z techdubowym idiomem łączyły bowiem tylko charakterystyczne zwiewne pady i zmiękczone perkusjonalia – cóż z tego, skoro układały się one w struktury house’owe, w dodatku pokłute nieco acidowymi igiełkami! Wyróżnia się środkowy, pozbawiony tytułu numer: motoryczny killer z mocno tribalowymi inspiracjami, ale i subtelny track tytułowy, jak i jawnie acidowy bangierek ‚Strike’ robią wrażenie.

Nthng – 1996

Stylistyczny tygiel kręci się w najlepsze: na „trójce” bezsamogłoskowy Holender z bazową techno-masą uciera sporo house’u, samplowane wokale, a nawet… nieco UKG (posłuchajcie jak pieje diva w tracku tytułowym, czy jak chodzi bas w ‚Vision Us’). Ciekawe, nieortodoksyjne zabawy formułą dubtechno.

Tissu – Unmanned Vehicle 

Nad kapitalnym debiutem Tissu rozpływałem się już ostatnio, tym razem zwrócę wam uwagę na sowicie okraszony acid-housem ostatni track, tym bardziej, że w piękne wideo oprawił go Moskalus – godny uwagi digger i autor teledysków.

A skoro już jesteśmy przy gościu, to łapcie jego łagodniutkie b2b z Horassem:


Jakichś szczególnie rozwlekłych podsumowanek nie będzię. Cieszę, się, że jest wydawnictwo, które interesująco rozwija klasyczną formułę dubtechno, szczypta homarzej ekstrawagancji akurat mu nie zaszkodzi (ja tam nie obraziłbym się, gdyby wykrętów rodem z ojczystego labelu było w Mörk nawet więcej). No i warto zwrócić uwagę, że oficynka konsekwentnie trzyma poziom, a nowe placki wychodzą często i regularnie – co wróży jeszcze lepiej na przyszłość. Trzymam kciuki i wracam do słuchania nowego Sienkiewicza (wow!).


Aha, druga rundkę ogłoszeń z Atonal widzieli? Obiecuję, że jak jak lajn-ap będzie kompletny, wysmażę o nim jakąś notkę-przewodnik.