Body & mind music – rzut uchem na [TIKITA]

Zwykły wpis

Bez zbędnych ceregieli – dziś słuchamy traczków z oferty marokańskiego labelu Tikita [discogs / fb / sc / RA]. O enigmatycznym wydawnictwie z Casablanki można dowiedzieć się z jego strony jedynie, że koncentruje się na “body & mind music”. Dodajmy do tego to, co można zaobserwować samemu: odświeżanie formuły tribal techno, reedycje zakurzonych perełek i dużo Japończyków w katalogu (Ko-Ta i Kiyoukazu Hamawaki współtworzą razem microhouse’owego Liibermanna, polecajka). Brzmi świetnie – i tak też jest, zrezygnuję więc chwilowo z formuły selekcjonowania najlepszych wydawnictw. Tak się bowiem miło składa, że wszystkie siedem placków Tikity to absolutne rarytasy, do tego, co istotne – różnorodne.


[TIKITA001] Ko-Ta ‎– Festimask EP

Reissue zapomnianych perełek japońskiego producenta. Zremasterowane utwory nie tracą nic a nic ze swojej świeżości, choć Stratosphere wydało oryginały na początku tysiąclecia, każdy z czwórki tracków z powodzeniem zatrzęsie kumatym parkietem i dzisiaj. Wspólny mianownik gęstych, mięsistych produkcji Japończyka to tribal – na szczęście traktowany  kreatywnie, defaultowa afrykańska samploza pojawia się tylko w czwartym tracku i nawet niespecjalnie drażni. Brzmienie jest cieplutki, miękkie i analogowe, kokieteryjnie zostawiono trochę szumów, tempa – funkcjonalne, największą zaletą tych odkopanych skarbów to niepowstrzymany, bujający drive. Jak zobaczymy dalej – stanie się on synonimem wydawnictw Tikity.


[TIKITA002] va – Body 1:1 Mind

Leśniawki i „tribale”, takie toolsy to ja szanuję. Za sterami: Artefakt, Iori, Kiyokazu Hamawaki i ponownie Ko-Ta. Bezapelacyjnie wygrywają Japończycy. Track od Hamawakiego to dość wolna rolka: na dole toczą się grzechotki, górą cykają szesnastkami hi-haty, pod kicka nie ma co zgrywać. Prawdziwa bombą jest jednak nowa produkcja Ko-Ta: Drum of life ma w sobie coś z surowej energii Tresorów z lat 90-tych, choć w tempie bliższym współczesnym standarom. Przykurzone brzmienie i pętla zaśpiewów przywodzi z kolei na myśl T++.  TIPP jak się patrzy, szkoda, że już nie do dorwania.


[TIKITA003] va – Body 2:2 Mind

Drugi składak toolsów, tym razem w wyraźnie niższych tempach oscylujących między 110 a 115 BPM. Zastrzyc uszami można już tropikalnym numerze od Dorisburga i Efraima Kenta (ciuchcia ze świetnym buildem, przypomina tracki Refracteda dla Slow Life), ale nad tymi panami porozpływam się kilka rilisów dalej. Tym razem wyróżnienie znowu wędruje więc do producenta z Japonii. Nobu skleił paranoiczną, gwiżdżącą, stukoczącą kwasową pętelkę, numer jednocześnie rozdygotany i hipnotyczny, uwiera a się słucha. Feeling trochę jak z tych bezczasowych, rozlazłych półgodzinnych monstrów Villalobosa. Cały składak – złoto, choć nie w tak oczywisty sposób użyteczne jak reszta katalogu, głównie za sprawą tempa.


[TIKITA004] KS – Drai EP

„Drai” może na pierwszy rzut ucha najbardziej przypominać generyczny darkowy tool, szczególnie w zestawieniu z odklejoną „trójką”. Coś w tym jest, jednak numery z EPki to jednak coś więcej niż zwykłe funkcjonalne pętelki. Przynajmniej niektóre. Uszami zastrzyżemy przy chłodnych, niemal deepchordowych padach w tle ‚Contrail’, przykuw uwagę nieco offbeatowa rytmika wszytkich numerów, jednak naprawdę intrygujący jest numer tytułowy – sprężysty, świetnie brzmiący minimal, znajomo, ale jak nie z tej epoki. No i coś w tym jest, bo KS to inny pseudonim Ko-Ta, a traczki pierwotnie wydano na początku tysiąclecia nakładem Stratosphere Records. Ale reissue z pewnością się im należał.


[TIKITA005] Amandra – Principe de Veracruz

Amandra to francuski producent doskonale znany polskiej publiczności (przez dłuższy czas rezydował w Warszawie), właściciel pysznego labelu Ahrpe Records i autor prześlisznej epki Drahme Tolosate (a także góry singli i nadchodzącego albumu). Cztery numery z epki dla Tikity to rozkosz dla słuchacza i koszmar leniwego DJ-a. Utrzymane w niecodziennych tempach, offbeatowe, gęsto tkane z ćwierkań. Leśniawki at their best, bardziej już się chyba nie da. W najpiękniejszych momentach ‚Quatre Heroica’ czy ‚Risque Papantla’ stają się wręcz eteryczne, ulatują w atmosferę razem z ambientowymi padami. Numery tak śliczne i nieziemskie, że aż ciężko wplatać je w te wulgarne technosety i okrajać przejściami. Ale chyba warto, tym bardziej, że Amandra nie traci swojego znaku rozpoznawczego: nisko pod tymi cykającymi cudownościami, w poszyciu kicków i bassu, tętni sobie całkiem (z)grywalny drive.


[TIKITA006] natural/eletronic.system – Sicut Erat EP

Poranne granko od włoskiego duetu. Włosi, jak wiadomo, to w głębinowych techenkach jakość sama w sobie, dostarczają więc także i tu. Numery są nieco mrocniejsze i oszczędniejsze od reszty katalogu Tikity, zachowują jednak niepowtarzalny, (neo)-tribalowy drive. Oczywiste skojarzenie : Spazio Disponibile, w szczególności Crossing Avenue.


[TIKITA007] Dorisburg & Efraim Kent – Tecken EP

Na koniec cudowny owoc kolaboracji Dorisburga i Efraima Kenta – trzy żywe, dynamniczne tribalowe wygibasy utrzymane gdzieś między housem, dubtechno i szeroko pojętą nowoczesną bass music. Ciężko się zdecydować – II i III oferują nieco bardzo skupione, medytacyjne groove’y, jedynka natomiast – absolutną energetyczną petardę, szczególnie po wejściu pierwszego pada. Tak powinien grać Shackleton.



Co tu rzecz – jaram się przeokrutnie, dawno nie znalazłem labelu z którego chciałbym wszystko w ciemno. Klimaty leśne i neotribalowe, Włosi i Japończycy, dusza i drve, body&mind. Niech jeszcze wydadzą jakiś house, a jestem cały ich.

Na koniec posłuchajcie prezentującego katalog wytwórni seta od natural/electronic.system:

Reklamy

W marcu jak w starcu

Zwykły wpis

paul-jebanasam-continuum-album-dec-15Czyli wychodzi na to, że eklektycznie i nieco nie na czasie. Nie?

Paul Jebanasam – Continuum [SUBTEXT]

 Na okładce elegancki reaktor do fuzji termojądrowej, a w środku power ambient. Power – jarzycie? Hue hue. Śmieszkowanie na bok – drugi album Lankijczyka o wdzięcznym nazwisku dorównuje olśniewającemu ‚Rites’. Złożony z trzech kompozycji długograj zaprezentowany został po raz pierwszy na ubiegłorocznym Atonalu, na szczęście i poza monumentalną halą Kraftwerk dźwiękowe katedry wznoszone przez Jebanasama prezentują się równie imponująco. W porównaniu z poprzednim albumem wyraźniej słychać tu bassowe korzenie producenta, spokojnie jednak – nie ma tu miejsca na łupany syntetyczny banał spod szyldu „zguba Tobina”; brutalizm manifestuje się tu raczej w bezkompromisowym rozszarpywaniu anielskich padów granulowanym noisem. Właśnie te momenty rozpreżęnia i ambientowych tak-bardzo-uduchowionych tchnień wypadają nieco słabiej, na szczęście Jebanasam szybko i po chamsku  zasypuje te muśliny żwirem. Weźcie ten album na majówkę, puśćcie pannie nad jeziorem.


Wacław Zimpel – Lines [INSTANT CLASSIC]

 Nie jestem w tych tematach za dobry, ale przeca słyszę, że to śliczne, złożone i mądre. Nowy rodzimy pieszczoch Quietusa solo znacznie spokojniej niż z Herą. ‚Lines’ to eleganckie puzzle dla ucha, których złożoność nie razi pretensją tylko sprzyja skupieniu. Gdy umysł kontempluje szczegóły, kontrolę przejmuje instynkt – usłyszałem w reklamówce jakieś fury.


Voices from the Lake / Wata Igarashi – Stealth 2/3 [TIME TO EXPRESS]

Zupełnie niespodziewanie na splicie dla wytwórni Van Hoesena wygrywają nie Jezioraki, a stosunkowo mało znany producent z Japonii. Jego ‚Night’ ze strony „B” to cudowny tool z wyjątkowo efektywną progresją,  przyjemnym brzmieniem i dyskretnym kwasiwem w kulminacji. Dla nieco mroczniejszego groove’u sprawdźcie nową epkę Igarashiego dla Midgar.


Amandra – Drachme Tolosate EP [AHRPE]

Osiadły chwilowo w Polsce Francuz (pod skrzydła wziął go stołeczny BTS, ptaszkowie przy studni ćwierkają, że w grodzie Smogu będzie go można usłyszeć na początku maja) z najobfitszym jak do tej pory self-releasem (samo-wyd brzmi lepiej, nie?). Niesztampowe podejście do formuł dubtechno, nowocześnie złamana ramka 4×4,  zjadliwa proporcja smoły i lekkości i niesamowite brzmienie takiego ‚Selocine’. Perła. Nie zabrakło też nieco bardziej przydrajwionych toolsów (‚Lutecia’) i klasowego remiksera w postaci Evigt Mörkera.


Etapp Kyle – Continuum EP [UNTERTON]

Dobra, czy to się nie robi już nudne? Śliczne te melodyjki jak nie wiem co, drajw się zgadza, hi-haty sypkie jak dieta Villalobosa. Pod egidą sublabelu Ostgut numery Ukraińca nie straciły nic ze swojej lekkości i chwytliwości. Byle tylko skubańczyk nie złapał syndromu Recondite’a i nie zamelodyjkował się na śmierć, na szczęście ładunek inwencji na ‚Continuum’ sugeruje, że na razie mu to nie grozi.


Varg – Variations EP [SEMANTICA]

Zeszłoroczne ostatki od Semantiki. Varg, jak zwykle, nie zawodzi, chodź tym razem najweselszy blackmetalowy wujaszek techno pociska jakby nieco łagodniej – dość powiedzieć, że tym razem potencjał parkietowy z jego produkcji wyciąga dopiero znany wandal Abdulla. W ramach ciekawostki niebanalny edit od Hypnobirds.


Romansoff- Inifite Dreams [MÖRK] 

Sublabel Homara nie zwalnia tempa i nie schodzi z poziomu. Za „piątkę” w katalogu odpowiedzialny jest Romansoff (Rumun z Raw Tools). ‚Inifinte Dreams’ to cztery cieplutkie, miękkie numery w sam raz na początek wiosny. Emblematyczne brzmienie Mörk – wyraźnie maźnięte housem senne, analogowe techno – tym razem przegina się w stronę house’u jeszcze mocniej. Do tego wyjebkowe pady w tle, analogowe perkusjonalia i bezspinowa atmosfera. Miód.


v/a – Disco Halal vol.1 [DISCO HALAL]

Jak tak ma to wyglądać to ja poproszę natychmiastowąislamizację wszystkiego. Przegapiony przeze mnie haniebnie debiut labelu pod ujmującą nazwą. Sztos za sztosem – od kwasowego ‚Le Gaz Qui Fait Rire’ w edicie dobrze znanych Acid Arab, przez lajtowy ‚Palgey Mayim’, aż po linkowaną perłę. Energia, wspaniałe melodie i nieokreślona nostalgia. A przede wszystkim – świeżość!



Na koniec obowiązkowo seciwo. Tym razem razem live od Vrila – jak nie słyszelście go na żywo to i tak jesteście w dupie, ale tu macie przynajmniej posmak: niepodrabialne chropawe brzmienia, stopa jednocześnie miękka i dosadna, niebanalne konstrukcje:
Invite’s podcast #352 – VRIL