Susza

Zwykły wpis

jahiW miesiącu bez lipy nie wykazałem się uchem szczególnie wyczulonym na didżejskie nowości – moją głowę i narząd słuchu zaprzątała bowiem oferta Atonala (post podjarankowy wrzucę po weekendzie). Niemniej, pojawiło się u mnie w playliście kilka pozycji których po prostu nie wypada nie wspomnieć, choćby w rachitycznej notce:


Jahiliyya Fields – Chance Life [L.I.E.S.]

Niebywale interesująca, a zarazem irytująca, bardzo Lies-owa płytka. Drugi długograj nowojorskiego reprezentanta kłamstewek to popis sprawności technicznej – brzmienia są tu skrajnie dopieszczone, konstrukcje brudne i rozsypujące się, wszystkie zaś tracki pokazują ogromnego faka użyteczności parkietowej kończąc się w najmniej spodziewanym momencie. Nerwy po muzycznym coiutus interruptus łagodzi prześliczny analogowy wyziewik wieńczący album.


Acronym – June [NORTHERN ELECTRONICS]

Młodziutki Szwed nie traci rozpędu. Po leśno-ambientowym ‚Mu’ (o którym pisałem tutaj) w LP z czerwca serwuje nieco mocniejszy materiał. Po prawdzie, kilka pierwszych tracków przypomina nieco tylko smyrnięte bitem 4×4 resztki z ‚Mu’, ostatnie numery zacierają to wrażenie – to fantastyczne parkietowe sztosy, które pomimo energii nie tracą absolutnie nic ze swojej lekkości. Album kończy wspaniały ‚Letting go…’, który, zgodnie z tytułem, rozwiązuje w środku wszystkie węzełki i stanowi idealny rozsmar na zwieńczenie tripa, to jest – seta. Zdecydowanie jeden z najlepszych tracków roku.


Cio D’Or – All In All [SEMANTICA]

 Lekki zawodzik. To znaczy – to jest oczywiście przyzwoity album (dlatego też o nim wspominam), niemniej – po dość długim oczekiwaniu, przekładanej dacie premiery, a także po tym, czego można było się spodziewać po singlach i setach producentki z Kolonii, długograj dla Semantiki nieco rozczarowuje. Owszem – są tu przepiękne momenty, jak chociażby pełen patosu ‚Tomorrow’,zaś brzmienie dopieszczono do granic, jednak wydaje się (co podkreśla także niefortunna kolejność numerów na LP), że po prostu zabrakło koncepcji: czy to ma być intymny album ambientowy do słuchania w nocy, czy może nieco bardziej agresywna rzecz? W efekcie otrzymujemy tylko (i aż) imponujący katalog producenckich chwytów Cio, za to bez wyraźnego zamysłu.


Tadeo – Circles inside Circles [BELIEF SYSTEM]

Tadek, jak to Tadek – kosmicznie, psychodelicznie, po Millsowsku perkusyjnie i z motoryczną stopą. Kolekcja czterech toolsowych odpałów. Na tubce brak cudownego ‚Checking Controls’ z samplem wokalnym jak z kosmicznej wieży kontrolnej (i jak u Dettmanna w ‚Barrier‚), ale i podlinkowane sztosiwo dobrze pokazuje charakter tej wysoce użytecznej EPki.


Cassegrain & Tin Man – Window Window EP [INFRASTRUCTURE NEW YORK]

Przyzwoita rzecz, kawał solidnego parkietowego wygaru. Jak można się było przekonać już wielokrotnie brudy i ciężarek Cassegrainów w połączeniu z lekkością i uchem do melodii Blaszmana to match made in heaven (kapitan Oczywity przypomina -> x). Nie inaczej jest i tym razem – nie spodziewajcie się rewolucji, ale to po prostu wysoce energetyczne, niegłupie sztosiwa, obficie podlane kwachem i analogowym ciepełkiem. W intrze i ostatnim tracku robi się nieco łagodniej co w połączeniu z acidowymi brzmieniami nieco trąci sentymentalizmem a’la Recondite, ale ten fajny, sprzed ‚Iffy’, więc luz.

Reklamy

RZUT UCHEM – MÖRK

Zwykły wpis

morkPo Kabalionie dzisiaj na tapecie kolejny sub-label. Mörk to ubiegłoroczny odprysk kapitalnego brytyjskiego Lobster Theremin, który, wedle słów założyciela – Jimmy’ego Asquitha, ma koncentrować się na nieco bardziej klubowych wcieleniach 4×4. W porównaniu z wygibasami spod znaku Homara Mörk rzeczywiście oferuje muzykę w bardziej oczywisty sposób taneczną, nie oznacza to jednak by „mröczkom” brakowało głębi czy oryginalności. Przeciwnie – wydaje się, że pomimo wciąż dość niewielkiej oferty (tworzą ją, jak dotąd, cztery placki), młody label już wypracował sobie swoisty koncept i charakterystyczne brzmienie, które roboczo można by zamknąć w formule: lekkie dubtechno podcięte nieco house’ującą synkopą. O co tu chodzi? Spieszę wyjaśnić na przykładach:

Nthng – Remember Us

Ofertę oficynki otwiera winylowy debiut (nie licząc remiksu dla Clouds) młodego Holendra ukrywającego się pod ksywką Nthng (trzeba przyznać, że Asquith ma ucho do chwytliwych nazw…). Trzy numerki dobrze wprowadzające w brzmienie Mörk. Na pierwszy rzut ucha mogą sprawiać wrażenie nieco sztampowych: ot, typowa, klimaciarska dubtechno zupka, cokolwiek letnia. Jednak bliższe przysłuchanie się środkowemu ‚Community’ wyprowadza z błędu – nieco house’owe cykanie, konkretne tempo i całkiem żwawe cykanie hi-hatów bardzo ożywiają numer, dodając temu eterycznemu plumkaniu zaskakująco podbioderkowy potencjał. A to dopiero początek…

Raw M.T. – La Duna

 No właśnie – jeżeli ktoś spodziewał się labelu czystego gatunkowo, serwującego dubtechno sieriozne jak Alva Noto na listopadowym pogrzebie, ten już przy drugim wydawnictwie spod szyldu Mörk musiał być (pozytywnie) zaskoczony. Trzy leciutkie tracki od włoskiego producenta z techdubowym idiomem łączyły bowiem tylko charakterystyczne zwiewne pady i zmiękczone perkusjonalia – cóż z tego, skoro układały się one w struktury house’owe, w dodatku pokłute nieco acidowymi igiełkami! Wyróżnia się środkowy, pozbawiony tytułu numer: motoryczny killer z mocno tribalowymi inspiracjami, ale i subtelny track tytułowy, jak i jawnie acidowy bangierek ‚Strike’ robią wrażenie.

Nthng – 1996

Stylistyczny tygiel kręci się w najlepsze: na „trójce” bezsamogłoskowy Holender z bazową techno-masą uciera sporo house’u, samplowane wokale, a nawet… nieco UKG (posłuchajcie jak pieje diva w tracku tytułowym, czy jak chodzi bas w ‚Vision Us’). Ciekawe, nieortodoksyjne zabawy formułą dubtechno.

Tissu – Unmanned Vehicle 

Nad kapitalnym debiutem Tissu rozpływałem się już ostatnio, tym razem zwrócę wam uwagę na sowicie okraszony acid-housem ostatni track, tym bardziej, że w piękne wideo oprawił go Moskalus – godny uwagi digger i autor teledysków.

A skoro już jesteśmy przy gościu, to łapcie jego łagodniutkie b2b z Horassem:


Jakichś szczególnie rozwlekłych podsumowanek nie będzię. Cieszę, się, że jest wydawnictwo, które interesująco rozwija klasyczną formułę dubtechno, szczypta homarzej ekstrawagancji akurat mu nie zaszkodzi (ja tam nie obraziłbym się, gdyby wykrętów rodem z ojczystego labelu było w Mörk nawet więcej). No i warto zwrócić uwagę, że oficynka konsekwentnie trzyma poziom, a nowe placki wychodzą często i regularnie – co wróży jeszcze lepiej na przyszłość. Trzymam kciuki i wracam do słuchania nowego Sienkiewicza (wow!).


Aha, druga rundkę ogłoszeń z Atonal widzieli? Obiecuję, że jak jak lajn-ap będzie kompletny, wysmażę o nim jakąś notkę-przewodnik.

ALBUMY Z MAJA

Zwykły wpis

darfdhsPo dość rachitycznym kwietniu ubiegły miesiąc przyniósł prawdziwe zatrzęsienie interesujących wydawnictw. Jeśli do wydanych w maju nowości doliczyć też nieco starsze rzeczy, które w miesiącu pachnącej Saskiej Kępy dopiero odkrywałem, uzbiera się tego naprawdę sporo. Chyba nawet za dużo na potrzeby jednej notki, dlatego tutaj tylko po parę zdań o długograjach, epkowo-singlowej drobnicy poświęcę osobny wpis. No to siup:

Varg – Ursviken [NORTHERN ELECTRONICS]

 To oczywiste wybór. Przypominający raczej blackowego zakapiora Szwed mocno się ostatnio rozpędził – poza dwoma opisywanymi tutaj albumami popełnił jeszcze remiks dla NATCH i kasetkę dla Posh Isolation, w przygotowaniu zaś kolejny materiał z Linje 19. ‚Ursviken’ przynosi brzmienia do których Varg już nas przyzwyczaił – wolne, nastrojowe ambient/techno z gęstymi, off-beatowymi perkusjonaliami i dostojnymi tłami. Na najnowszym albumie dodatkowo eksperymentuje z tempem i metrum, pozwalając sobie na przykład na niemal dubstepowe wycieczki (Asocial 46). Nie brakuje tu też zarówno rozległych ambientowych plam, jak i znaku rozpoznawczego reprezentanta Northern Electronics – monumentalnych, rozbudowanych warstw (linkowany Raggarsvin), które sprawiają, że wiele numerów brzmi jak wziętych raczej z genialnego live’a, niż ze studyjnego zacisza. Kapitalna rzecz, zdecydowanie jeden z najlepszych albumów w tym roku.


D.Å.R.F.D.H.S. – Mörkret, kylan, tystnaden & ensamheten [NORTHERN ELECTRONICS]

 Do kompletu dorzucił Varg nowy album swojego projektu o trudnej do zapamiętania nazwie. Najnowsza kasetka przynosi muzykę nieco lżejszą niż dark ambient z poprzednich wydawnictw. Za to znacznie więcej tu przestrzeni i oddechu, pady brzmią ciepło, a z subtelnych teł wyłaniają się niemal radosne melodie (Att leva i intet). Pogodny ambient na chłodne lato.


Project Pablo – I want to believe [1080p] 

A teraz coś z zupełnie innej beczki. Wesołkowaty house z kasety dla idącego jak burza kanadyjskiego 1080p. Próżno doszukiwać się tutaj modnych brudów, przymułki i niedoróbek, mnóstwo za to czystej, bezpretensjonalnej muzycznej radochy. Brzmienia – fantastyczne, ciepłe, analogowe, oldschoolwe, ale bez przesady, aranżacje – pogięte i pomysłowe, czasem pojawi się samplowana ciekawostka (marimba w ‚In the mat’). Czasem łagodniej, czasem mocno pod bioderko (bodaj najbardziej parkietowy, popierdujący skocznie ‚Always’). To już typowo letnia propozycja, od ‚Music for Uninvented’ nie słyszałem tak przyjemnych hausiw.


Florian Meindl – Collide [FLASH RECORDINGS]

 Choć w brzmieniach wciąż słychać nieco tech-house’owego plastiku z którym Florian był kojarzony, ten albumik to jednak zupełnie inne para kaloszy. Nieortodoksyjne zabawy z rytmem (‚Orgon‚), kawalkady wpadających na siebie hi-hatów, a przede wszystkim – świetny drive i energia. Nie jest to może album wielokrotnego użytku, ale jako zastrzyk energii w secie może się sprawdzić. Przynajmniej laptopowcom – materiał nie wyszedł na placku…


v/a Tensegrity […txt]
Odsłuch pod linkiem —> ‚cyk.
Bardzo skupiony, minimalistyczny ambientowy składak. Większość numerów oparta jest na pojedynczych dźwiękach, sporo tu też field recordingu, a nawet potencjalnie kiczowate sample (chorał gregoriański), jakoś się jednak bronią, przykryte grubą chmurką szumów. Do zasypiania.


Voices From The Lake – Live at Maxxi [EDITIONS MEGO]  Dozzy i Neel wracają do uznanego labelu Editions Mego (wcześniej wydawali dla jego filii – Spectrum Spools – Neel ‚Phobosa’, natomiast Donatanek – genialne ‚Bee Mask’). Najnowszy materiał to zapis występu live z rzymskiego muzeum MAXXI, który miał miejsce w październiku ubiegłego roku. Jak można się spodziewać po charakterze występu – na albumie nie znajdziemy niemal w ogóle fragmentów z beatem, zamiast tego włoski duet serwuje nieskończone pasaże rozkosznych padów w towarzyszeniu… przesterowanej nie do poznania gitarki w zamykającym całość ‚Max’ – swobodnym coverze Paolo Conte’go. Brzmienie VFTL jest rozpoznawalne na pierwszy rzut ucha – cieplutkie analogowe melodie, gęste tła, rozpływające się w reverbach hi-haty… Chwilami pojawiają się nawet dosłowne cytaty z genialnego albumu dla Prologue (winylowe 01 12 N wplecione w początek ‚Orange Steps’). Jako nagranie live jest to oczywiście album do słuchania w całości – kolejne numery płynnie przeciekają jeden w drugi i w efekcie otrzymujemy, jak zwykle od Dozzy’ego i Neela, fantastyczną, dającą mnóstwo satysfakcji dźwiękową podróż.


Annabel (Lee) – By the sea… and other solitary places [NINJA TUNE]

 Oj dawno nie odwiedzałem tych okolic, zrażony nieco bonobowym słodzeniem i fascynacją EDM, którą zaczął przejawiać Tobin. Z pewnością niesłusznie, czego przykładem jest chociażby debiutancki album duetu Annabel (lee). Całość inspirowana jest poezją Edgara Allana Poego – nic więc dziwnego, że subtelnym debussy’owskim pasażom towarzyszy nieustannie recytacja – co ciekawe – absolutnie nieirytująca. Tła oscylują między neoklasycyzmem w wydaniu pop, lekkim jazzem i bardzo delikatnym trip-hopem, zaś najciekawiej zaczyna się robić, gdy całość opuszcza rejestry pitolących gitarek i zaczyna się przycinać i zapętlać… Bardzo interesujące wydawnictwo, nawet dla tych, którzy zwykle cokolwiek z żywymi wokalami obchodzą szerokim łukiem.


Tony Conrad with Faust – Outside the dream syndicate [TABLE OF THE ELEMENTS]

 W ramach przygotowań do tegorocznego Atonala, który rzucił już pierwszą pulę line-upowych ogłoszeń. Jest tam parę smaczków, parę nowych projektów zamówionych specjalnie na festiwal i parę starych składów-legend. Do tych ostatnich należy z pewnością pierwszy od dwudziestu lat wspólny występ Fausta z Tonym Conradem, których album ‚Outside the dream syndicate’ z 1973 stanowi fascynującą fuzję krautrocka i dronów. Nie ukrywam – też go nie znałem, ale rozbudowane, dochodzące do pół godziny czasu trwania kompozycje z pętlami opętańczych smyczków i surowej perkusji od razu mnie porwały. Album to raptem pięć kompozycji, trzy najdłuższe z nich trwają łącznie niemal półtorej godziny i tworzą trzy dopełniające się, minimalistyczne pętle. Czysta hipnoza, nie mogę się doczekać końcówki sierpnia…

lato / jesień 2014

Zwykły wpis

lapianaok, wyjątkowe lenistwo, a w konsekwencji – przestój ostatnio tu zapanował. aby jakoś nadgonić z relacjonowaniem odsłuchów i za parę dni wysmażyć nieco dłuższego posta z odkryciami listopodowo – grudniowymi wypadałoby napisać choć parę słów o zajaweczkach z cieplejszych miesięcy. jako że lenistwo sprzyja jednocześnie niezrównanej inwencji w wymyślaniu własnych usprawiedliwień (to moja ulubiona odmiana kreatywności, którą bardziej ogarnięci nazwą pewnie „wygodnictwem”, czy „szukaniem wymówek”) – oto koncept którym wytłumaczę się z haniebnej zdawkowości niniejszego posta: paromiesięczny przestój pozwolił mi posłuchać wielu rzeczy z dystansem, a zatem w niniejszym zestawieniu znajdują się tjuny, które z całą pewnością po sierpniowych, wrześniowych i październikowych eksploracjach już mi się uleżały i pewnie ze mną zostaną. czy coś.
a zatem, grane było (kolejność dowolna) :

  1. Max_M / Fabrizio Lapiana – 1002 [M_REC]
    Wyważone, subtelne techno-klikania z niezawodnego [M_REC]. Kapitalny, mocno przywodzący na myśl tjuny Tadeo z EPki „Container of Contradictions” (o której parę słów w zestawieniu kwietniowym) podzwaniający track od Max_M – właściciela wytwórni, z drugiej strony – nad wyraz łagodna, wręcz sentymentalna piosnka od Włocha.


  2. Teste / Edit Select – The Wipe / Ascend [EDIT-SELECT RECORDS]
    Tegoroczny rework klasycznego „The Wipe” (oryginalnie wydanego w 1992) to dla mnie jeden ze słonecznych, wakacyjnych hitów. No – nie całkiem. Kłębiące się na oszczędnie wyłupanym rusztowaniu bulgocące, stężone kwasiwo. Brzmi jak nieco odchudzony Rrose, który zresztą też zmajstrował dla wytwórni Edit-Selecta elegancki remiks „The Wipe”. Pierwszy raz usłyszane w secie Koppa w Tresorze… – no tak, to zdecydowanie nie jest numer na mały soundsystem.


  3. In Aeternam Vale – Jealous God 05 [JEALOUS GOD]
    Klasyczny francuski skład to dla mnie jedno z odkryć tegorocznego Atonala. Tu w wydaniu nieco mocniejszym, by nie rzec – wałkowatym, czyli w obowiązującej ostatnio estetyce. Jednak energetyczny live grubaska w imponującej hali berlińskiego Kraftwerk nie pozostawia wątpliwości, że to tak naprawdę radosna, a wręcz taneczna nuta. Dlatego też, by oddać jej sprawiedliwość, od razu następny riliz:
  4. In Aeternam Vale – Gnd lift [MINIMAL WAVE]
    Sorry za jakość, ale numer wyszedł dopiero niedawno i nie ma jeszcze sensownego ripa na Tubce. Czy tylko ja słyszę w samplu „Czy może Niemiec? – Nie wiesz kto to” ?


  5. Abdulla Rashim – Unanimity [NORTHERN ELECTRONICS]
    Kapitalny, chyba mocno niedoceniany albumik dla równie interesującego szwedzkiego labelu. Podobnie jak na wielbionym przeze mnie „Crossed Paths” Shifteda – tu nie ma przebojowych melodii i hiciorków na single. Kawał gęstej smoły, hipnotyzujące dj-toolsowe pętelki. Proporcja rozwodnionych ambienciw do mięcha – idealna (czego niestety nie sposób było powiedzieć o nudnym jak flaki z olejem występie Abdulli na Atonalu…)


  6. Błażej Malinowski – Dual Reality [PHORMA]
    Wiadomo, Błażej to polski Rrose, każdy kto słyszał jego genialny live to powierdzi. Tu w nieco lżejszej (hard?)dubtechno odsłonie, w kapitalnej Phormie (da-bum-tss!)


  7. v/a – Taapion 002 [TAAPION RECORDS]
    Fantastyczna, zróżnicowana kompilacja dla obiecującego Taapion Records. O świetnej formie Francuzów zaświadcza przede wszystkim pierwszy numer – nieoczywisty łamaniec od genialnego Antigone’a. Drugą perełką jest numer od współwłaścicieli wytwórni – subtelna, melodyjna mgiełka. Przy okazji – koniecznie zwróćcie uwagę na Shlømo, ten gość ma niesamowity zmysł do melodii i nie wydaje słabych rzeczy:

    A skoro już przy nim jesteśmy…


  8. Shlømo – Rechaïm EP [BRIGHT SOUNDS]
    Cudowne cztery numerki z francusko-niemieckiej oficynki. Strona „A” nieco lżejsza, senne odrealnione numerki, dwa kolejne nieci gęstsze z charakterystycznymi kwaśnymi perkusjonaliami. Wszystkie to małe, świetnie zrównoważone perełki, na czele z linkowanym „Grounden Queen” – ciekawie złożonym trackiem-opowieścią o niebanalnym potencjale parkietowym.


  9. Fango – Tei [DEGUSTIBUS MUSIC]
    Haniebnie późno odsłuchany przeze mnie fantastyczny riliz tajemniczego Peruwiańczyka. Mocno perkusyjne, świetny groove i efektowne sample. Zdecydowanie taneczna, ale i niepozbawiona klimatu rzeczy przywodzące na myśl techno z Wysp.


    Ok, to by było na tyle jeśli chodzi o krótkie podsumowanko. Na dniach obiecuję napisać nieco więcej o rzeczach, które działy się pod koniec roku, spokojnie – nie zabraknie boskiego albumu Shaded Explorera.
    A tymczasem – ku przestrodze i poniekąd w temacie – dwa zajmujące artykuły o istocie prokrastynacji i sposobach na walkę z nią:
    Kim jest Małpka Natychmiastowej Gratyfikacji…
    …i jak sobie z nią poradzić