RZUT UCHEM: BAROC

Zwykły wpis

barocTym razem na tapecie moje najciekawsze labelowe odkrycie z ostatnich tygodni. BAROC to maleńka winylowa oficyna z Kolonii. Choć wydawnictwo jest naprawdę młodziutki (rozpoczęło swoją działalność w ubiegłoroczne wakacje), to już może pochwalić się pięcioma plackami na koncie (i absolutnie niedostępnym kasetowym składakiem). Co równie istotne, całą dotychczasową ofertę labelu cechuje godna szacunku konsekwencja stylistyczna – BAROC specjalizuje się w surowym housie, z mocnym techno-drapnięciem i mocnymi wpływami acidowymi; wszystko zaś podane jest w mocno zwałowej, „rozjechanej” estetyce: tempa są mocno zaniżone, a od surowych hi-hatów ważniejsze zdają się senne pady i psychodeliczne pochody kwaśnych basów. Słowem – Workshop seal of approval. Jako, że nie ma tego wiele, przelećmy całą ofertę wydawnictwa:


L Neils – BAROC001

„Jedynka” to singielek od totalnie nieznanego L Neilsa. Na pierwszej stronie radosne bulgoty z dalszych rejonów galaktyki, na drugiej mocno jackujący bangerek z ostro tnącymi hatami i niepokojącymi zapętlonymi oldskulowymi akordami w tle. Nice.


Paperwork – BAROC002

Następne wydawnictwo to mała EPka równie enigmatycznego Paperwork. Trzy numerki cyzelujące formułę zaznaczoną na „jedynce”. Wszystkie świetne, uwagę przykuwa zwłaszcza pierwszy track z genialnie narastającym acidowym wiertełkiem, oraz zamulacz z drugiej strony placka. We wszystkich numerach słychać też cechę charakterystyczną propozycji labelu: wyraźny progres w obrębie wałka i przeskoki stylistyczne po breakdownach.


Subtyl – BAROC003

Trzecią w ofercie wydawnictwa epkę także zmajstrował debiutant. Trzy numery od Subtyla to różnorodne eksperymenty z kwasem: od monstrualnego tracka na stronie A, po bliźniaczo podobne, choć znacznie różniące się od siebie tempami ponure, pełne przestrzeni kołysanki na stronie B. Dwóm ostatnim numerom nie sposób odmówić klimatu, niemniej ta EPka to chyba najmniej interesująca z propozycji BAROC – brakuje tu chyba tego efektu zaskakujących przeskoków charakterystycznego dla pozostałych propozycji wydawnictwa.


Unfinished Portraits – BAROC004

Unfinished Portraits (znowu debiutant) nie może się co prawda poszczycić najmniej pretensjonalną ksywką ever,  za to klei naprawdę rozkoszne chicagowskie housiwa, elegancko maźnięte pogłosami wokali. Szczególnie dobrze czochra radosny track otwierający drugą stroną EPki: melodyjny, zawiadacki i zaskakujący.


Foreign – BAROC005

Nad „piątką” rozpływałem się już w zeszłym tygodniu, ale dobrego nigdy dość. Cztery zebrane na EPce numery prezentują chyba największy rozrzut stylistyczny spośród wszystkich dotychczasowych placków od BAROC: od linkowanego ostatnio senno-bajkowego, leniwego B1, przez ponurą smołę utworu powyżej, po agresywny kwasior otwierający zbiorek i technoidalne, nieco dystopianowe łupańsko z A2. Całość oczywiście odznacza się niesamowitym, odrealnionym klimatem, rozmachem w konstrukcji i specyficznym, dusznym brzmieniem. Zdecydowanie moja ulubiona pozycja w katalogu wytwórni, zaostrzająca apetyt na dalsze poczynania kolońskiej oficyny.


BAROC jest zdecydowanie jednym z najciekawszych nowych labeli – mimo krótkiego stażu i niewielkiej oferty zdążył już wypracować własne, rozpoznawalne brzmienie, od pierwszego placka trzyma też równy, wysoki poziom. Intrygujące może być też konsekwentne wydawanie debiutantów – co może oznaczać świadome i konsekwentne nastawienie na świeże twarze, ale jest też druga możliwość – możliwe, że nowe ksywki z katalogu wytwórni to po prostu aliasy znanych producentów szukających odskoczni i miejsca na wydanie bardziej eksperymentalnych produkcji. Chyba, że ci hipotetyczni „znani producenci incognito” to po prostu jeden nadzwyczaj płodny grajek, który potrzebuje się wyszaleć na boku (o czym mogłaby świadczyć nadzwyczajna spójność stylistyczna produkcji). To, czy BAROC to inkubator nowego brzmienia Kolonii, czy weekendowe hobby jakiegoś Hieroglyphic Beinga, to zresztą kwestia drugorzędna, z całą pewnością jest to jednak label to watch.

No tak, dla porządku jeszcze parę linków: discogs | soundcloud | facebook | twitter

Reklamy

pięć strzałów z kwietnia

Zwykły wpis

R-EP035_MaxLoderbauerJacekSienkiewiczOrajt, w kwietniu ewidentnie dopadł mnie syndrom leniwego didżeja, stąd i odsłuchów jak kot napłakał, szczególnie tych singlowych. Z drugiej strony aż mnie ręce świerzbią, by porozpływać się nad dwoma nowymi albumami Varga, no, ale Ordnung muss sein – to jednak już majowe rilisy. Dobra, opędzlujmy ten kwiecień na szybkości:

Max Loderbauer & Jacek Sienkiewicz – Ridges [RECOGNITION]

Tego ciężko się było spodziewać. Dwa długaśne (powyżej tylko urywek) numery bez jednego bitu. Rozciągnięte ambientowe mazy, drone’owe wkrętki, sporo przestrzeni i oddechu plus echa zaśpiewów. Całości bliżej do Popol Vuh niż parkietowych wcieleń Sienkiewicza, te górki na okładce i w tytule to nie jest błędny trop.


Strië – Struktura [SEREIN]

Kolejna bezbitowa wycieczka. Leciutki, subtelny ambient ze sporą dawką field recording. Dopieszczone szczegóły, rozkosznie lekka atmosfera. W linkowanym numerze pod koniec nieśmiało cyknie dubtechno, ale to najbardziej dynamiczny moment albumu.


Feingold – Nuff Zang [1080p]

Ciekawy house z kasety. Bity ciosane na odlew i niechlujnie, jak należy, w tle subtelności, rozmarzone pady i pętle podduszonych wokali. Znajdzie się też numerek jungle’owy i juke’owy, ale utrzymane w podobnej, leniwej stylistyce.


Foreign – Baroc005 [BAROC]

Jak już pozostajemy w zwałowej estetyce, to nie mogło tu zabraknąć tego sztosiwa. Najnowsze wydawnictwo bardzo ciekawego kolońskiego labelu Baroc (notka w przygotowaniu) – cztery numery bez tytułów, z nieortodoksyjną konstrukcją, zaskakującymi zwrotami akcji i niesamowitym, odrealnionym klimatem. I znowu, podobnie jak wyżej, bity ciosane grubo, w klimacie moerbackowym, za to pady i sample nadają numerom rozkosznej lekkości. Zdecydowanie najciekawsze odkrycie z kwietnia.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss [KABALION]

Ok, o tym cudeńku już pisałem w kontekście całego labelu, ale żal nie przypomnieć takiej perły.


No i to właściwie by było na tyle jak chodzi o regularne odsłuchy. Z trochę innej bajki dorzuciłbym jeszcze nowego Tylera, czy epicki jazz Kamasiego Washingtona:


Bardzo zachęcająco brzmiał też preview albumu Cio d’Or dla Semantiki, niestety z całością zapoznam się dobrze dopiero w maju, tu więc tylko na smaczek:


No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o lajwie który katuję przez cały miesiąc. Wielbiony przeze mnie Shaded Explorer a.k.a. Emanuele Pertoldi popełnił był dla Tresora (nie wiedzieć czemu, w ramach serii ‚new faces’) takie oto cudeńko: