Techniawki wiosenne

Zwykły wpis

shinichi-atobe-heart-110517-616x440

No i znowu się trochę tego nazbierało. Pozwólcie, że skupię się tu raczej na techniawkach i dłuższych grajach, tak się jakoś złożyło, że hausowej drobnicy tylko z samego maja nazbierało mi się już na osobną notkę (to pogoda). Do rzeczy:


Tadeo – Chronicles of the Future (Remixes) [NON SERIES

O ile niektóre rzeczy od Tadka wręcz uwielbiam (na czele z epkami Container of Contradictions i Nammu), to w większej dawce kosmiczne cykanki od Hiszpana trochę mnie nudzą, tak, że ubiegłoroczny album to było jednak spore ,meh. Jasne, to są wysoce funkcjonalne tracki, ale na moje ucho za bardzo trącą jednak generyczną łatwizną. Jak to jednak często bywa, materiał zabłysnął dopiero kiedy oszlifowali go remikserzy. Już sam ich dobór zwiastuje rzecz na poziomie – tym bardziej, że Function, Abdulla, Silent Servant i Efdemin to nie tylko top topów, każdy z nich ma też własne, bardzo charakterytyczne brzmienie. W efekcie każdy z czterech tracków, choć zachowuje dekadencki i hipnotyczny flow Tadeo, zyskuje nową tożsamość. Najbardziej w pamięć zapada oczywiście wściekł drive i krystaliczne brzmienie remixu Functiona, jest to na pewno czołowe sztosiwo na najbliższych parę miesięcy, jeszcze się nam znudzi. Równie parkietowo pomyślany jest wrząca kadź oldskulowego kwasu od Silent Servanta.
Tymczasem wersjom Efdemina i Abdulli znacznie bliżej do charakteru oryginału – pierwsza wprost odnosi się do „kosmicznego” maźnięcia typowego dla większośći pętelek od Hiszpana, druga dodaje do niego bezduszny lodowaty stukot z dalekiej północy.

No i jest jeszcze bonusowy track na digitalu. Normalnie nie pochyliłbym się na tak rażącą dyskryminacją winylowców, numer od Prisa ma jednak mile trąchający moje serce twardy, perkusyjny swing, i brzmi jak coś od Parasola (który, nota bene, wydał ostatnio album dla Dekmantela, ale jeszcze nie słyszałem, to się nie będę wymądrzał).


Shinichi Atobe – From the Heart It’s a Start, a Work of Art [DDS]

Najlepiej strzeżony secret Chain Reaction powraca z trzecim długograjem. Bez niespodzianki – krystalicznie czysty, perfekcyjnie wyprodukowane dubtechno na najwyższym poziomie. Niepodrabialny, melancholijny wajb, tu i ówdzie analogowe chrupnięcia, niekończące się petle, wyjebka na trendy. Co było do przewidzenia, discogsowi spekulanci szybko rzucili się na skromny nakład i ceny już szybują.


Pulse One – Love Through the Music [FULLPANDA]

Cztery traczki które brzmią jak owoc analogowej imprwizacji w sypialni, ale w przeciwieństwie do tego typu wycieczek są dość mocno user-friendly i pozbawione artystowskiego zadęcia. Wspaniałe, cieplutkie brzmienie, dryg do pięknych melodii i bezpretensjonalna lekkość w sumie sprawiają, że słucha się  tego w kółko, z miksowaniem może być trochę gorzej. Takie rzeczy pewnie klei sobie Dozzy w niedzielne popołudnia.


Farrago – When Angels Go Trouble Will Follow EP [ARTS]

Za nieszczęsnym, napuszonym tytułem EPki kryje się w istocie cztery sympatyczne, funkcjonalne tracki. Szczególnie buja mnie perkusyjny swing numeru tytułowego i z tego powodu pewnie ten niepozorny placek tu zawitał, choć epickawe pady momentami balansują tu na granicy kiczu, choć potrafię sobie wyobrazić takie lekko wspomagane momenty nad ranem, że odbiera się je jako podniosłe i uduchowione, jeśli wiecie o co mi chodzi *wink,wink*.


Robert Hood – Paradygm Shift [DEKMANTEL]

Za kolejnym napuszonym tytułem (bez przesady Robcio, gdzie tu jakiś szift, dostarczasz to co zwykle, nie?) kryje się po prostu godzinka wysokooktanowego paliwka na parkiet. No i git. Nerwowe rozdygotane pianinka, motoryczny drajw i precyzyjna konsrukcja.Nie jest to drugie Minimal Nation, ani jakiś przełom, ale solidny arsenał sztosiw, czego chcieć więcej?


Nthng – It Never Ends [LOBSTER THEREMIN]

Oczywiście, najbardziej hajpowanego młodzieniaszka tego sezonu nie mogło tu zabraknąć. Album potwierdze, że jest to hajp zasłużony – nthng odświeża nieco wytartą formułę „głębokiego” techno na conajmniej kilka sposobów. Najbardziej charakterystyczny to oczywiście niepodrabialny, duszny drajw, który w paradoksalnym połączeniu z podrkęconymi tempami daje niesamowity, psychodeliczny efekt skłębionej stojącej fali, wzmacniany jeszcze dość specyficzną manierą dość cichego, stłumionego miksowania. A skoro już jesteśmy przy miksach, to drugim znakiem szczególnym młodego Holendra jest bezczelny flirt z wyklętym w środowisku trancem – słyszalny wyraźnie czy to na najnowszej EPce, czy np. w takm miksie z Griessmuehle, gdzie bez obciachu wjeżdża Armin Van Buuren.


va – Cameron EP [DELSIN]

Ilekroć ktoś mnie pyta, czy nie nudzą mi się już te techniawki, puszczam mu jakąś perełkę w tym stylu. Najnowszy składak od Delsina to fantastycznie zróżnicowana kolekcja zapewniająca przegląd najświeższych trendów w 4×4: od przestrzennych pływaków Artefakta i Shlomo, przez flirty z electro w wykonaniu Claro Intelecto i poniekąd Haslama, teksturalne eksperymenty od Camerona i Sentomei, po dwa moje ulubione tracki na tej doskonałej kompilacji – rozbujane, energetyczne Invartians Ritzy’ego i tradycyjnie już next level shit Vrila. Osiem oblicz technowida.


William Basinski – A Shadow in Time [TEMPORARY RESIDENCE LIMITED]

Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Na ambientach to ja się tam nie znam, ale Basinski zawsze wydawał mi się wyjątkowo ciepły, ludzki, organiczny. Tak jest i z tym (mini?) albumem – dwie przepiękne pętelki, gdzieś tam w tle pianino, ludzkie głosy, i oromny ładunek pogodnej tęsknoty. Śliczna rzecz.



I to by było na tyle. Za tydzień obiecuję przegląd house’owej drobnicy i kilka setów, strzałka.

Reklamy

(SZYBKI) RZUT UCHEM: KABALION

Zwykły wpis

headerOk, tym razem krótka piłka, bo i label skromniutki. Szwedzki Kabalion to świeżutka, powstała w 2014, przybudówka już dość dobrze rozpoznawalnego Hypnus Records. Podobnie jak jego rodzicielski label zdaje się specjalizować w wyciszonym, głębokim techno i ambient-techno, bez jakichś specjalnych ambicji parkietowych, nadrabiającym za to atmosferą. W porównaniu z ofertą labelu-matki katalog Kabalion zapowiada muzykę jeszcze bardziej introwertyczną i wyciszoną, to też zresztą najbardziej konkretny wniosek, który można wyciągnąć z new-age’owo nadętego manifestu labelu (dostępnego tutaj. Dla cierpliwych!). Zamiast jednak pastwić się nad pompatyczną auto-deklaracją oficynki, lepiej przejść do odsłuchów, bo to znacznie bardziej satysfakcjonujące zajęcie.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss

Zaczniemy nieco od tyłu, od najnowszej pozycji (pun intended!), bo to ona zwróciła moją uwagę na młody label.
Nie ma co ukrywać, jestem psychofanem Włocha od czasu kapitalnego albumu dla Silent Season nad którym rozpływałem się kilka miesięcy temu. Katowany przeze mnie ostatnio jego live dla Tresora tylko utwierdził mnie w tym uwielbieniu. I chyba właśnie linkowane nagranie dla techno-skarbca byłoby dla kabalionowego singla lepszym punktem odniesienia niż album. Pertoldi śmielej sięga po techno, choć wciąż większość z czterech (pięciu w digitalu) numerów na wydawnictwie brodzi w gęstej ambientowej zupie. Zwraca uwagę strona ‚B’ – ze stosunkowo mocnym, motorycznym ‚Submarine Public Transport’ i klimatycznym, przywołującym VFTL nie tylko w tytule ‚Nestled in the Lake’. Jednak prawdziwą perłą jest drugi track ze strony ‚A’ – ‚Bake -Kujira’ – rozbudowany, z wyraźną narracją, kapitalnie dawkowany napięciem i narastającą energią, idealny gdzieś na początek seta, o ile komuś nie przeszkadzają okolice stu dziesięciu BPM. Mi nie.


Yuka / Antonio Ruscito – The First Elixir

Cofając się raptem kilka miesięcy wstecz natrafiamy na pierwsze winylowe wydawnictwo Kabalion. ‚The First Elixir’ uwarzony został z dwóch najefektowniejszych tracków z cyfrowej EPki Antonia Ruscito (ach, ci Włosi…) i dwóch numerów od syberyjskiej producentki Yuka (okolice Dashy Rush, wydawnictwa dla Fullpanda). ‚Composto C’ i ‚D’ od Włocha to grzęzawisko perkusjonaliów pod ambientową mgiełką, nieco po linii Varga.
Na drugiej stronie placka Yuka oferuje klimatyczne intro ze strzępkami  pięknej, rosyjskiej mowy (podobne rzeczy robił Kontext, samplując na swoim albumie Tarkowskiego), a do tego dwa nieco bardziej dynamiczne utworki, utrzymane w szybszych tempach niż te od Włocha, ale z podobnie gęstą, lekko synkopującą perkusją. Przyjemne cykanie.


Antonio Ruscito – Polveri di Ghiaccio

Ofertę labelu otwiera cyfrowa EPka od Antonio Ruscito. Za wyjątkiem dwóch mocniejszych numerów wyłuskanych potem na potrzeby pierwszego tłoczenia (patrz wyżej) całość ‚Lodowego Pyłu’ to ambientowy podmuch. Momentami pojawia się tu odległe tętno rytmu (‚Composto E’), ale ciężko będzie się upierać, że to ambient-techno. Przyjemne, eleganckie tła, które mogą chyba świadczyć o tym, że młodszy braciszek Hypnusa odważniej będzie zapędzał się na bezbeatowe rubieża…


…o czym zaświadcza też preview następnego wydawnictwa:

Periskop jest specjalistą od skupionego ambientu / dark ambientu – i, jak słychać w zajawce, w takim klimacie utrzymana będzia czwarta propozycja Kabaliona, która w podwójnym formacie (trzy winyle bądź mix na płycie CD) wyjść ma w czerwcu.

Ciężko sensownie wyrokować o labelu o tak skromnej ofercie, jednak jeżeli Kabalion utrzyma obecny kurs – tj głębinowe techniawki zdrowo rozcieńczone ambientem, może stać się bardzo przyjemnym uzupełnieniem oferty Hypnus. A jeżeli zadomowi się w nim Shaded Explorer, może stać się nawet bardziej interesujący od starszego braciszka…


Ach, no tak, na koniec jeszcze garść linków, oto: soundcloud / bandcamp / oficjalna strona oraz fanpage Kabalion Records.