Umaić, albo miesiąc włoski w Lidlu

Zwykły wpis

self-mythology-950x530W maju poszło sporo nieco bardziej wykręconych rzeczy, jakieś kwasiwa, szczypta hiciorków. Wyjątkowo mocna reprezentacja Włochów (bo jeszcze przecież Dozzy i perełki minimalizmu [przewińpodetale]). Za osiągnięcie poczytuję sobie to, że w końcu przekonałem się do Pro8l3mów (K-Pax!), ale o tym akurat pisali bardziej oblatani w temacie dyletanci, więc nie będę strzępił paluchów. Do notki wkradło się też już kilka rzeczy z ostatnich dni, ale temu jasnowidztwu na imię prokrastynacja, ostatecznie jesteśmy już po kolana w miesiącu czerwia.


Tom Dicicco – Shadows & Teras EP [DELSIN]

Dicicco nie rozpieszcza słuchaczy ilością wydawnictw, ale zawsze warto na nie czekać. Jego debiut dla Delsina to chyba mój ulubiony rilis z maja. Lekkość żeniona z dosadną stopą, chłodna elegancja chordów z delsinową chropowatością. EPkę zamyka przepiękny, złożony Fallen Spaces. TIP.


Boston 168 – Laq02 [ATTIC MUSIC]

 Kwasa wrzucamy z głową.


Le Matos – Turbo Kid OST [self-release]

Ejtisowy soundtrack do doskonałego, nostalgicznego filmu o chłopięcym dorastaniu (sprawdźcie go koniecznie, btw -> <click>). Kanadyjski duet electro świetnie czuje klimat, this shit is on fire. Stężenie patosu niemiłosierne, ale wybaczalne, w końcu to soundtrack do postapokaliptycznego filmu o nastolatku na beemiksie i robotach, czy może być coś wznioślejszego?


Jorge Velez – Animals Disk [L.I.E.S.]

Chyba mój ulubiony z bardziej wykręconych reprezentantów kłamczuszków. Pięć dźwiękowych miniaturek z totalną wyjebką na parkietową użyteczność, za to z intrygującymi brzmieniami i analogowym ciepełkiem. Za krótkie, trzeba zapętlać.


Shlømo – The Rapture EP [ARTS COLLECTIVE]

Prawdopodobnie hicior lata. Wszystkie numery niezłe, ale wiadomo, że liczy się tylko linkowany remiks Emmanuela. Struktury rytmiczne i chropawe brzmienia bezbłędnie wskazują na nową szkołę francuską, jednak naprawdę ciekawie się robi kiedy wchodzą epickie, transowe synthy. Ciągle nie jestem pewien czy ten numer jest cheesy w dobrym, czy złym sensie, ale zastanawiam się tak już od kilkudziesięciu przesłuchań, a w międzyczasie kupiłem placka.


Meta – Ambienti vol. I [KABALION]

Hołubiony już przeze mnie sublabel Hypnusa powraca do rytualnych klimatów. Cztery przyzwoite plemienne pętelki ze zdrową zawartością ambientozy. Każdemu jego toolsy.


Lucy – Self Mythology [STROBOSCOPIC ARTEFACTS]

Lucynka odważnie i do przodu. Zgodnie z przewidywaniami, na najnowszym albumie dla SA nie znajdziecie ani jednego przewidywalnego 4×4 bangierka, ale i nie będzie Wam go brakować. Mrok bez zamuły, plemiennie perkusjonalia bez banalnych klisz, syntetyczna niedookreślona etniczność bez tandetnej samplozy. Od czasu do czasu technołojanci chcą zaprezentować nieco bardziej artsy stuff, efektem czego często są rozwleczone ambienty bez polotu (vide: lajwy ekipy Northern Electronics na zeszłorocznym Atonalu), jednak to nie przypadek Lucka. Leśne techno dla koneserów.


Peter van Hoesen – Quadra EP [DEKMANTEL UFO SERIES]

Promocyjny zabieg holenderskiego festiwalu – sublabel promujący jedną z jego scen. Listę otwiera niezwykle trafnie Van Hoesen – reszta tracków nic specjalnego, ale numer tytułowy to przepiękny, wykręcony sztos. Tak, ja wiem, że to nieco bardziej pompujący klon Axis Mundi, ale robi niemniej.



Na koniec, tradycyjnie, sety:
Czarny koń ze Szczecina. Co za drajw, co za selekcja! Trochę zdrowego łupania, mięsisty środek, ale przede wszystkim – po fińsku wykręcony, niepokojący finał. Warto śledzić tego koleżkę, szkoda, że od siebie bliżej mu do berlińskiej Areny niż do małopolskich piwnic.

Co tu się odfranciszkowuje?! Rodzimy podcast od reprezentanta niezwykle interesującego Midgar (któremu, swoją drogą, należy się osobny tekst). Niebanalny miks, świeża selekcja, sunie jak dobry analogowy live (i przywodzi na myśl podróże Vrila). Skąpo wydzielana tracklista to kopalnia diamentów (i niezła reklama dla labelu). Acha – Ruhig jest Włochem, bez zdziwka, nie?


No to na koniec bonus wprost z intrygującego walla nieocenionego Plewickiego – dziewięć pereł włoskiego minimalizmu z lat siedemdziesiątych. Przystępniej i chyba ciekawiej niż w wersji Cage’a, a na pewno okładki lepsze.

Tutaj całość:
https://blogthehum.wordpress.com/2016/03/30/the-obscure-brilliance-of-italian-minimalism-in-nine-albums/


A, niech będzie, w bonusie jeszcze dwa ciekawe filmy (o Turbo Kid już wspomniałem wyżej). Jedna świeżynka, jeden klasyczek:

1979-and-justice-for-all

„…I sprawiedliwość dla wszystkich” (Norman Jewison, 1979)

Stylowy dramat sądowy z mojej ulubionej dekady amerykańskiego kina. Al Pacino musi bronić dość obleśnego sędziego oskarżonego o gwałt. Arcyciekawy konflikt etyki osobistej i profesjonalnej plus zniuansowane, wielowątkowe tło społeczne.

skarb_b1-e1463053609938

„Skarb” (Corneliu Poromboiu, 2015)

Slow Cinema X Nowa Fala Rumuńska X bracia Coen. Zabawna, snujska czarna komedia z rozwleczonymi gagami i mocnymi wątkami ekonomicznymi. Śmieszne i świeże. Typ zrobił też „12:08 na wschód od Bukaresztu” i arcysnujskiego, niegłupiego „Policjanta…”, więc jest najwyraźniej przekozakiem.

Reklamy

pięć strzałów z kwietnia

Zwykły wpis

R-EP035_MaxLoderbauerJacekSienkiewiczOrajt, w kwietniu ewidentnie dopadł mnie syndrom leniwego didżeja, stąd i odsłuchów jak kot napłakał, szczególnie tych singlowych. Z drugiej strony aż mnie ręce świerzbią, by porozpływać się nad dwoma nowymi albumami Varga, no, ale Ordnung muss sein – to jednak już majowe rilisy. Dobra, opędzlujmy ten kwiecień na szybkości:

Max Loderbauer & Jacek Sienkiewicz – Ridges [RECOGNITION]

Tego ciężko się było spodziewać. Dwa długaśne (powyżej tylko urywek) numery bez jednego bitu. Rozciągnięte ambientowe mazy, drone’owe wkrętki, sporo przestrzeni i oddechu plus echa zaśpiewów. Całości bliżej do Popol Vuh niż parkietowych wcieleń Sienkiewicza, te górki na okładce i w tytule to nie jest błędny trop.


Strië – Struktura [SEREIN]

Kolejna bezbitowa wycieczka. Leciutki, subtelny ambient ze sporą dawką field recording. Dopieszczone szczegóły, rozkosznie lekka atmosfera. W linkowanym numerze pod koniec nieśmiało cyknie dubtechno, ale to najbardziej dynamiczny moment albumu.


Feingold – Nuff Zang [1080p]

Ciekawy house z kasety. Bity ciosane na odlew i niechlujnie, jak należy, w tle subtelności, rozmarzone pady i pętle podduszonych wokali. Znajdzie się też numerek jungle’owy i juke’owy, ale utrzymane w podobnej, leniwej stylistyce.


Foreign – Baroc005 [BAROC]

Jak już pozostajemy w zwałowej estetyce, to nie mogło tu zabraknąć tego sztosiwa. Najnowsze wydawnictwo bardzo ciekawego kolońskiego labelu Baroc (notka w przygotowaniu) – cztery numery bez tytułów, z nieortodoksyjną konstrukcją, zaskakującymi zwrotami akcji i niesamowitym, odrealnionym klimatem. I znowu, podobnie jak wyżej, bity ciosane grubo, w klimacie moerbackowym, za to pady i sample nadają numerom rozkosznej lekkości. Zdecydowanie najciekawsze odkrycie z kwietnia.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss [KABALION]

Ok, o tym cudeńku już pisałem w kontekście całego labelu, ale żal nie przypomnieć takiej perły.


No i to właściwie by było na tyle jak chodzi o regularne odsłuchy. Z trochę innej bajki dorzuciłbym jeszcze nowego Tylera, czy epicki jazz Kamasiego Washingtona:


Bardzo zachęcająco brzmiał też preview albumu Cio d’Or dla Semantiki, niestety z całością zapoznam się dobrze dopiero w maju, tu więc tylko na smaczek:


No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o lajwie który katuję przez cały miesiąc. Wielbiony przeze mnie Shaded Explorer a.k.a. Emanuele Pertoldi popełnił był dla Tresora (nie wiedzieć czemu, w ramach serii ‚new faces’) takie oto cudeńko: 

(SZYBKI) RZUT UCHEM: KABALION

Zwykły wpis

headerOk, tym razem krótka piłka, bo i label skromniutki. Szwedzki Kabalion to świeżutka, powstała w 2014, przybudówka już dość dobrze rozpoznawalnego Hypnus Records. Podobnie jak jego rodzicielski label zdaje się specjalizować w wyciszonym, głębokim techno i ambient-techno, bez jakichś specjalnych ambicji parkietowych, nadrabiającym za to atmosferą. W porównaniu z ofertą labelu-matki katalog Kabalion zapowiada muzykę jeszcze bardziej introwertyczną i wyciszoną, to też zresztą najbardziej konkretny wniosek, który można wyciągnąć z new-age’owo nadętego manifestu labelu (dostępnego tutaj. Dla cierpliwych!). Zamiast jednak pastwić się nad pompatyczną auto-deklaracją oficynki, lepiej przejść do odsłuchów, bo to znacznie bardziej satysfakcjonujące zajęcie.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss

Zaczniemy nieco od tyłu, od najnowszej pozycji (pun intended!), bo to ona zwróciła moją uwagę na młody label.
Nie ma co ukrywać, jestem psychofanem Włocha od czasu kapitalnego albumu dla Silent Season nad którym rozpływałem się kilka miesięcy temu. Katowany przeze mnie ostatnio jego live dla Tresora tylko utwierdził mnie w tym uwielbieniu. I chyba właśnie linkowane nagranie dla techno-skarbca byłoby dla kabalionowego singla lepszym punktem odniesienia niż album. Pertoldi śmielej sięga po techno, choć wciąż większość z czterech (pięciu w digitalu) numerów na wydawnictwie brodzi w gęstej ambientowej zupie. Zwraca uwagę strona ‚B’ – ze stosunkowo mocnym, motorycznym ‚Submarine Public Transport’ i klimatycznym, przywołującym VFTL nie tylko w tytule ‚Nestled in the Lake’. Jednak prawdziwą perłą jest drugi track ze strony ‚A’ – ‚Bake -Kujira’ – rozbudowany, z wyraźną narracją, kapitalnie dawkowany napięciem i narastającą energią, idealny gdzieś na początek seta, o ile komuś nie przeszkadzają okolice stu dziesięciu BPM. Mi nie.


Yuka / Antonio Ruscito – The First Elixir

Cofając się raptem kilka miesięcy wstecz natrafiamy na pierwsze winylowe wydawnictwo Kabalion. ‚The First Elixir’ uwarzony został z dwóch najefektowniejszych tracków z cyfrowej EPki Antonia Ruscito (ach, ci Włosi…) i dwóch numerów od syberyjskiej producentki Yuka (okolice Dashy Rush, wydawnictwa dla Fullpanda). ‚Composto C’ i ‚D’ od Włocha to grzęzawisko perkusjonaliów pod ambientową mgiełką, nieco po linii Varga.
Na drugiej stronie placka Yuka oferuje klimatyczne intro ze strzępkami  pięknej, rosyjskiej mowy (podobne rzeczy robił Kontext, samplując na swoim albumie Tarkowskiego), a do tego dwa nieco bardziej dynamiczne utworki, utrzymane w szybszych tempach niż te od Włocha, ale z podobnie gęstą, lekko synkopującą perkusją. Przyjemne cykanie.


Antonio Ruscito – Polveri di Ghiaccio

Ofertę labelu otwiera cyfrowa EPka od Antonio Ruscito. Za wyjątkiem dwóch mocniejszych numerów wyłuskanych potem na potrzeby pierwszego tłoczenia (patrz wyżej) całość ‚Lodowego Pyłu’ to ambientowy podmuch. Momentami pojawia się tu odległe tętno rytmu (‚Composto E’), ale ciężko będzie się upierać, że to ambient-techno. Przyjemne, eleganckie tła, które mogą chyba świadczyć o tym, że młodszy braciszek Hypnusa odważniej będzie zapędzał się na bezbeatowe rubieża…


…o czym zaświadcza też preview następnego wydawnictwa:

Periskop jest specjalistą od skupionego ambientu / dark ambientu – i, jak słychać w zajawce, w takim klimacie utrzymana będzia czwarta propozycja Kabaliona, która w podwójnym formacie (trzy winyle bądź mix na płycie CD) wyjść ma w czerwcu.

Ciężko sensownie wyrokować o labelu o tak skromnej ofercie, jednak jeżeli Kabalion utrzyma obecny kurs – tj głębinowe techniawki zdrowo rozcieńczone ambientem, może stać się bardzo przyjemnym uzupełnieniem oferty Hypnus. A jeżeli zadomowi się w nim Shaded Explorer, może stać się nawet bardziej interesujący od starszego braciszka…


Ach, no tak, na koniec jeszcze garść linków, oto: soundcloud / bandcamp / oficjalna strona oraz fanpage Kabalion Records.