Mam zimno w domu

Zwykły wpis

Winter_Slender_winter_forest_053887_Dobra, zamiast po raz kolejny przepraszać za monstrualną przerwę w postowaniu, polecę Wam moje postanowienie noworoczne: afirmować wady swoje i innych (ale swoje bardziej). Samodoskonalenie to masturbacja, w dodatku tak zwyklacka jak tylko się da. Dziś w ofercie kilkanaście zajawek ze smutnych jak pizda miesięcy zimowych: kilka ubiegłorocznych zaniedbań (pokłosie grudniowych bestofów), parę rzeczy które wyjść dopiero mają, więc średnia wychodzi w porządku. Pyk:


DJ Richard – Grind [DIAL]

Miejmy już z głowy najhaniebniejsze z zaniedbań. Jakoś mi gdzieś śmignęło, że Rysiek wydał płytę, może poszedł jakiś pobieżny ćwierć-odsłuch, z pewnością nie raz czyjaś selekcja przemyła mi płaty linkowanym sztosiwem, jednak jakoś się tak dziwacznie złożyło, że nie przysiadłem nad całością. Gdybym się takimi rzeczami wstydził – to bym się teraz wstydził. A tak, to mam przyjemność obcowania na świeżo z cudownym, melancholijnym albumem. Proporcja ciupania i eksperymentów optymalna, ładunek analogowych emocji – nieprawdopodobny. Miałem sentymentalny styczeń, OK?


Księżyc – Rabbit Eclipce [PENULTIMATE PRESS]

Czyli sroga podjarka zachodnich recenzentów. Całkowicie zresztą zasłużona. Korbow lirę zmajstrował dojebaniutką, drony wygrywa jak ta-la-la, nogi same do tańca. Przestrzeń, oddech, dawka humoru. Piękny, nocny album, wzorowy produkt eksportowy. Słuchajcie, zanim za dekadę odkryją w Trójce.


Jules Venturini – Untitled [BRUTAŻ]  Czyli rodzimych akcentów ciąg dalszy. Brutaż uzasadnia internetowy hajp fizycznym artefaktem. Klasa! Dwa brudne, analogowe techno-housiwa; spod mierzwy wystawiają nieśmiało ryjki piękne, nostalgiczne melodie. Wyróżnia się śliczny ‚Selector’s Roll’ ze strony ‚B’. Nothing ever changes.


Anthony Parasole – Wild Life EP [DECONSTRUCT MUSIC]

 Antek ciągle w formie. Lekko, z duszą, szumy ćwierkania, dzwoneczki.


Etapp Kyle – Klockworks 16 [KLOCKWORKS]

Oczywisty sztos. Śliczne harmonie, cudowne, miękkie brzmienie, dusza. Tracki kanapowe zjadają te bardziej parkietowe, ale całą czwórka doskonała.


SNTS – The Rustling of the Leaves [SNTS]

Mrok stężony do granicy beki (ej, płaszcz i maska dzioboła, serio?), ale to naprawdę nietuzinkowy album. Gęsto, ciężko, ponuro – leśne techno Mroczna Puszcza edition. Perłę w cierniowej koronie stanowi nieprawdopodobny remix od Polar Inertii skoncentrowany, bezduszny, precyzyjny, od ćwierkania w tle przechodzą ciary.


Acronym – Ashes EP [NORTHERN ELECTRONICS]

Jebaniusieńki blondasek, znowu to zrobił. Tracki ambientowe może i nieco do zapchania, ale ‚Exile’ pompuje aż miło – na basowej sprężynce upychają się kolejne warstwy szmerów, sampli i przeszkadzajek, gdzieś od połowy rozcieńczane niepostrzeżenie przez znak firmowy młodego Szweda: przepiękne ambientowe tchnienie rozpuszczające całą nagromadzoną napinkę, letting go of it all.


BLNDR – Fluid System [ANNULLED]

Pierwsze winylowe wydawnictwo obiecującego norweskiego labelu (btw – sprawdźcie kapitalny album Hydrangei, który wyszedł ich nakładem). Skład smakowity – znany głównie z Hypnusa BLNDR w remixach od Mod21 i Refracted. Oszczędne, skupione, chłodne dubtechno, przez remikserów przysposobione do funkcji toolsów.


v.a. – Dnepr_Vancouver 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Kolejna odsłona wydawniczego przedsięwzięcia podcastowego tytana – RYC. Walka wyrównana, Tolkachev młóci aż miło, ale starcie wygrywa kanadyjski duet The Automatic Message – ich track z początku chrupie sobie niepozornie, zwalnia jak jest okazja, tylko po to, by po breaku zasunąć wygarem. Motoryczne, a niegłupie.


OK, to skoro już jesteśmy przy RYC to dla uzupełnienia jeszcze kilka interesujących zapowiedzi:

v.a. – Stockholm_Helsinki 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Czwarta część cyklu jest wyjątkowo mocno obsadzona: Evigt Morker, Acronym, Samul Kemppi, Juho Kussti. Rundę jednak zdecydowanie wygrywają Szwedzi, głównie za sprawą niebiańskiego numeru od Morkera: miękki puls i tchnienie nie do podrobienia. Premiera: 9 lutego.


AWB – Celestial Longitude EP [TAAPION RECORDS] Na piątym placku francuskiego labelu AWB staje godnie, jednak nie da się ukryć, że  rilis kradnie wspólny remiks Shlomo i Antigone’. Jest tu wszystko co w leśnym techenku najlepsze: drive i moc bez krztyny łupania, piękne brzmienie, perkusyjne wygibasy. Data wydania: 16 lutego.


Błażej Malinowski -Mort EP [TECHNOSOUL]  Stąd do Szczecina – Błażej Malina! Mój ulubiony rodzimy producent wydaje u kolegów z kru. Cudowna ‚Mika’ zawiera wszystko, za co uwielbiam twórczość Błażeja: przestrzeń, miękkość, głębię i trudny do opisania dostojny spokój. W komplecie zacny zestaw remikserów: Bicknell i Tolkachev. Pozostaje przytoczyć starą pankową zasadę:” wspieraj scenę albo wypierdalaj”, więc pod koniec lutego marsz do sklepów!


Voices From the Lake – Secondo Tempo EP [SPAZIO DISPONIBLE]  Dobra, tym to się chyba najbardziej jaram (sorry Błażej). Jezioraki zakładają label (i towarzyszący mu cykl imprez w rzymskim klubie Goa). Preview pierwszego wydawnictwa brzmi smakowicie, szczególnie lekki, dźwięczny numer tytułowy. Na całość przyjdzie poczekać do 14 marca, ale już teraz zacieram łapki…


Orajt, to by było chwilowo na tyle. Na pewno coś tam pominąłem, szczególnie jak chodzi o obskury z nodata, czy lo-fi house od youtube’owych selektorów, nadrobię. Albo i nie. Trzymajcie się ciepło i nie przejmujcie błahostkami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

MIESIĄC MIAŻDŻONEGO OWADZIEGO TRUCHŁA

Zwykły wpis

modanaurode-barwnik-koszenila-e120-1Sporo tego nie było – w czerwcu zamiast solidnego diggignu uskuteczniałem uturystycznianie się na przemian ze zgłębianiem lajnapu Atonalu (obiecuję notkę) i haniebnie zaniedbanej dyskografii Coil. Album Cio D’Or wychodził już od kwietnia, więc kiedy pod koniec czerwca w końcu dało się go usłyszeć w pełnej krasie, to trochę się zagapiłem, będzie słuchane w lipcu w końcu to taka słoneczna nuta, hue. Niemniej, cosik się tam uzbierało, w tym kilka perełek, więc bez zbędnych dywagacji:

Jacek Sienkiewicz – Drifting [RECOGNITION]

Na początek strzał od Kapitana Oczywistego . ‚Drifting’ to jak do tej pory jedno z najlepszych wydawnictw tego roku, eksperymentalne odpały Sienkiewicza (współpraca z Loderbauerem, Przeździeckim, czy Atomem) świetnie służą także jego klubowemu wcieleniu – długograj dla Recognition jest właśnie taki jak sugeruje jego tytuł: po prostu bez zbędnego wysiłku płynie. Track tytułowy linkuję z obowiązku (a także dla klimatycznego klipu), oprócz niego ogromne wrażenie robią jeszcze Vagrant Blues i wielki nieobecny edycji winylowej: No Matter What – dziesięć minut drobiazgowego cyzelowania szczegółów w monstrualnym, pozbawionym rozładowania build-upie. Są momenty, w których zazdroszczę traktorzystom, ten numer to wymarzone narzędzie

Przy okazji sprawdźcie dwa nowe wywiady z Sienkiewiczem: dla magazynu M/I (na papierze) i audycji Wymiana Tlenu na Stacji Mir na (cyfrowych) falach Radiofonii – <cyk>.


Vilod – Safe in Harbour [PERLON]

Pozostajemy w eksperymentalnych okolicach. Wspominany wyżej Loderbauer współpracował z Villalobosem przy placku dla Honest Jon’s, i – przede wszystkim – przy wspólnej reinterpetacji zbiorów niemieckiego ECM. Ten ostatni projekt mnie, dyplomatycznie rzecz ujmując, nie porwał, wrażeniu nie pomógł nawet unsoundowy występ panów w kościele Św Katarzyny. To właśnie jazzowe wpływy decydują o brzmieniu ich nowego wspólnego projektu Vilod, ale tym razem zamiast stężonej nudy otrzymujemy piękny, pełen niuansów album. Wyluzowane jazzujące wariacje plenią się swobodnie na oszczędnym rytmicznym rusztowaniu skleconym bez żadnych wątpliwości przez Ricardo, album nabiera dzięki nim charakterystycznego bezczasowego flow, przywodząc na myśl rozkoszną wyjebkę kontrowersyjnego „fryzjera„.


Eduardo de la Calle – Distance EP [ASKANCE DISKS]

Dobra, może i Uliczny Edek to rozpoznawalny po jednej nutce one-trick-pony, ale ja to kupuję. Jest jak zwykle: miękkie pacnięcia perkusjonaliów, chrumkania, analogowe ciepełko, garść prostych efektów i melodyjek. Na lato styknie.


Allesandro Cortini – Sonno [HOSPITAL PRODUCTIONS]

W ramach doszkalania się przed Atonalem (jak wrzucą pełen line-up obiecuję notkę). Cortini to koleżka z NIN, który od jakiegoś czasu wydaje też solowo (także jako Skarn – sprawdźcie ubiegłoroczną EPkę dla Avian). Ubiegłoroczne ‚Sonno’ to przecudowny, nastrojowy trip. Subtelne dronowe mazy, lekko rdzewiejące na krawędziach i to tyle z tego industrialu. Świetny nocny album nieco po linii Coil.


Rrose – For Aquantice [EAUX]

Wiadomo, Rrose poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tym razem chyba nieco bardziej imprezowo – poza ‚Levitate’, typowym intrem, dwa pozostałe numerki to niegłupie, energiczne toole: monumentalne ‚Vellum’ i wiercące ‚Signs’ z intrygującym outrem. Przy okazji – łapcie dość wnikliwy wywiad z Rrosem dla Eliptik.


Korridor – Taotast [NORTHERN ELECTRONICS]

Chyba w końcu przekonuję się do tego gościa. Po imho nieco generycznych rzeczach dla Hypnus, Szwed w końcu pokazuje pazurki. Wspaniały, rozbudowany trip: chaszcze perkusjonaliów, tchnienie padów i charakterystyczny chłodek, momentami nieco Tadeo-wate muśnięcia. Must buy.


Trevino – Eclipce [KLOCKWORKS]

Instant classic, aż szkoda kupować, bo zanim zamelduje się listonosz, wszyscy będą go już grali od miesiąca, do końca roku tytułowy track będzie zajechany jak, nie przymierzając – ‚Never grow old’ w zeszłe lato. Niemniej – to kawał przyzwoitego, funkcjonalnego łupanka – z nieco jungle’ującą perką, słodką melodyjką, charakterystycznym mruczeniem sprężonego basu a przede wszystkim – świetnym drivem. Rzućcie też uchem na trzeci track – rozmarzony, przestrzenny setodomykacz.


Shed – Constant Power [THE FINAL EXPERIMENT XX3]

Shed ciągle w formie. Unikalne połączenie brudu i lekkości. Sprężenia, które nie męczą, pady, które nie usypiają. Te cztery traczki najbardziej przypominają numery wydane przez Pavlovitza pod szyldem The Traveller, czy co mocniejsze momenty z ‚Shedding the past’. Bengiery z duszą.


Na koniec, tradycyjnie, secik:

Shaded jest już tu regularnym gościem. Tym razem podrzucam prześliczny wyjątkowo łagodny secisz dla Deep Electronics – trochę własnych produkcji z ‚Rainfall’ na czele, cenne przypomnienie nieco pomijanych tracków Dozzy’ego z Anną Caragnano, generalnie – śliczności, jak zwykle. Sprawdzajcie koleżkę regularnie, ptaszki przy studni ćwierkają, że jesienią zawita do Polski…