DROBNICA Z MAJA

Zwykły wpis

morkJako się rzekło w poprzedniej notce, czas rzucić uchem na single i EPki z minionego miesiąca. Nie było tego aż tak dużo (bo zasłuchiwałem się w długograjach), dlatego dorzucę jeszcze parę setów. No to siup:


cv313 – Live extracts [ECHOSPACE]

 Wycinki z live’ów Hitchella i Modella z Tokio i Moskwy. Typowe dla produkcji duetu mocno zabudowane szumami i pogłosami tła, miękkie bity, niespieszne tempo. Track z Tokio nieco mocniejszy, przypominający twórczość Hitchella solo w projekcie Intrusion, mi jednak bardziej do gustu przypadł numer z Moskwy: spokojny i kojący, ale dzięki rozbujaniu na radosnej basowej sprężynce, bynajmniej nie senny.


Evigt Mörker – 3 [EVIGT MÖRKER]

 Trzeci wydany samodzielnie placek tajemniczego Szweda, w którym potwierdza on swoją klasę. Brak tu może hiciora na miarę ‚Hogre’ z „jedynki”, numery są też cięższe i bardziej oszczędne, jednak subtelność i dbałość o szczegóły ta sama. Wyróżnia się linkowane ‚Beaivi’ – solidny, motoryczny track z jęczącymi padami i new-age’ową, naiwnie-słodką melodią.


Tissu – Unmanned Vehicle [MÖRK]

 Kapitalny debiut dla Mörk, ciężko się zdecydować co tu podlinkować. Tła i głębia brzmienia rodem z dubtechowych pieczar przyjemnie kontrastują z wokalnymi samplami i cokolwiek house’ową synkopą, wszystko w dość konkretnych tempach, choć wcale się tego nie czuje.


v/a – Berghain 07 pt.I [OSTGUT-TON]

Pierwsza część składaka z premierowymi smaczkami z kapitalnego seta Functiona (darmowy zasys wciąż dostępny >tutaj<). Wyraźnie bardziej kontemplacyjna część zestawu – co w praktyce daje nam cztery eteryczne dj-toolsy do klimatycznych pasaży. W formie Slater, jednak zdecydowanie wybija się track Steve’a Bicknella (w tym roku na Up To Date): cudownie niepokojąca, drażniąca pętelka.


v/a – Berghain 07 pt.II [OSTGUT-TON]

 Druga część składaka, jeszcze mocniej obsadzona. Kolejny kapitalny numer od Bicknella – duszne, „tadeowate” rozwinięcie ‚Odyssey’, do tego DVS z charakterystycznym groovem, stomperek od Inlanda i mocne kwasiwo od Cassegrainów z Tin Manem. Energetyczne uzupełnienie „jedynki”.


Stone Edgde – Edges EP [DYSTOPIAN]

 Przyznam uczciwie, że znudzony nieco miałkim składakiem ‚Soliloquy’ trochę odpuściłem śledzenie Dystopian. Tymczasem opatrzona cyferką dwanaście (niezłe tempo!) epka od Stone Edge przyjemnie mnie zaskoczyła. Cztery wolne, przemiło monotonne pętle perkusyjne z surowym, analogowym brzmieniem, niepozbawionym jednak pewnego ciepełka (przychodzi na myśl Vril). I praktyczne to, i słuchalne.


Rraph – 186F [STRIKT] Akcent patriotyczny, choć sam Rraph już jakiś czas siedzi na emigracji w jakichś zimnych okolicach. Energiczny, melodyjny nieco detroitowy oryginał i godne remiksy: dubtechowo-pompujący od Jedynaka oraz mocny i nerwowy od China. Bonusowo darmowy download pętelki z niezłym drivem, którą wysmażył Venter. Mocny strzał od załogi Strikt, oby tak dalej.


v/a – Workshop 21 [WORKSHOP]

 Śliczny piosenkowy składak. Wrażenie robi szczególnie pierwsza strona: oldschoolowy wolny house z pomiaukującym kobiecym wokalem oraz zaskakująca urocza lo-fi śpiewanka od Tapes. Interesujące, jestem pewien, że niejeden krotochwilny house’owy DJ gdzieś to upchnie pod koniec seta.


Do tego jeszcze cztery seciwa, które ostatnio wpadły mi w ucho:
Ładne, leciutkie granie w lajtowych tempach. Intro z Blade Runnera nieco oklepane, ale potem jest już tylko lepiej: piękne melodie, rozmyte tła i świetny drive, głębia, ale bez mroków. W trackliście m.in. sam Tozzi, Tadeo, Efdemin, Tobias i Mills.
Niesamowicie energetyczne, niegłupie łupanie w Antigone’owym stylu. Kawalkady nieco off-beatowych sztosów w takoż rozsuniętym miksie. Duszne pętelki, miałem ogromną przyjemność słyszeć typa kiedyś w Tresorze – i to jest właśnie takie granie, które tam sprawdza się najlepiej – tu macie tego przedsmak.

Mała prywata – świetny secik Gema dla Deep Impact. Mocno zróżnicowana selekcja, świetny drive i energia, do tego fantastyczny skill. Jeden z najlepszych odsłon serii do tej pory.

A na koniec polecam jeszcze zdecydowanie secik Lakkerów dla Resident Advisor. Co prawda już z czerwca, ale gdybym podlinkował go za dwa-trzy tygodnie, nie byłoby już downloadu. Mocno zróżnicowane pętelki, nieortodyksyjna selekcje i praktycznie zero klasycznych stomperów – baaardzo odświeżająca sprawa.

Reklamy

rzut uchem – [Candela Rising]

Zwykły wpis

candela002

Candela Rising to względnie nowy (założony w 2012, do tej pory 4 wydawnictwa) labelik z Londynu specjalizujący się w tłoczeniu eksperymentalnego, hałaśliwego techno. Jego założycielem jest Billy Allen, sam klejący całkiem przyjemne sety (dla The Lab, czy Our Land). Warto podkreślić, że oficynka wyznaję zasadę vinyl-only. Bodźcem do powstania wydawnictwa była znajomość jego szefa ze wspominanym kilka notek niżej Mørbeckiem, nic więc dziwnego, że opatrzona kodem [CAN001] została właśnie EPka szatana z Vault Series:


Pierwsza w katalogu Candeli EPka „Magneto” zgodnie z ustaleniami Allena i Mørbecka miała wyraźnie odróżniać się się od numerów, które ten drugi wydawał dla [Vault Series]. Takoż, stanowiąc w istocie jego pierwsze wydawnictwo poza VS ([Code is Law] zostało założone nieco później) zebrane na epce cztery numery wyraźnie odróżniają się od wcześniejszych dokonań Mørbecka lekkością i atmosferą. Najciekawszy jest linkowany klimatyczny ‚Morbius’, warto jednak też zwrócić uwagę na zamykający zbiór remiks ‚Mystique’ autorstwa Jeroena Searcha – uzyskane tam unikalne połączenie brudu i hałasu z pewną dawką przyczajonej melodii stanie się bowiem znakiem rozpoznawczym brytyjskiego labelu.


Obrany kurs wyraźnie potwierdza kapitalne „Coal Bath” – numery irlandzkiego duetu idealnie wpisują się w formułę brud+łamańce+szczypta emocjonalnych melodyjek. Tytułowy numer to charakterystyczna dla twórczości Lakkerów  kawalkada połamanych rytmów uzyskanych za pomocą dopieszczonych brzmień warstw perkusjonaliów, całość utrzymana w nietypowych tempach. Prawdziwą perełką jest jednak linkowany remiks Skirta – sporo wolniejszy i wyczyszczony, wydobywający dzięki temu ładunek emocjonalny produkcji. Warto też przysłuchać się ‚Rsspstp’ – zalegające w nim złogi noise’u mogą stanowić niezłe preludium do następnego wydawnictwa Candeli. Placek od Lakkerów jest też pierwszym wydawnictwem Candeli opatrzonym charakterystyczną grafiką w stylu „Joan Miró na kwasie”.


Trzecie z kolei wydawnictwo londyńskiego labelu – EPka o wdzięcznym tytule „Your Filthy Filter Fathered a Foul Frequency” to jego zdecydowanie najbardziej radykalna propozycja. Paul Birken – specjalista od hałaśliwego, noise’owego hard techno (distortion techno?) z wydawnictwami m.in dla [Mord] czy [Tone Wrecker] zaprezentował trzy wściekle połamana, brudne numery na pograniczu techno, hardtechno, noise’u i breaków. Takie ‚ Mal Prakktice’ balansuje na granicy między beztroskim wygłupem a beką z brostepu, reszcie numerów też nie brakuje czystej radochy z hałasowania. Nieco porządku w tym, skądinąd kapitalnym, zestawie zapewnia tylko remiks autorstwa Clouds (tych od ‚Ghost System Rave’, nie mylić z milutkim fińskim duetem wydającym dla Deep Medi Musik). Ich wersja ‚Howler’ utrzymana jest w idealnej równowadze między hałasem i wygarem, a skupieniem i dyscypliną – całość okraszona dyskretną melodią i paroma efekciarskimi samplami. Sztos!


Ostatnie wydawnictwo Candeli nie doczekało się jeszcze pełnych wersji na Tubce (choć zostało wypuszczone w lutym), ale warto przysłuchać się chociażby tym trzydziestosekundowym samplom. ‚Origin and Destination’ Eomaca to kolejny przykład niewątpliwego talentu irlandzkiego producenta (i kolejny powód by zacierać rączki w oczekiwaniu na jego majowy album – jest już preview). Najcięższy ‚Chob’ to zwał gruboziarnistego łojenia, nieco chyba przyciężkawy jak dla mnie. Znacznie lepiej wchodzi wolniejszy, melodyjny ‚ The Cure’, jednak prawdziwym skarbem jest drugi numer na stronie B – oparty na charakterystycznie ‚eomacowej’ rzewnej melodyjce ‚Tribs’. Większą część tego cudeńka o anthemowym rozmachu można było usłyszeć we wspominanym już przeze mnie podcaście dla KilleKill (>hop<, od trzydziestej trzeciej minuty). Przede wszystkim dzięki charakterystycznej melodyjce numer brzmi nieco jak gdyby najlepszym monetom ‚Hinterland’ Recondite’a wyrosły jaja, to jednak zdecydowanie klasa wyżej. (Czy moje propsowanie Eomaca nie robi się nudne? Obiecuję przestać. Ale dopiero po LP.)


Candela Rising niestety wydaje stosunkowo rzadko (cztery wydawnistwa w dwa i pół roku – k’mon!), ale ilość zdecydowanie rekompensuje jakością wydawnictw, a przede wszystkim – ich oryginalnością i już wypracowanym unikalnym brzmieniem. Dla miłośników ciężkiego, ale nie ociężałego, hałaśliwego, połamanego techno z duszą – instant buy za każdym razem.