Rzut uchem – Midgar

Zwykły wpis

midgar2

Nie po raz pierwszy  poboczny projekt wydawniczy przerasta label-matkę. Podlabel Natch Records za cel postawił sobie dostarczanie brzmień „świeżych i naładowanych pozytywną energią”. I dostarcza, oferując przy okazji muzykę ciekawszą i bardziej zróżnicowaną niż sieriozny do bólu Natch.
Midgarowe brzmienie, wbrew nordyckiej nazwie, stroni od chłodu, stawia raczej na miękkość, drive i psychedelię. Wsystko oczywiście w ramach idiomu techno – tutaj akurat deklaracje o sięganiu po downtempo i ambient są raczej kokieterią, bądź wybieganiem w przyszłość. Dwie postaci definiujące Midgar – zresztą stali goście listy wydawniczej labelu – to Ruhig i Wata Igarashi, co daje dodatkowe wyobrażenie o charakterze muzyki z młodej oficyny: włoskie głębia i ciepełko spotykają „postvanhoesenową” psychodelkę.


[MDG001] WATA IGARASHI – JUNCTIONS EP

Wyśmienity debiut labelu. Cztery zróżnicowane numerki od mojego najnowszego ulubionego producenta. Wybija się subtelnie podkwaszony „Flare” i energetyczny „Summon” i wykręcony numer tytułowy. Całość z niepodrabialnym drajwem Igarashiego. A będzie jeszcze lepiej


[MDG002] RUHIG – LOST IN THE INSTABILITY EP

Ruhig – łagodniejsze wcielenie Audiolouisa z Natch – debiutuje na Midgarze śliczną, delikatną EPką. Pogodna melancholia numeru tytułowego, analogowe kumkanie basów w tle odsyłają do najlepszych włoskich ziomków Ruhiga. Numer kradnie show, ale wybijają się jeszcze „Pulse Width” i „Alba” – ten drugi praktycznie ambientowy. Zwykle tego typu tracki są zapchajdziurami – tutaj przyciągają uwagę do brzmieniowej maestrii producenta


[MDG002X] va – LOST IN ISTABILITY REMIXED 

Bez niespodzianek. Solidna, warsztatowa robota z mocnymi znakami rozpoznawczymi od każdego z remikserów – hipnotyczny, nieco monotonny drajw Edit Selecta, dekdencka psychodelia Waty i zamułki Syntheka. Wyróżnia się śliczna, rozdzwoniona interpretacja „Alby” w wykonaniu Tozzy’ego.


[MDG003] CLONED – SAPPHIRE 1990 EP 

Znaliście kiedyś jakiegoś producenta z Malty? To już znacie? Na tle Midgarowych perełek nic tu niezwykłego się nie dzieje, ale kwasowe wygibasy w wyjebkowym tempie zawsze mile słyszane, nawet jeżeli po siedmiu minutach z tracka zapamiętuje się tylko ciekawie piaszczyste hi-haty („Submerging”).


[MDG004] RUFF CHERRY – RITUAL EP

Tytułowy track debiutu nieokrzesanej wisienki zapowiada naprawdę ciekawe wycieczki – wykręcone post-afrykańskie, post-shackletonowe perkusjonalia przyprawią o ból głowy najlepszego DJ-a. Niestety, ekspreymentalna jest równo połowa materiału – „Ritualsom” dostaje jeszcze retropsychodela „Mysterians” (wideo z kaszuszkami), reszta to solidne meh/10


[MDG005.1] RUHIG – PARTICLES

Przyznam, że pogubiłem się tu trochę z numeracją (a właściwie z kolejnością wydań), ale pal to siedem. Choć wydaje się momentami, że Ruhig zbliża się do głębinkowego banału (a.k.a. spróbuj przesłuchać poza parkietem album Edit Selecta), to wybijają tu z niego perełki ambientowe („Etere”) czy wręcz drum’n’bassowe – jak w numerze tytułowym.


[MDG005.2]RUHIG – MATERIA EP

 To chyba moja ulubiona pozycja z katalogu Midgar, choć niedługo dojdziemy do jej mocnego konkurenta. Śliczne, organiczne perkusjonalia (komu jeszcze „Trento” przypomina tracki Amandry?), niebanalna głębia i pulsujący drajw czynią z Materii nie tylko wzorowy pakiet toolsów, ale rzecz której sie po prostu świetnie słucha. Mam zresztą wrażenie, że wajb z „Materii” mocno przebija z fantastycznego podcastu któy Ruhig nagrał dla ziomków z Lost in Ether – sprawdźcie to, cudowny set!


[MDG006] WATA IGARASHI – CIPHERS EP 

Wychodzi na to, że cały Midgar mogliby spokojnie opędzlować Ruhig z Watą pospołu. No i dobrze. Druga EPka Japończyka to najprzedniejsze wznoszące toolsy we wszystkich odcieniach psychodeli. Tym razem bez oczywistych hiciorków, ale tutaj liczy się użyteczność.


[MDG007] VON GRALL – A SECANT LINE EP

Minimalizm któy nie nudzi. Doskonale hinpotyzujące pętelki -monotonne – a jakże! – ale dzięki ciepłemu, miękkiemu brzmieniu całość nie tumani, nie przestrasza. A Von Gralla warto obczajac swoją drogą – choćby ze względu na materiał dla Semantiki.


[MDG008] SHADED EXPLORER – EMERALD WEAPON EP

 Drugie z moich ulubionych Midgarowych wydwnictw i jednocześnie znak, że ktoś tam w Natchach ma bardzo podobny gust do mojego. Shaded zrzucił mi szczenę pierwszym albumem dla Silent Season i poprawił kapitalnym analogowym lajwem w ramach Tresorowych „New Faces”. Przy okazji – ptaszkowie ćwierkajo, że niedługo zawita do Polski. Jego wydawnictwo dla Midgar łączy subtelności, ćwierkania i szumy z parkietową funkcjonalnością.


No i to by było na tyle. Midgar konsekwentie ciągnie w swoim kierunku i serwuje niebanalne, miękkie techenka z nieprzesadną dawkąmroku i podbioderkowym smyrnięciem. W przyszłości z przyjemnością usłyszałbym od nich np.interpretację okolic house’owych, gościnny występ Van Hoesena, kombo Ruhig/Wata czy wręcz całe LP od któregoś z nich. Na razie zadowolić się jednak  muszę sneak preview „dziewiątki” w wykonaniu Von Gralla:


Dobra, to jeszcze nie koniec. Skoro na następną notkę każę pewnie czekać kolejnych pare miesięcy to wypada tutaj zostawić jakiś secik. W takim razie – pozostając w temacie – psychodeliczny Wata (do uszu):

Oraz wspominany już wyżej doskonały Ruhig dla warszawskiej ekipy:

Zamułki na zimę

Zwykły wpis

Zgodnie z obietnicą, kilka smaczków z listopada i grudnia:

Shaded Explorer – Between the Blue [SILENT SEASON]


Absolutna perełka której nie mogło tu zabraknąć. Zwiewne ambienciwa z cudownymi brzmieniami, od czasu do czasu doprawione cykającym gdzieś w oddali lekkim techenkiem. VFTL meet Segue and they fuck like bunnies. Obok właśnie ‚Pacifici” moja ulubiona rzecz z oferty Silent Season.


Theo Parrish – American Intelligence [SOUND SIGNATURE]


Fantastyczne, dopieszczone w pełnym calu dzieło. Zero sampli, wszystko nagrywane przez samego Parrisha i wspomagających go muzyków. Na żenująco drogą LP (45jurków) trafiła tylko bardziej imprezowa część numerów, tymczasem równie dobre są tu niekończące się outra i rozwleczone skity. Leniwe, gęste, nigdzie się nie spieszące house’owe jamy.


Acronym – Yggdrasil EP [SEMANTICA]


Mocna rzecz. Cztery porcyjki konkretnego, mrocznego techno o przeznaczeniu zdecydowanie dj-tool-owym. Dopieszczone brzmienia, sporo oddechu i lekkości, pomimo solidnie wyłupanej konstrukcji. Wyróżnia się zwiewny, klimatyczny ‚Jotunheim’.  W kategorii parkietowej obok Aikena najlepsze ostatnio wydawnictwo od Semantici.


Vladislav Delay – Visa [RIPATTI]


Gęste, świdrujące, ale zaskakująco przystępne dronoambienciwa. Geniusz Fina jak zwykle tkwi w szczegółach – subtelnych zmianach tonu i zakłóceniach w ‚Visaton’, zaskakujących brzmieniach w ‚Viaton’, czy zwiewności ‚Viimeinen’. Gruba kołderka analogowych szumów w sam raz na zimową hibernację.


Lorenzo Senni – Superimpositions [BOOMKAT EDITIONS]


Album równie trollerski jak pomysł wybrania go przez pewien wpływowy fanpejdż o techno na płytę roku. Niewątpliwie jednak jest to ciekawostka – dopieszczone oldskulowe brzmienia, ciekawe konstrukcje – i ciągłe poczucie, że tuż za rogiem czai się w końcu jakiś bit. Oczywiście – nie czai się – ‚Superimpositions’ to ciągły build-up, niekończąca się gra wstępna – przyjemna, ale czy satysfakcjonująca?


Arcing Seas – Converging Prey [OUR CIRCULA SOUND]


Kolejna porcja niebanalnego, śmiałego techno od tajemniczego duetu. Zabawy z tempem, zaskakujące konstrukcje i brzmienia – świeżość!Czekam, aż Sigha wyda im album…


Positive Centre – In Silent Series [OUR CIRCULA SOUND]


Kolejna świetna rzecz z labelu Sighi. Gęsta, soniczna glina. Duszno i mrocznie, tempa – do czego Positve Centre już przyzwyczaili – też niekoniecznie parkietowe. Bardzo niepokojący, dopracowany album.


Relay – Untitled 1-3 [OUR CIRCULA SOUND]


No i do trzech razy sztuka, kolejna perełka z OCS. Shifted wskrzesza swój stary alias i jako Relay wydaje trzy hipnotyczne, przybrudzone analogowymi szumami pętelki.


Cassegrain – Centres of Distraction [PROLOGUE]


Nie jest to albumik łatwy w obejściu, w dodatku znacznie łagodniejszy i mniej parkietowy niż singlowe produkcje duetu. Niemniej, specjalności obu panów – niepokojących, wżerających się w głowę wykręconych brzmień tu nie brakuje. Całość spójna, parę bangierowych momentów, ale nie przytłaczają one reszty LP.


v/a – Berlin – Paris 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]


Reclaim Your City startuje z labelem. Na pierwszy ogień spotkanie producentów z Paryża i Berlina. Stolicę Niemiec reprezentuje Blind Observatory z odjechaną rozmarzoną dubtechniawką i Subjected z nieco topornym, dehnertowskim bangierkiem. Po drugiej stronie interesujący łamaniec z niepodrabialnym drivem od Zadiga i niepokojące, dopieszczone cudeńko od niezawodnego Antigone’a. 1:0 dla Paryża.