W marcu nie użyję rymowanki o żadnym tam garncu.

Zwykły wpis

safe_imageJakoś nie było tego wyjątkowo dużo w tym smętnym jak oferta kulturalna radomszczyzny miesiącu. Zgodnie z aurą przeważają też snuje – ale za to jakie! Bez zbędnych ceregieli:

 Alva Noto – Xerrox vol. 3 [RASTER-NOTON]

 Pięć lat po „dwójce” i osiem po pierwszym ‚Xerroxie’ Carsten Nicolai domyka swój cykl. Według słów samego muzyka „trójka” stanowi swego rodzaju ścieżkę dźwiękową do filmów (właściwie: do wspomnień filmów), które mały Noto oglądał w dzieciństwie. Czy kogoś dziwi, że w czasach gdy Chemnitz wciąż nazywało się Karl-Marx Stadt mały Carsten namiętnie wpatrywał się w Tarkowskiego? Mnie też niespecjalnie, za to, podobnie zresztą jak samego pozbawionego unerwienia twarzy artystę, zaskakuje mnie ładunek emocjonalny jego najnowszego albumu. Zgrzyty, trzaski i kliki kojarzone stereotypowo z wytwórnią z Chemnitz są tu niemal nieobecne, na pierwszy plan wysuwa się zaś cudowne tło poprzednich Xerroxów: monumentalne kotary szumów i pogłosów. Mimo pozornego chłodu i dystansu „trójka” niepozbawiona jest emocji, a nawet – dare-i-say – pierwiastka ludzkiego, choć osiąga to bez kokietowania słuchacza choćby i strzępkami melodii. Imponujące dzieło, album do wielokrotnego odsłuchu.


Acronym – Mu [NORTHERN ELECTRONICS]

 Zaskakujący debiutancki albumik od młodego Szweda związanego z Northern Electronics. Choć ostatni wosk dla Semantiki mógł zapowiadać nieco inny materiał, wyraźnie widać, że pod skrzydłem papy Abdulli Acronym zdecydował się ujawnić łagodniejszą stronę swojej natury – nie uświadczymy tu ani momentu bitu w 4×4 – całość to gęsty, ale w żaden sposób nieprzytłaczający drone/ambient. Rozsmarowane w tle ‚Mu 4’ warstwy perkusjonaliów brzmią mocno jak z VFTL, i „leśny” klimacik dzieła pary Włochów stanowi dobry trop: na ‚Mu’ słychać też echa solowych dokonań Neela i Dozzy’ego. Melancholia, ale bez deprechy i dryg do melodii zbliżają ten album zwłaszcza do ‚Bee Mask’ – nie jest to ten poziom, ale miękkie, organiczne brzmienia debiutu Acronyma działają w podobny sposób kojąco. Jeżeli swoje najbliższe techno-single Szwed opanieruje w podobnych ciepłych ambienciwach, może zrobić się naprawdę ciekawie.


Nick Höppner – Folk [OSTGUT TON]

 Kolejny debiut na LP, tym razem od znacznie bardziej utytułowanego zawodnika. Höppner jest przede wszystkim szefem OSTGUT TON, od czasu do czasu zagra poranny set w Panorama Barze (miksował świetne Panorama Bar 04) sporadycznie coś wyprodukuje. Jego tracków nie jest sporo, ale od razu przyciągają ucho – kto pamięta kapitalne ISP, czy EPkę ‚Peck and a Pawn’, ten wie czego się spodziewać. ‚Folk’ to dopracowany w szczegółach, mięciutki, zgrabny house z więcej niż szczyptą techno. Momentami wykazuje brzmieniowe wycieczki w stronę echocordowej wersji dubtechno (‚Airway Menagament’), pojawia się nawet jackujący zawadiacko hiciorek z rozmarzonym wokalem – milutki, choć banalny ‚Come Closer’. Generalnie – nic rewolucyjnego, ale słucha się miękko i przyjemnie. Panorama Bar w niedzielne popołudnie.


Muslimgauze – Minaret Speaker [STAALPLAT]

Ech, nie ma niestety na tubce ‚Minaret1’ – dziesięciominutowej pętelki otwierającej ten wyszperany pół-repress (spora część materiału nie była jednak wcześniej publikowana). Brudno i monotonnie, rwane kłaki analogowych brudów, zapętlone frazy tabli, opętańcze zaśpiewy – i tak w kółko. Trans w lo-fi, derwiszcore. Więcej odsłuchów tutaj.


v/a – MDR Compilation [MDR]

Fajny, zróżnicowany składaczek. Momentami nieco monotonnie, ale czepiać się o to Marcela to jak iść po książkę do empiku i narzekać. Wybija się niepokojąco chrumkający track od Kobosila, perkusyjny wygibas od ACR i przede wszystkim rozkoszna pętelka od Antka Parasola, który po ostatnim remiksie dla Steraca wyrasta chyba na mojego ulubionego dostawcę toolsów z drivem.


Tadeo – Terra Incognita EP [TOKEN]

 Konsekwentnie w estetyce pozaziemskiej (jeśli nie kojarzycie ‚Speaking Aliens’ z własnego labelu Hiszpana to marsz do odsłuchu!). Perkusyjny swing jak z ‚Container of Contradictions’, neurotyczne sample jak z całej reszty produkcji Tadeo. Mocna, użyteczna rzecz.


Peter van Hoesen – Seventy Secrets [TIME TO EXPRESS] 

Może i trochę zapychacz, ale to przyjemna EPka. Pięć stonowanych, równych numerków z obowiązkowym tytułowym ambiencidłem na wstępie. Wybija się ‚Swerve Damiao’ z charakterystyczną vanhoesenową schodzącą melodią, oraz kapitalny, perkusyjny ‚Protagonist’ genialnie przełamany po breakdownie – track dla którego można pożałować, że całość wyszła tylko na cyfrze…


Max_M – Dissertation [M_REC]

 Esencja brzmienia M_REC. Dopieszczone numerki z krótkimi pętlami niepokojącej melodii, mocnym, parkietowym drive’m i kapitalną progresją, w tle coś-tam podzwania. Świetne, wysoce funkcjonalne toolsy.


Nicolas Jaar – Pomegranates – Sayat Nova
Na koniec – Jaar kokietuje hipsterską publikę udźwiękawiając na nowo Paradżanowa. Ze świetnym efektem, sprawdźcie zanim znów zdejmą z tubki:

Luty, luty – technogluty

Zwykły wpis

Mistress-450x450Tym razem nieco oszczędniej. W lutowym zestawieniu brak też jakichś wyraźnych faworytów, czy (poza jednym wyjątkiem) pozycji wyjątkowo wpadających w ucho. Widać taka aura. Za to dużo tu konkretnych, funkcjonalnych surowizn, różnego rodzaju djtoolsów. I dobrze, gdybym nie lubił monotonni, nie słuchałbym techno. No to jedziemy:


Vril – Portal [DELSIN]

Strzał oczywisty. Nie jest to niestety „Torus”, nad którym piałem w kwietniu, całość jest znacznie bardziej surowa i jednolita, niemniej jest to kawał dobrego łupania. Fantastyczne, chropawe brzmienie, niby proste i analogowe, ale jednak nie do podrobienia, konstrukcje na granic monotonii, ale jednak z jakimś drivem. W przeciwieństwie do poprzedniego LP – to raczej toolsy, a nie albumik „do słuchania”, ale to porządna rzecz, tym bardziej szkoda, że biedaczek się rozchorował i nie dojechał w zeszłym tygodniu do Wawy.


Samuli Kemppi – The Observer Effect [M_REC]  A tu z kolei nadrabiam rażące zaniedbanie. Pierwszy, chyba dość niedbały, odsłuch jednak mnie wynudził, na szczęście, niczym doktor Albert Hofmann w 1943, tknięty przedziwnym przeczuciem odgrzebałem sobie stare zajęcia – i odpłynąłem. Oczywiście, debiutanckie LP Fina cierpi na podobny problem co wiele albumów techno – muzyka publikowana w trybie singlowym, bądź w miksach, niekoniecznie sprawdza się po prostu w formule długograja (vide: Jonas Kopp dla Tresora). Ale to, że nie każdy klei spójne, konceptualne tripy na miarę VFTL, czy Alcachofy, nie oznacza, że nie można na to machnąć ręką i nie zacząć przykładać do The Observer Effect innej miary. Jest to po prostu kompilacja znakomitych efektywnych dj-toolsów. Utrzymanych w charakterystycznym dla Kemppiego stylu: strzępki neurotycznych melodii, duszne brzmienie, poszatkowane perkusjonalia wijące się wokół młócącej po bożemu stopy. Wysoce użyteczne pyszności.


Svreca – Narita EP [SEMANTICA]

Umówmy się – ta EPka nie kokietuje słuchacza przebojowością. Typowo svrecowe, chłodne, minimalistyczne, dopracowane pętelki. Wybija się monumentalny, przeszywający Mountain Splitter, bezkompromisowe, skrajnie oszczędne wiertełko, przypominające najlepsze momenty Unanimity Rashima. Znowu tool, tym razem dla maniaków.


Ctrls – Users [TOKEN]

Tu z kolei coś nieco bardziej energetycznego. Trzy powykręcane, perkusyjne świruski. Dopieszczone szczegóły, interesująca konstrukcja, nie będziecie tego nucić pod prysznicem, ale w środku seta o trzeciej rano zrobią robotę.


Chicago Jim – Chicago Jim LP [LOBSTER THEREMIN]

No dobra, oto ta wspominana, melodyjna, wpadająca w ucho czarna owca zestawienia. W ramach zgłębiania równie egzotycznej co nazwa labelu oferty Lobster Theremin trafiłem na te wesołkowate cudeńko. Lekki house/techno ze sporą domieszką acidowych brzmień, nieco po linii Kassema Mosse, ale jakby pogodniej. Słodko – naiwne melodyjki, cokolwiek poważniejsze pochody basu, urocze clapy, wszystko mocno skąpane w bezpretensjonalnej, analogowej nostalgii.


Zzzzra – L’Entraide [TRUTH OR CONSEQUENCES]

Rozkoszne, mięciutkie dubtechno z ciekawymi, lekko chropawymi brzmieniami. Mały albumik dla nowopowstałego, włosko-angielskiego labelu. Nic przełomowego, ale można posłuchać do poduszki.


René Audiard – Cywilizacja pt. 2 [BLANK SLATE]

Dwa nonszalancko przeciągnięte house’owe jamy, każdy trwając powyżej dziesięciu minut. Wariacje perkusji, bogato zagospodarowane tła, i charakterystyczne wokalne sample, które nie robią tu tylko za efekciarski ozdobniczek.


v/a – Mistress 5.2 (Brunette) [MISTRESS]

Środkowa część najnowszego potrójnego wydawnictwa omawianego już przeze mnie Mistress, którego poszczególne składowe opatrzone został wizerunkami pięknych, rozmarzonych pań: blondynki, brunetki i rudowłosej. Ciekawym zbiegiem okoliczności najbardziej przypadła mi do gustu właśnie „Brunette”, szczególnie jej druga strona (da-bum-tss!). Uwagę przykuwa przede wszystkim monstrualne kwasiwo zaserwowane przez Juxta Position i efektowny, nieco rodhadowy bangier autorstwa Discrete Circuit, ale wszystkie numery zebrane na kompilacji warte są uwagi. Całość już do odsłuchania na tubce, na wosku wychodzi w marcu…


…A skoro już jesteśmy przy zapowiedziach, to na koniec dwa wyjątkowo interesujące wydawnictwa zaplanowane na marzec, których fragmentów możemy posłuchać już teraz.

Niepodrabialny Tadeo dla Token (co za kombinacja!):

Oraz mocno obsadzona kompilacja idącego jak burza Taapion:

 

lato / jesień 2014

Zwykły wpis

lapianaok, wyjątkowe lenistwo, a w konsekwencji – przestój ostatnio tu zapanował. aby jakoś nadgonić z relacjonowaniem odsłuchów i za parę dni wysmażyć nieco dłuższego posta z odkryciami listopodowo – grudniowymi wypadałoby napisać choć parę słów o zajaweczkach z cieplejszych miesięcy. jako że lenistwo sprzyja jednocześnie niezrównanej inwencji w wymyślaniu własnych usprawiedliwień (to moja ulubiona odmiana kreatywności, którą bardziej ogarnięci nazwą pewnie „wygodnictwem”, czy „szukaniem wymówek”) – oto koncept którym wytłumaczę się z haniebnej zdawkowości niniejszego posta: paromiesięczny przestój pozwolił mi posłuchać wielu rzeczy z dystansem, a zatem w niniejszym zestawieniu znajdują się tjuny, które z całą pewnością po sierpniowych, wrześniowych i październikowych eksploracjach już mi się uleżały i pewnie ze mną zostaną. czy coś.
a zatem, grane było (kolejność dowolna) :

  1. Max_M / Fabrizio Lapiana – 1002 [M_REC]
    Wyważone, subtelne techno-klikania z niezawodnego [M_REC]. Kapitalny, mocno przywodzący na myśl tjuny Tadeo z EPki „Container of Contradictions” (o której parę słów w zestawieniu kwietniowym) podzwaniający track od Max_M – właściciela wytwórni, z drugiej strony – nad wyraz łagodna, wręcz sentymentalna piosnka od Włocha.


  2. Teste / Edit Select – The Wipe / Ascend [EDIT-SELECT RECORDS]
    Tegoroczny rework klasycznego „The Wipe” (oryginalnie wydanego w 1992) to dla mnie jeden ze słonecznych, wakacyjnych hitów. No – nie całkiem. Kłębiące się na oszczędnie wyłupanym rusztowaniu bulgocące, stężone kwasiwo. Brzmi jak nieco odchudzony Rrose, który zresztą też zmajstrował dla wytwórni Edit-Selecta elegancki remiks „The Wipe”. Pierwszy raz usłyszane w secie Koppa w Tresorze… – no tak, to zdecydowanie nie jest numer na mały soundsystem.


  3. In Aeternam Vale – Jealous God 05 [JEALOUS GOD]
    Klasyczny francuski skład to dla mnie jedno z odkryć tegorocznego Atonala. Tu w wydaniu nieco mocniejszym, by nie rzec – wałkowatym, czyli w obowiązującej ostatnio estetyce. Jednak energetyczny live grubaska w imponującej hali berlińskiego Kraftwerk nie pozostawia wątpliwości, że to tak naprawdę radosna, a wręcz taneczna nuta. Dlatego też, by oddać jej sprawiedliwość, od razu następny riliz:
  4. In Aeternam Vale – Gnd lift [MINIMAL WAVE]
    Sorry za jakość, ale numer wyszedł dopiero niedawno i nie ma jeszcze sensownego ripa na Tubce. Czy tylko ja słyszę w samplu „Czy może Niemiec? – Nie wiesz kto to” ?


  5. Abdulla Rashim – Unanimity [NORTHERN ELECTRONICS]
    Kapitalny, chyba mocno niedoceniany albumik dla równie interesującego szwedzkiego labelu. Podobnie jak na wielbionym przeze mnie „Crossed Paths” Shifteda – tu nie ma przebojowych melodii i hiciorków na single. Kawał gęstej smoły, hipnotyzujące dj-toolsowe pętelki. Proporcja rozwodnionych ambienciw do mięcha – idealna (czego niestety nie sposób było powiedzieć o nudnym jak flaki z olejem występie Abdulli na Atonalu…)


  6. Błażej Malinowski – Dual Reality [PHORMA]
    Wiadomo, Błażej to polski Rrose, każdy kto słyszał jego genialny live to powierdzi. Tu w nieco lżejszej (hard?)dubtechno odsłonie, w kapitalnej Phormie (da-bum-tss!)


  7. v/a – Taapion 002 [TAAPION RECORDS]
    Fantastyczna, zróżnicowana kompilacja dla obiecującego Taapion Records. O świetnej formie Francuzów zaświadcza przede wszystkim pierwszy numer – nieoczywisty łamaniec od genialnego Antigone’a. Drugą perełką jest numer od współwłaścicieli wytwórni – subtelna, melodyjna mgiełka. Przy okazji – koniecznie zwróćcie uwagę na Shlømo, ten gość ma niesamowity zmysł do melodii i nie wydaje słabych rzeczy:

    A skoro już przy nim jesteśmy…


  8. Shlømo – Rechaïm EP [BRIGHT SOUNDS]
    Cudowne cztery numerki z francusko-niemieckiej oficynki. Strona „A” nieco lżejsza, senne odrealnione numerki, dwa kolejne nieci gęstsze z charakterystycznymi kwaśnymi perkusjonaliami. Wszystkie to małe, świetnie zrównoważone perełki, na czele z linkowanym „Grounden Queen” – ciekawie złożonym trackiem-opowieścią o niebanalnym potencjale parkietowym.


  9. Fango – Tei [DEGUSTIBUS MUSIC]
    Haniebnie późno odsłuchany przeze mnie fantastyczny riliz tajemniczego Peruwiańczyka. Mocno perkusyjne, świetny groove i efektowne sample. Zdecydowanie taneczna, ale i niepozbawiona klimatu rzeczy przywodzące na myśl techno z Wysp.


    Ok, to by było na tyle jeśli chodzi o krótkie podsumowanko. Na dniach obiecuję napisać nieco więcej o rzeczach, które działy się pod koniec roku, spokojnie – nie zabraknie boskiego albumu Shaded Explorera.
    A tymczasem – ku przestrodze i poniekąd w temacie – dwa zajmujące artykuły o istocie prokrastynacji i sposobach na walkę z nią:
    Kim jest Małpka Natychmiastowej Gratyfikacji…
    …i jak sobie z nią poradzić

Kwiecień – srecień

Zwykły wpis

tadeoDobra, długograje Tripeo, Edit Select, a nawet Tobiasa to jednak [meh,], w kwietniowej playliście znalazło się za to kilka innych smaczków:

  1. VRIL – Torus
    Oczywisty numer jeden. Fantastyczny, spójny album, w którym wypełniacze i intra są co najmniej tak samo ważne jak samo mięcho. Rozjechane analogowe dubtechenka, house’owy swing, fantastyczne surowe brzmienia przeplatane z odpływającymi ciepłymi padami… Sprawdźcie koniecznie, jeżeli numer poniżej nie rozsmarowuje Was na cienko to nie macie duszy:


  2. Millie & Andrea – Drop the Vowels
    ‚Faint Hearted’ meets ‚ Luxury Problems’ and they fuck like bunnies. Najbardziej fortunny efekt współpracy Stotta z połówką Demdike Stare – czego tu nie ma! Abstrakcyjne, zwolnione techenka, house, noise, żuki i trapy, a przede wszystkim przymulone junglowe łamańce. Wszystko w ciężkim sosie z brudów i szumów, doprawionym pewną dawką nostalgicznych melodyjek a’la Andrzej Stot. Słuchane w kółko.


  3. Pan Sonic & Charlemagne Palestine – Mort aux Vaches
    Z cyklu- nadrabianie zaległości. Współpraca geniuszy awangard dwóch różnych epok. Efekt – do przewidzenia: minimalizm na granicy trollingu (kto słyszał Palestine’a na zeszłorocznym Unsoundzie, ten przychyli się do takiej interpretacji), kilkunastominutowe organowe drony Charlemagne’a wzbogacana od niechcenia trzaskami i pikami od Finów. Monotonne do przesady, ale słuchane odpowiednio głośno i odpowiednio długo dobrze podtapia. Odsłuchu brak, będzie obrazek:R-122772-1231009407
  4. Mike Dehnert – Lichtbedingt
    Dehnert, jak to Dehnert – surowo i brudno, ale na ostatnim albumie dla Delsina dodaje do swoich motorycznych techniawek sporo melodii i właściwie house’owego groove’u. Nie tylko generyczny didżejtul, ale i całkiem przyjazne wiosenne (?) słuchadło. Chyba trochę niedoceniana rzecz.


  5. Aeoga – Temple Treye
    Fiński dark ambient/ drone w najlepszym wydaniu. Dość oszczędne, mroczne tła + zawodzące, obłąkańczo piszczałki. Dla miłośników Halo Manash, zresztą rzecz wydana dla ich wytwórni.


  6. Aiken – Looking Inward
    Semantica – więc klasa sama w sobie. Cztery głębokie, hipnotyzujące pętelki. Wybija się kapitalny ‚Restless’ – wejście po pierwszym breakdownie to łzy w oczach, ręce-ukwiały, piąta rano, kryształowe żyrandole. Remiks Juho Kustiego też niczego sobie.


  7. Chevel – One Month Off
    Połamane dziwactwo dla Stroboscopic. Synkopowana perkusja, ciężkie basy, halfstepy, o Jezu, czy to – dubstep?! Na szczęście nie tylko.


  8. Tadeo – Container or Contradictions
    Rzutem na taśmę, bo rzecz świeżo wydana. Jak zwykle u Tadeo sporo melodii, ciekawa perkusja, sonarki, piski i niepokojący klimat nie do porobienia. DJtool z duszą.


  9. Rødhåd – Red Rising EP
    Oczywisty strzał. Rudy ciągle w formie. Chrumkające basy, grzechoteczki, fantastyczna, efektywna progresja. Pierwszy rzut (czerwony vinyl) wyprzedany na pniu i nie ma się co dziwić.




    Na koniec jeszcze dwa seciki:

  10. Eastern Renaissance – BTS Podcast 001
    Pierwszy z serii podcastów dla stołecznego Behind the Stage (oprócz rzeczonego jeszcze – Milena Kriegs, Isnt, Chrome, bukowali m.in Xhina, Reeko, DVS1…). Świetny klimat, niespieszna progresja bez walenia na oślep, perełki w selekcji (Sabatini, Bjork w remiksie Frosta, produkcje E.R. i Mileny).


  11. Eomac – KilleKill podcast #14
    Kapitalny secik od gościa który jest ostatnio moim totalnym faworytem. Właściwie przekrój przez jego produkcje (z wyjątkiem co ostrzejszych sztosów) – z fantastycznym ‚Spoock’ i zapowiadającym LP (miało być w kwietniu..) ‚Spectre’. Mnóstwo ślicznych melodyjek utopionych w charakterystycznych brudach.