W marcu jak w starcu

Zwykły wpis

paul-jebanasam-continuum-album-dec-15Czyli wychodzi na to, że eklektycznie i nieco nie na czasie. Nie?

Paul Jebanasam – Continuum [SUBTEXT]

 Na okładce elegancki reaktor do fuzji termojądrowej, a w środku power ambient. Power – jarzycie? Hue hue. Śmieszkowanie na bok – drugi album Lankijczyka o wdzięcznym nazwisku dorównuje olśniewającemu ‚Rites’. Złożony z trzech kompozycji długograj zaprezentowany został po raz pierwszy na ubiegłorocznym Atonalu, na szczęście i poza monumentalną halą Kraftwerk dźwiękowe katedry wznoszone przez Jebanasama prezentują się równie imponująco. W porównaniu z poprzednim albumem wyraźniej słychać tu bassowe korzenie producenta, spokojnie jednak – nie ma tu miejsca na łupany syntetyczny banał spod szyldu „zguba Tobina”; brutalizm manifestuje się tu raczej w bezkompromisowym rozszarpywaniu anielskich padów granulowanym noisem. Właśnie te momenty rozpreżęnia i ambientowych tak-bardzo-uduchowionych tchnień wypadają nieco słabiej, na szczęście Jebanasam szybko i po chamsku  zasypuje te muśliny żwirem. Weźcie ten album na majówkę, puśćcie pannie nad jeziorem.


Wacław Zimpel – Lines [INSTANT CLASSIC]

 Nie jestem w tych tematach za dobry, ale przeca słyszę, że to śliczne, złożone i mądre. Nowy rodzimy pieszczoch Quietusa solo znacznie spokojniej niż z Herą. ‚Lines’ to eleganckie puzzle dla ucha, których złożoność nie razi pretensją tylko sprzyja skupieniu. Gdy umysł kontempluje szczegóły, kontrolę przejmuje instynkt – usłyszałem w reklamówce jakieś fury.


Voices from the Lake / Wata Igarashi – Stealth 2/3 [TIME TO EXPRESS]

Zupełnie niespodziewanie na splicie dla wytwórni Van Hoesena wygrywają nie Jezioraki, a stosunkowo mało znany producent z Japonii. Jego ‚Night’ ze strony „B” to cudowny tool z wyjątkowo efektywną progresją,  przyjemnym brzmieniem i dyskretnym kwasiwem w kulminacji. Dla nieco mroczniejszego groove’u sprawdźcie nową epkę Igarashiego dla Midgar.


Amandra – Drachme Tolosate EP [AHRPE]

Osiadły chwilowo w Polsce Francuz (pod skrzydła wziął go stołeczny BTS, ptaszkowie przy studni ćwierkają, że w grodzie Smogu będzie go można usłyszeć na początku maja) z najobfitszym jak do tej pory self-releasem (samo-wyd brzmi lepiej, nie?). Niesztampowe podejście do formuł dubtechno, nowocześnie złamana ramka 4×4,  zjadliwa proporcja smoły i lekkości i niesamowite brzmienie takiego ‚Selocine’. Perła. Nie zabrakło też nieco bardziej przydrajwionych toolsów (‚Lutecia’) i klasowego remiksera w postaci Evigt Mörkera.


Etapp Kyle – Continuum EP [UNTERTON]

Dobra, czy to się nie robi już nudne? Śliczne te melodyjki jak nie wiem co, drajw się zgadza, hi-haty sypkie jak dieta Villalobosa. Pod egidą sublabelu Ostgut numery Ukraińca nie straciły nic ze swojej lekkości i chwytliwości. Byle tylko skubańczyk nie złapał syndromu Recondite’a i nie zamelodyjkował się na śmierć, na szczęście ładunek inwencji na ‚Continuum’ sugeruje, że na razie mu to nie grozi.


Varg – Variations EP [SEMANTICA]

Zeszłoroczne ostatki od Semantiki. Varg, jak zwykle, nie zawodzi, chodź tym razem najweselszy blackmetalowy wujaszek techno pociska jakby nieco łagodniej – dość powiedzieć, że tym razem potencjał parkietowy z jego produkcji wyciąga dopiero znany wandal Abdulla. W ramach ciekawostki niebanalny edit od Hypnobirds.


Romansoff- Inifite Dreams [MÖRK] 

Sublabel Homara nie zwalnia tempa i nie schodzi z poziomu. Za „piątkę” w katalogu odpowiedzialny jest Romansoff (Rumun z Raw Tools). ‚Inifinte Dreams’ to cztery cieplutkie, miękkie numery w sam raz na początek wiosny. Emblematyczne brzmienie Mörk – wyraźnie maźnięte housem senne, analogowe techno – tym razem przegina się w stronę house’u jeszcze mocniej. Do tego wyjebkowe pady w tle, analogowe perkusjonalia i bezspinowa atmosfera. Miód.


v/a – Disco Halal vol.1 [DISCO HALAL]

Jak tak ma to wyglądać to ja poproszę natychmiastowąislamizację wszystkiego. Przegapiony przeze mnie haniebnie debiut labelu pod ujmującą nazwą. Sztos za sztosem – od kwasowego ‚Le Gaz Qui Fait Rire’ w edicie dobrze znanych Acid Arab, przez lajtowy ‚Palgey Mayim’, aż po linkowaną perłę. Energia, wspaniałe melodie i nieokreślona nostalgia. A przede wszystkim – świeżość!



Na koniec obowiązkowo seciwo. Tym razem razem live od Vrila – jak nie słyszelście go na żywo to i tak jesteście w dupie, ale tu macie przynajmniej posmak: niepodrabialne chropawe brzmienia, stopa jednocześnie miękka i dosadna, niebanalne konstrukcje:
Invite’s podcast #352 – VRIL 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

RZUT UCHEM – MÖRK

Zwykły wpis

morkPo Kabalionie dzisiaj na tapecie kolejny sub-label. Mörk to ubiegłoroczny odprysk kapitalnego brytyjskiego Lobster Theremin, który, wedle słów założyciela – Jimmy’ego Asquitha, ma koncentrować się na nieco bardziej klubowych wcieleniach 4×4. W porównaniu z wygibasami spod znaku Homara Mörk rzeczywiście oferuje muzykę w bardziej oczywisty sposób taneczną, nie oznacza to jednak by „mröczkom” brakowało głębi czy oryginalności. Przeciwnie – wydaje się, że pomimo wciąż dość niewielkiej oferty (tworzą ją, jak dotąd, cztery placki), młody label już wypracował sobie swoisty koncept i charakterystyczne brzmienie, które roboczo można by zamknąć w formule: lekkie dubtechno podcięte nieco house’ującą synkopą. O co tu chodzi? Spieszę wyjaśnić na przykładach:

Nthng – Remember Us

Ofertę oficynki otwiera winylowy debiut (nie licząc remiksu dla Clouds) młodego Holendra ukrywającego się pod ksywką Nthng (trzeba przyznać, że Asquith ma ucho do chwytliwych nazw…). Trzy numerki dobrze wprowadzające w brzmienie Mörk. Na pierwszy rzut ucha mogą sprawiać wrażenie nieco sztampowych: ot, typowa, klimaciarska dubtechno zupka, cokolwiek letnia. Jednak bliższe przysłuchanie się środkowemu ‚Community’ wyprowadza z błędu – nieco house’owe cykanie, konkretne tempo i całkiem żwawe cykanie hi-hatów bardzo ożywiają numer, dodając temu eterycznemu plumkaniu zaskakująco podbioderkowy potencjał. A to dopiero początek…

Raw M.T. – La Duna

 No właśnie – jeżeli ktoś spodziewał się labelu czystego gatunkowo, serwującego dubtechno sieriozne jak Alva Noto na listopadowym pogrzebie, ten już przy drugim wydawnictwie spod szyldu Mörk musiał być (pozytywnie) zaskoczony. Trzy leciutkie tracki od włoskiego producenta z techdubowym idiomem łączyły bowiem tylko charakterystyczne zwiewne pady i zmiękczone perkusjonalia – cóż z tego, skoro układały się one w struktury house’owe, w dodatku pokłute nieco acidowymi igiełkami! Wyróżnia się środkowy, pozbawiony tytułu numer: motoryczny killer z mocno tribalowymi inspiracjami, ale i subtelny track tytułowy, jak i jawnie acidowy bangierek ‚Strike’ robią wrażenie.

Nthng – 1996

Stylistyczny tygiel kręci się w najlepsze: na „trójce” bezsamogłoskowy Holender z bazową techno-masą uciera sporo house’u, samplowane wokale, a nawet… nieco UKG (posłuchajcie jak pieje diva w tracku tytułowym, czy jak chodzi bas w ‚Vision Us’). Ciekawe, nieortodoksyjne zabawy formułą dubtechno.

Tissu – Unmanned Vehicle 

Nad kapitalnym debiutem Tissu rozpływałem się już ostatnio, tym razem zwrócę wam uwagę na sowicie okraszony acid-housem ostatni track, tym bardziej, że w piękne wideo oprawił go Moskalus – godny uwagi digger i autor teledysków.

A skoro już jesteśmy przy gościu, to łapcie jego łagodniutkie b2b z Horassem:


Jakichś szczególnie rozwlekłych podsumowanek nie będzię. Cieszę, się, że jest wydawnictwo, które interesująco rozwija klasyczną formułę dubtechno, szczypta homarzej ekstrawagancji akurat mu nie zaszkodzi (ja tam nie obraziłbym się, gdyby wykrętów rodem z ojczystego labelu było w Mörk nawet więcej). No i warto zwrócić uwagę, że oficynka konsekwentnie trzyma poziom, a nowe placki wychodzą często i regularnie – co wróży jeszcze lepiej na przyszłość. Trzymam kciuki i wracam do słuchania nowego Sienkiewicza (wow!).


Aha, druga rundkę ogłoszeń z Atonal widzieli? Obiecuję, że jak jak lajn-ap będzie kompletny, wysmażę o nim jakąś notkę-przewodnik.

DROBNICA Z MAJA

Zwykły wpis

morkJako się rzekło w poprzedniej notce, czas rzucić uchem na single i EPki z minionego miesiąca. Nie było tego aż tak dużo (bo zasłuchiwałem się w długograjach), dlatego dorzucę jeszcze parę setów. No to siup:


cv313 – Live extracts [ECHOSPACE]

 Wycinki z live’ów Hitchella i Modella z Tokio i Moskwy. Typowe dla produkcji duetu mocno zabudowane szumami i pogłosami tła, miękkie bity, niespieszne tempo. Track z Tokio nieco mocniejszy, przypominający twórczość Hitchella solo w projekcie Intrusion, mi jednak bardziej do gustu przypadł numer z Moskwy: spokojny i kojący, ale dzięki rozbujaniu na radosnej basowej sprężynce, bynajmniej nie senny.


Evigt Mörker – 3 [EVIGT MÖRKER]

 Trzeci wydany samodzielnie placek tajemniczego Szweda, w którym potwierdza on swoją klasę. Brak tu może hiciora na miarę ‚Hogre’ z „jedynki”, numery są też cięższe i bardziej oszczędne, jednak subtelność i dbałość o szczegóły ta sama. Wyróżnia się linkowane ‚Beaivi’ – solidny, motoryczny track z jęczącymi padami i new-age’ową, naiwnie-słodką melodią.


Tissu – Unmanned Vehicle [MÖRK]

 Kapitalny debiut dla Mörk, ciężko się zdecydować co tu podlinkować. Tła i głębia brzmienia rodem z dubtechowych pieczar przyjemnie kontrastują z wokalnymi samplami i cokolwiek house’ową synkopą, wszystko w dość konkretnych tempach, choć wcale się tego nie czuje.


v/a – Berghain 07 pt.I [OSTGUT-TON]

Pierwsza część składaka z premierowymi smaczkami z kapitalnego seta Functiona (darmowy zasys wciąż dostępny >tutaj<). Wyraźnie bardziej kontemplacyjna część zestawu – co w praktyce daje nam cztery eteryczne dj-toolsy do klimatycznych pasaży. W formie Slater, jednak zdecydowanie wybija się track Steve’a Bicknella (w tym roku na Up To Date): cudownie niepokojąca, drażniąca pętelka.


v/a – Berghain 07 pt.II [OSTGUT-TON]

 Druga część składaka, jeszcze mocniej obsadzona. Kolejny kapitalny numer od Bicknella – duszne, „tadeowate” rozwinięcie ‚Odyssey’, do tego DVS z charakterystycznym groovem, stomperek od Inlanda i mocne kwasiwo od Cassegrainów z Tin Manem. Energetyczne uzupełnienie „jedynki”.


Stone Edgde – Edges EP [DYSTOPIAN]

 Przyznam uczciwie, że znudzony nieco miałkim składakiem ‚Soliloquy’ trochę odpuściłem śledzenie Dystopian. Tymczasem opatrzona cyferką dwanaście (niezłe tempo!) epka od Stone Edge przyjemnie mnie zaskoczyła. Cztery wolne, przemiło monotonne pętle perkusyjne z surowym, analogowym brzmieniem, niepozbawionym jednak pewnego ciepełka (przychodzi na myśl Vril). I praktyczne to, i słuchalne.


Rraph – 186F [STRIKT] Akcent patriotyczny, choć sam Rraph już jakiś czas siedzi na emigracji w jakichś zimnych okolicach. Energiczny, melodyjny nieco detroitowy oryginał i godne remiksy: dubtechowo-pompujący od Jedynaka oraz mocny i nerwowy od China. Bonusowo darmowy download pętelki z niezłym drivem, którą wysmażył Venter. Mocny strzał od załogi Strikt, oby tak dalej.


v/a – Workshop 21 [WORKSHOP]

 Śliczny piosenkowy składak. Wrażenie robi szczególnie pierwsza strona: oldschoolowy wolny house z pomiaukującym kobiecym wokalem oraz zaskakująca urocza lo-fi śpiewanka od Tapes. Interesujące, jestem pewien, że niejeden krotochwilny house’owy DJ gdzieś to upchnie pod koniec seta.


Do tego jeszcze cztery seciwa, które ostatnio wpadły mi w ucho:
Ładne, leciutkie granie w lajtowych tempach. Intro z Blade Runnera nieco oklepane, ale potem jest już tylko lepiej: piękne melodie, rozmyte tła i świetny drive, głębia, ale bez mroków. W trackliście m.in. sam Tozzi, Tadeo, Efdemin, Tobias i Mills.
Niesamowicie energetyczne, niegłupie łupanie w Antigone’owym stylu. Kawalkady nieco off-beatowych sztosów w takoż rozsuniętym miksie. Duszne pętelki, miałem ogromną przyjemność słyszeć typa kiedyś w Tresorze – i to jest właśnie takie granie, które tam sprawdza się najlepiej – tu macie tego przedsmak.

Mała prywata – świetny secik Gema dla Deep Impact. Mocno zróżnicowana selekcja, świetny drive i energia, do tego fantastyczny skill. Jeden z najlepszych odsłon serii do tej pory.

A na koniec polecam jeszcze zdecydowanie secik Lakkerów dla Resident Advisor. Co prawda już z czerwca, ale gdybym podlinkował go za dwa-trzy tygodnie, nie byłoby już downloadu. Mocno zróżnicowane pętelki, nieortodyksyjna selekcje i praktycznie zero klasycznych stomperów – baaardzo odświeżająca sprawa.