Rzut uchem – [CLEANING TAPES]

Zwykły wpis

cleaning tapesTym razem na tapecie mała brytyjska oficyna specjalizująca się w wydawaniu odpałów na kasetach. Oczywiście, całą ofertę Cleaning Tapes dorwać można także w formie cyfrowej na Bandcampie, jednak to właśnie nieco archaiczny nośnik stał się jednym z elementów wyróżniających label. Oczywiście – samo medium nie jest już niczym specjalnie oryginalnym – od ładnych paru lat nie dziwi w przypadku wydawnictw ambientowych, noise’owych, czy drone’owych, od pewnego czasu na poczciwej kasecie magnetofonowej można też dostać nowe techno (także polskie, głównie za sprawą Sangoplasmo). Dział dedykowany wydawnictwom na kasetach ma nawet niespecjalnie przecież awangardowy FACT magazine – wydaje się więc, że zjawisko już spowszedniało (na tyle, że pewnie za jakiś rok „powrót kasety” ogłosi na swoim fanpejdżu Polityka [ZOBACZ MEMY]).
O ile w przypadku muzyki mniej – lub bardziej tanecznej wybór kasety wydaje się jednak swego rodzaju ekstrawagancją (i sporym problemem dla DJ-ów – tradycjonalistów, choć przy odrobinie wprawy da się z kaset grać, a nawet nimi skreczować), o tyle sporo dziedzin bardziej „słuchalnej” elektroniki dobrze wypada na analogowych taśmach (z pewnością znajdą się nawet tacy, którzy będą twierdzić, że np. dla ambientu powinny być one domyślnym medium). Ta prawidłowość dotyczy także bardziej introwertycznych, nieparkietowych realizacji house’u i techno – i tak właśnie jest w przypadku oferty Cleaning Tapes.


Niewiele wiadomo o początkach oficyny. Ot, odpaliła on w połowie 2013 w Londynie, w pierwszym rzucie wydając składak ‚Helical Scans’, mający wyraźny charakter przekroju przez interesujące label okolice muzyczne – rozwodnione okolice house’u i techno, z analogowymi brzmieniami, sznytem lo-fi i odwołaniami do estetyki vaporwave (rzućcie okiem np. na okładkę EPki OOBE).
No i jeszcze mała uwaga – pomimo młodego wieku wydawnictwa, jego oferta jest już całkiem bogata i szybko się poszerza. Ograniczę się więc dalej tylko do wyszczególnienia kilku najciekawszych pozycji, tym samym zachęcam do dalszego diggingu na własną rękę, tym bardziej, że w lutym labelek wyraźnie się rozpędził i wypuścił aż trzy EPki.


v/a – Helical Scans [CT001]


Jak to często bywa ze składakami, ‚Helical Scans’ jest nierówne. Pomimo mnogości zgromadzonych artystów, komplicacja utrzymuje spójny klimat i brzmienie – co jednak może nieco nudzić. Z burych plan lo-fi szumów wyróżnia się przede wszystkim rozkosznie zamulony numer Huerco S – mocno rozcieńczone majaczenie na temat brytyjskiego house’u, z cudownie sennymi sampelkami.
Zwraca też uwagę dopieczone brzmienie ‚UKED’ Microbursta, autora jednej z późniejszych pozycji w katalogu Cleaning tapes:

Ciekawostkę stanowi też dziwacznie wesołkowate ‚Ravenz’ autorstwa Dynooo – ożywczy trip na koniec albumu:


 Micro Panda Shall Burst – Earth And Air And Rain [CT02]

Pod tą cokolwiek egzotyczną nazwą kryje się wspólny projekt wspomnianego już Microbursta i My Panda Shall Fly – lankijczyka (tzn. gościa ze Sri-Lanki, też nie wiedziałem), który swego czasu cieszył się skromnym hajpiątkiem za sprawą wydań dla Mooncircle i Sonic Router. Druga pozycja w katalogu Cleaning Tapes to twór mocno eksperymentalny. Miejscami zahaczający o nieznośną pretensję (czyżby nazwa projektu zobowiązywała?), miejscami jednak oferujący beztroskie i wcale zajmujące babranie się w składowych house’u i UK garage.


RoughLung – Untitled [CT06]


Mały albumik duetu RoughLung to zdecydowanie najmocniejsza pozycja w katalogu wytwórni, w największym też stopniu zbliżona do tradcyjnych, parkietowych okolic 4×4. EPka bez tytułu momentami przywodzi na myśl mocne, analogowe techno Karennów, momentami mroczne, indusrialowe dekonstrukcje gatunku z labelu Morphine. Z pewnością jest to pozycja, która aż prosi się o wydanie na winylu.


S.Maharba – Memorial [CT07]


To zaś dla odmiany najlżejsza i najbardziej „ludzka” propozycja wytwórni. Flirtujący gdzie indziej ze smutnym, przymulonym hip-hopem prezentuje EPkę z czterema numerami zlewającymi się w jedną całość. Plamy dźwięków, niebywale wolne tempa, w tle rozciągnięte wokale. W co bardziej cheesy momentach wręcz pianinko. Jako całość chyba nieco łzawe i męczące, choć senny, subtelny numer tytułowy się broni.


OOBE – Stealth [CT09]


Mój osobisty faworyt w katalogu wytwórni. Tytułowy track to epickie szesnaście minut zwolnionej poza granicę rozpoznawalności jakoś-tam-house’owej brei. Potem jest równie fajnie: senne wokale, zamulone, wpadające na siebie linie basu, słodkie, sentymentalne pady… Wszystko brzmi jak spod grubej poduchy, przywodzi też na myśl brzmienie ‚Splazsch’ Actressa, prawdopodobnie też branie ketaminy, muszę jej w końcu spróbować, skoro aura sprzyja.


Dobra, mam nadzieję, że ten subiektywny przegląd zachęcił was do zgłębienia oferty oficynki, może ktoś nawet kupi kasetę. Zerknijcie też na dwie najnowsze pozycje w katalogu: Karmelloz i Mesaka. Fajną zachęcajką może być też dość bogaty profil Cleaning Tapes na chmurce.

letni soundtrack #1

Zwykły wpis

hissok, po haniebnej kilkutygodniowej przerwie czas nadrobić zaległości i podzielić się ostatnimi zajawkami. tak więc, od początku czerwca łupane było:

Venetian Snares – My Love is a Bulldozer

Cudowny pojeb powraca z kolejnym albumem. Luźniej niż na ‚Downfall’, mniej poważnie niż na ‚Albumie Węgierskim’, bardziej eksperymentalnie niż na ‚Detrimentalist’. Obok partii orkiestry – łamane sola jazzowe, trochę gitarek no i największa chyba jak do tej pory dawka jedynych w swoim rodzaju piosenek (tak, tak!) wyśpiewanych wzruszającym wokalem Aarona. Znalazł się nawet love song ze wzruszającym wyznaniem „my dick’s so hard it could break your arm”. Na bardzo szczególne wieczory.


Leon Vynehall – Music for the Uninvented

W ramach letniego chillowania selekcji. Po kapitalnym singielku – ‚Butterflies’ sprawdziłem ten niewielki albumik – i nie zawiodłem się. Cudowne, ciepłe, analogowe brzmienia, świetnie wpasowane wokale i nieprawdopodobny drive. TIP!


Kyoka – Is (Is Superpowered)

Po Atom HD chyba najbardziej rozrywkowa propozycja Raster – Noton w ostatnich latach. Sporo mieszania gatunków i zabawa z wokalem uparcie przywodzącą na myśl albumik Niny Kraviz w wersji glitch. Spod złogów sprzężeń i produkcyjnych brudów wyziera zaskakująco dużo (jak na produkcję z labelu Nicolaia) bujającej melodii. She’s so stiff, she’s funky.


Maxim Wolzyn – Intercity Express

Niby sztampowe dubtechno, bez fajerwerków, ale przykuwa uwagę. Długi, gęsty, spokojny albumik. Momentami rozpędzą się hi – haty nadając całości jakiejkolwiek zwiewności i dynamiki, ale jednak większość czasu to po prostu gęsta, lejąca się techdubowa smoła, której nigdzie się nie spieszy. Plus remiks od Deadbeata i kapitalny, wieńczący całość ‚Time To’ ze strzępkami męskiego wokalu (btw – jeżeli wydaje się wam, że brakuje wam śpiewania w dubtechno, sprawdźcie nowego Yagyę – gwarantuję przytkanie uszu sacharozą po kwadransie).


Cassegrain – Blood Distributed as Pure Colour EP

Kapitalna EPka potwierdzająca po raz kolejny klasę i wszechstronność duetu z Prologue. Dwie mocne, perkusyjne, transowe pętelki plus lżejsze outro. Gęsto, mrocznie i rozkosznie monotonnie, w tle wycia i zawodzenia, klimaty rodem z ‚Shaman’s Paths’ Sabatiniego. Zacznijcie inkantacje!


Hiss: 1292 – Aetherius Society EP

Pod tym tajemniczym aliasem i za równie enigmatycznymi tytułami tracków kryje się związany blisko z francuskim Dement3d Francois X wraz z kolegą Opuswerkiem. Na ich jedynej EPce znajdują się trzy stonowane, świetnie wyważone klimatyczne ambient – techno numerki z naprawdę niepokojącymi tłami i dopieszczonym brzmieniem.


Eomac – Monad XVII

Łomak, to łomak – nie zawodzi. Choć dwa dalsze numery z EPki sprawiają nieco wrażenie zapychaczy, to pierwsza strona wgniata w sposób charakterystyczny dla genialnego Irlandczyka – brud, ciężar, ale i sporo podniosłej melodii.


Martyn – Forgiveness EP 

I znowu raczej letnia propozycja – przykuwa uwagę przede wszystkim adekwatnie zatytułowana tkliwa „Gra szklanych paciorków” – owoc współpracy dwóch naczelnych lajtowiczów pogranicza UK Garage i house’u (Martynowi towarzyszy Four Tet), a zarazem dowód, że Ninja Tune wciąż od czasu wypuści coś interesującego.


Function & Inland – Odeon / Rhyl EP

Chyba najbardziej obiecująca kolaboracja ostatnich miesięcy. Function i Inland biorą na warsztat numer Photka z ‚Solaris’ i zmieniają go w leciutką, analogowo ciepłą chmurkę. Flipside równie intrygujący, brzmienie i klimat rodem z ‚Amber’ wujciów Autechre.


 Metasplice – Vertia

(wiecie jak osadzić player Juno – dajcie znać. ja nie wiem, więc odsłuch pod linkiem)

Przeokrutne, bezkompromisowe drone-techno rycie zwojów. Duet wydaje dla Morphine (m.in Morphosis) i specjalizuje się w rozszerzaniu klasycznego 4×4 o piski i zgrzyty rodem z noise’u, zachowując jednak tempa i klimat charakterystyczne dla dzisiejszych techenek.


 

Inigo Kennedy – Lullaby / Petrichor

Bez bicia przyznaję, że cały album oscyluje u mnie jednak w okolicach [meh]. Szczęśliwie dwa najciekawsze tracki, bardzo typowe dla Inigo – melodyjne, podniosłe i złożone, doczekały się osobnego wydania.


 

Benny Rodrigues – The Choice is Mine

Na koniec singiel – morderca. Oryginał to wysokoenergetyczne, oldskulowe acid techno – ale to remiks Ryżego do nawałnicy kwaśnych igiełek dodaje ciężarku, głębi. No i te nieprawdopodobne (nieco efekciarskie?) wejście basu po breakdownie… Parkietowa rzecz.

rzut uchem – [Candela Rising]

Zwykły wpis

candela002

Candela Rising to względnie nowy (założony w 2012, do tej pory 4 wydawnictwa) labelik z Londynu specjalizujący się w tłoczeniu eksperymentalnego, hałaśliwego techno. Jego założycielem jest Billy Allen, sam klejący całkiem przyjemne sety (dla The Lab, czy Our Land). Warto podkreślić, że oficynka wyznaję zasadę vinyl-only. Bodźcem do powstania wydawnictwa była znajomość jego szefa ze wspominanym kilka notek niżej Mørbeckiem, nic więc dziwnego, że opatrzona kodem [CAN001] została właśnie EPka szatana z Vault Series:


Pierwsza w katalogu Candeli EPka „Magneto” zgodnie z ustaleniami Allena i Mørbecka miała wyraźnie odróżniać się się od numerów, które ten drugi wydawał dla [Vault Series]. Takoż, stanowiąc w istocie jego pierwsze wydawnictwo poza VS ([Code is Law] zostało założone nieco później) zebrane na epce cztery numery wyraźnie odróżniają się od wcześniejszych dokonań Mørbecka lekkością i atmosferą. Najciekawszy jest linkowany klimatyczny ‚Morbius’, warto jednak też zwrócić uwagę na zamykający zbiór remiks ‚Mystique’ autorstwa Jeroena Searcha – uzyskane tam unikalne połączenie brudu i hałasu z pewną dawką przyczajonej melodii stanie się bowiem znakiem rozpoznawczym brytyjskiego labelu.


Obrany kurs wyraźnie potwierdza kapitalne „Coal Bath” – numery irlandzkiego duetu idealnie wpisują się w formułę brud+łamańce+szczypta emocjonalnych melodyjek. Tytułowy numer to charakterystyczna dla twórczości Lakkerów  kawalkada połamanych rytmów uzyskanych za pomocą dopieszczonych brzmień warstw perkusjonaliów, całość utrzymana w nietypowych tempach. Prawdziwą perełką jest jednak linkowany remiks Skirta – sporo wolniejszy i wyczyszczony, wydobywający dzięki temu ładunek emocjonalny produkcji. Warto też przysłuchać się ‚Rsspstp’ – zalegające w nim złogi noise’u mogą stanowić niezłe preludium do następnego wydawnictwa Candeli. Placek od Lakkerów jest też pierwszym wydawnictwem Candeli opatrzonym charakterystyczną grafiką w stylu „Joan Miró na kwasie”.


Trzecie z kolei wydawnictwo londyńskiego labelu – EPka o wdzięcznym tytule „Your Filthy Filter Fathered a Foul Frequency” to jego zdecydowanie najbardziej radykalna propozycja. Paul Birken – specjalista od hałaśliwego, noise’owego hard techno (distortion techno?) z wydawnictwami m.in dla [Mord] czy [Tone Wrecker] zaprezentował trzy wściekle połamana, brudne numery na pograniczu techno, hardtechno, noise’u i breaków. Takie ‚ Mal Prakktice’ balansuje na granicy między beztroskim wygłupem a beką z brostepu, reszcie numerów też nie brakuje czystej radochy z hałasowania. Nieco porządku w tym, skądinąd kapitalnym, zestawie zapewnia tylko remiks autorstwa Clouds (tych od ‚Ghost System Rave’, nie mylić z milutkim fińskim duetem wydającym dla Deep Medi Musik). Ich wersja ‚Howler’ utrzymana jest w idealnej równowadze między hałasem i wygarem, a skupieniem i dyscypliną – całość okraszona dyskretną melodią i paroma efekciarskimi samplami. Sztos!


Ostatnie wydawnictwo Candeli nie doczekało się jeszcze pełnych wersji na Tubce (choć zostało wypuszczone w lutym), ale warto przysłuchać się chociażby tym trzydziestosekundowym samplom. ‚Origin and Destination’ Eomaca to kolejny przykład niewątpliwego talentu irlandzkiego producenta (i kolejny powód by zacierać rączki w oczekiwaniu na jego majowy album – jest już preview). Najcięższy ‚Chob’ to zwał gruboziarnistego łojenia, nieco chyba przyciężkawy jak dla mnie. Znacznie lepiej wchodzi wolniejszy, melodyjny ‚ The Cure’, jednak prawdziwym skarbem jest drugi numer na stronie B – oparty na charakterystycznie ‚eomacowej’ rzewnej melodyjce ‚Tribs’. Większą część tego cudeńka o anthemowym rozmachu można było usłyszeć we wspominanym już przeze mnie podcaście dla KilleKill (>hop<, od trzydziestej trzeciej minuty). Przede wszystkim dzięki charakterystycznej melodyjce numer brzmi nieco jak gdyby najlepszym monetom ‚Hinterland’ Recondite’a wyrosły jaja, to jednak zdecydowanie klasa wyżej. (Czy moje propsowanie Eomaca nie robi się nudne? Obiecuję przestać. Ale dopiero po LP.)


Candela Rising niestety wydaje stosunkowo rzadko (cztery wydawnistwa w dwa i pół roku – k’mon!), ale ilość zdecydowanie rekompensuje jakością wydawnictw, a przede wszystkim – ich oryginalnością i już wypracowanym unikalnym brzmieniem. Dla miłośników ciężkiego, ale nie ociężałego, hałaśliwego, połamanego techno z duszą – instant buy za każdym razem.

 

ΑΝΑΣΤΕΝΑΡΙΑ – muzyka do spacerów po ogniu w remiksach Vatican Shadow i Swansona

Zwykły wpis

Image

‚Anastenaria’  to praktykowany w Grecji i Bułgarii tradycyjny rytuał przejścia po rozżarzonych węglach. Obrzędowi towarzyszy mocno transowa muzyka, która dzięki pracy etnomuzykologów doczekała się rejestracji – m.in w 1979 w wiosce Aghia Eleni. To nagranie z kolei w 2008 zostaje wydane przez Editions Zero – odłam greckiej oficyny Absurd w limitowanej edycji dwustu płyt CD [->discogs] (dobra, nie wnikam jaki sens mają edycje limitowane w przypadku wydań na cedeczku).Więcej o tym wydaniu + fragmenty recenzji -> tutaj.

 

Naprawdę ciekawie zaczyna się jednak robić dopiero przy okazji tegorocznej reedycji ‚Anastenarii’ (opatrzonej podtytułem ‚Music of the Fire Walkers’). Eleganckie wydanie winylowe ujrzało światło dzienne za sprawą efemerycznego labelu o prowokacyjnej nazwie ‚Kemal’ (pierwszy ich riliz), i oprócz oryginalnych dziesięciu ścieżek wytłoczonych na pierwszym krążku przynosi dwie bomby na stronach C i D – remiksy Pete’a Swansona i Vatican Shadow. Pierwszy remiks to porcja hałasu raczej dla wielbicieli Pete’a, rzecz mocno w jego stylu, za to wersja Dominika to prawdziwa perełka, najbardziej chyba na myśl przywodząca jego dokonania spod szyldu Rainforest Spiritual Enslavement.

Sprawdźcie to:

(jak chodzi o samą ideę oczywistym skojarzeniem jest chociażby ‚Wireless’ T++ [pyk], no, jednak mimo wszystko to chyba nie ten poziom. niemniej, fajnie czasem sobie przypomnieć, jak ciekawie można pogrywać sobie z tradycją bez jej donatanyzacji)