Zamułki na zimę

Zwykły wpis

Zgodnie z obietnicą, kilka smaczków z listopada i grudnia:

Shaded Explorer – Between the Blue [SILENT SEASON]


Absolutna perełka której nie mogło tu zabraknąć. Zwiewne ambienciwa z cudownymi brzmieniami, od czasu do czasu doprawione cykającym gdzieś w oddali lekkim techenkiem. VFTL meet Segue and they fuck like bunnies. Obok właśnie ‚Pacifici” moja ulubiona rzecz z oferty Silent Season.


Theo Parrish – American Intelligence [SOUND SIGNATURE]


Fantastyczne, dopieszczone w pełnym calu dzieło. Zero sampli, wszystko nagrywane przez samego Parrisha i wspomagających go muzyków. Na żenująco drogą LP (45jurków) trafiła tylko bardziej imprezowa część numerów, tymczasem równie dobre są tu niekończące się outra i rozwleczone skity. Leniwe, gęste, nigdzie się nie spieszące house’owe jamy.


Acronym – Yggdrasil EP [SEMANTICA]


Mocna rzecz. Cztery porcyjki konkretnego, mrocznego techno o przeznaczeniu zdecydowanie dj-tool-owym. Dopieszczone brzmienia, sporo oddechu i lekkości, pomimo solidnie wyłupanej konstrukcji. Wyróżnia się zwiewny, klimatyczny ‚Jotunheim’.  W kategorii parkietowej obok Aikena najlepsze ostatnio wydawnictwo od Semantici.


Vladislav Delay – Visa [RIPATTI]


Gęste, świdrujące, ale zaskakująco przystępne dronoambienciwa. Geniusz Fina jak zwykle tkwi w szczegółach – subtelnych zmianach tonu i zakłóceniach w ‚Visaton’, zaskakujących brzmieniach w ‚Viaton’, czy zwiewności ‚Viimeinen’. Gruba kołderka analogowych szumów w sam raz na zimową hibernację.


Lorenzo Senni – Superimpositions [BOOMKAT EDITIONS]


Album równie trollerski jak pomysł wybrania go przez pewien wpływowy fanpejdż o techno na płytę roku. Niewątpliwie jednak jest to ciekawostka – dopieszczone oldskulowe brzmienia, ciekawe konstrukcje – i ciągłe poczucie, że tuż za rogiem czai się w końcu jakiś bit. Oczywiście – nie czai się – ‚Superimpositions’ to ciągły build-up, niekończąca się gra wstępna – przyjemna, ale czy satysfakcjonująca?


Arcing Seas – Converging Prey [OUR CIRCULA SOUND]


Kolejna porcja niebanalnego, śmiałego techno od tajemniczego duetu. Zabawy z tempem, zaskakujące konstrukcje i brzmienia – świeżość!Czekam, aż Sigha wyda im album…


Positive Centre – In Silent Series [OUR CIRCULA SOUND]


Kolejna świetna rzecz z labelu Sighi. Gęsta, soniczna glina. Duszno i mrocznie, tempa – do czego Positve Centre już przyzwyczaili – też niekoniecznie parkietowe. Bardzo niepokojący, dopracowany album.


Relay – Untitled 1-3 [OUR CIRCULA SOUND]


No i do trzech razy sztuka, kolejna perełka z OCS. Shifted wskrzesza swój stary alias i jako Relay wydaje trzy hipnotyczne, przybrudzone analogowymi szumami pętelki.


Cassegrain – Centres of Distraction [PROLOGUE]


Nie jest to albumik łatwy w obejściu, w dodatku znacznie łagodniejszy i mniej parkietowy niż singlowe produkcje duetu. Niemniej, specjalności obu panów – niepokojących, wżerających się w głowę wykręconych brzmień tu nie brakuje. Całość spójna, parę bangierowych momentów, ale nie przytłaczają one reszty LP.


v/a – Berlin – Paris 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]


Reclaim Your City startuje z labelem. Na pierwszy ogień spotkanie producentów z Paryża i Berlina. Stolicę Niemiec reprezentuje Blind Observatory z odjechaną rozmarzoną dubtechniawką i Subjected z nieco topornym, dehnertowskim bangierkiem. Po drugiej stronie interesujący łamaniec z niepodrabialnym drivem od Zadiga i niepokojące, dopieszczone cudeńko od niezawodnego Antigone’a. 1:0 dla Paryża.

Reklamy

letni soundtrack #1

Zwykły wpis

hissok, po haniebnej kilkutygodniowej przerwie czas nadrobić zaległości i podzielić się ostatnimi zajawkami. tak więc, od początku czerwca łupane było:

Venetian Snares – My Love is a Bulldozer

Cudowny pojeb powraca z kolejnym albumem. Luźniej niż na ‚Downfall’, mniej poważnie niż na ‚Albumie Węgierskim’, bardziej eksperymentalnie niż na ‚Detrimentalist’. Obok partii orkiestry – łamane sola jazzowe, trochę gitarek no i największa chyba jak do tej pory dawka jedynych w swoim rodzaju piosenek (tak, tak!) wyśpiewanych wzruszającym wokalem Aarona. Znalazł się nawet love song ze wzruszającym wyznaniem „my dick’s so hard it could break your arm”. Na bardzo szczególne wieczory.


Leon Vynehall – Music for the Uninvented

W ramach letniego chillowania selekcji. Po kapitalnym singielku – ‚Butterflies’ sprawdziłem ten niewielki albumik – i nie zawiodłem się. Cudowne, ciepłe, analogowe brzmienia, świetnie wpasowane wokale i nieprawdopodobny drive. TIP!


Kyoka – Is (Is Superpowered)

Po Atom HD chyba najbardziej rozrywkowa propozycja Raster – Noton w ostatnich latach. Sporo mieszania gatunków i zabawa z wokalem uparcie przywodzącą na myśl albumik Niny Kraviz w wersji glitch. Spod złogów sprzężeń i produkcyjnych brudów wyziera zaskakująco dużo (jak na produkcję z labelu Nicolaia) bujającej melodii. She’s so stiff, she’s funky.


Maxim Wolzyn – Intercity Express

Niby sztampowe dubtechno, bez fajerwerków, ale przykuwa uwagę. Długi, gęsty, spokojny albumik. Momentami rozpędzą się hi – haty nadając całości jakiejkolwiek zwiewności i dynamiki, ale jednak większość czasu to po prostu gęsta, lejąca się techdubowa smoła, której nigdzie się nie spieszy. Plus remiks od Deadbeata i kapitalny, wieńczący całość ‚Time To’ ze strzępkami męskiego wokalu (btw – jeżeli wydaje się wam, że brakuje wam śpiewania w dubtechno, sprawdźcie nowego Yagyę – gwarantuję przytkanie uszu sacharozą po kwadransie).


Cassegrain – Blood Distributed as Pure Colour EP

Kapitalna EPka potwierdzająca po raz kolejny klasę i wszechstronność duetu z Prologue. Dwie mocne, perkusyjne, transowe pętelki plus lżejsze outro. Gęsto, mrocznie i rozkosznie monotonnie, w tle wycia i zawodzenia, klimaty rodem z ‚Shaman’s Paths’ Sabatiniego. Zacznijcie inkantacje!


Hiss: 1292 – Aetherius Society EP

Pod tym tajemniczym aliasem i za równie enigmatycznymi tytułami tracków kryje się związany blisko z francuskim Dement3d Francois X wraz z kolegą Opuswerkiem. Na ich jedynej EPce znajdują się trzy stonowane, świetnie wyważone klimatyczne ambient – techno numerki z naprawdę niepokojącymi tłami i dopieszczonym brzmieniem.


Eomac – Monad XVII

Łomak, to łomak – nie zawodzi. Choć dwa dalsze numery z EPki sprawiają nieco wrażenie zapychaczy, to pierwsza strona wgniata w sposób charakterystyczny dla genialnego Irlandczyka – brud, ciężar, ale i sporo podniosłej melodii.


Martyn – Forgiveness EP 

I znowu raczej letnia propozycja – przykuwa uwagę przede wszystkim adekwatnie zatytułowana tkliwa „Gra szklanych paciorków” – owoc współpracy dwóch naczelnych lajtowiczów pogranicza UK Garage i house’u (Martynowi towarzyszy Four Tet), a zarazem dowód, że Ninja Tune wciąż od czasu wypuści coś interesującego.


Function & Inland – Odeon / Rhyl EP

Chyba najbardziej obiecująca kolaboracja ostatnich miesięcy. Function i Inland biorą na warsztat numer Photka z ‚Solaris’ i zmieniają go w leciutką, analogowo ciepłą chmurkę. Flipside równie intrygujący, brzmienie i klimat rodem z ‚Amber’ wujciów Autechre.


 Metasplice – Vertia

(wiecie jak osadzić player Juno – dajcie znać. ja nie wiem, więc odsłuch pod linkiem)

Przeokrutne, bezkompromisowe drone-techno rycie zwojów. Duet wydaje dla Morphine (m.in Morphosis) i specjalizuje się w rozszerzaniu klasycznego 4×4 o piski i zgrzyty rodem z noise’u, zachowując jednak tempa i klimat charakterystyczne dla dzisiejszych techenek.


 

Inigo Kennedy – Lullaby / Petrichor

Bez bicia przyznaję, że cały album oscyluje u mnie jednak w okolicach [meh]. Szczęśliwie dwa najciekawsze tracki, bardzo typowe dla Inigo – melodyjne, podniosłe i złożone, doczekały się osobnego wydania.


 

Benny Rodrigues – The Choice is Mine

Na koniec singiel – morderca. Oryginał to wysokoenergetyczne, oldskulowe acid techno – ale to remiks Ryżego do nawałnicy kwaśnych igiełek dodaje ciężarku, głębi. No i te nieprawdopodobne (nieco efekciarskie?) wejście basu po breakdownie… Parkietowa rzecz.