wakacje z duchami

Zwykły wpis

980xObijałem się całe lato. Obijałem się na Atonalu. Nie pojechałem na Taurona słuchać jak Robag gra Moderata. Niewiele słuchałem, więcej czytałem i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Coś tam jednak w ucho wpadło. Wakacyjna lista od czapy, zero świeżynek, sporo oczywistości, nie dowiecie się nawet czym jest pagan gospel.

Serpent with feet – Blisters [TRIANGLE]
Chyba największe zaskoczenie w wakacyjnej playliście. Jeżeli koleżka nazywa się Josiah Wise, a i tak odczuwa potrzebę wymyślania sobie efekciarskiej ksywy (czy wręcz całej sceny – „pagan gospel”, jak dla mnie to soul / r’n’b, ale co ja tam wiem) to może sugerować to ciężki przypadek raczyska kreatywności. Ale dość już o wrocławskim raperze-publicyście, Serpent to ciary na plecach, nieheteronormatywny sopranik, lovesongi o kochanku z depresją i ocean emocji bez kropli sacharozy. W produkcji maczał paluchy Haxan Cloak , co słychać wyraźnie w monumentalnych partiach instrumentalnych, dawkowanych na szczęście oszczędniej niż na również produkowanym przy udziale Haxana ostatnim albumie Bjork.


Segue – Over the mountains [SILENT SEASON

Nie jest to niestety aż tak dobre jak ‚Pacifica’, ale zachowuje ducha i brzmienie tego genialnego krążka. Ciepłe, organiczne dub/ambient techenko.Brzmienie niepodrabialne, ale biologiczna samploza zbliża się momentami niebezpiecznie blisko kiczu (te zapętlone nawoływania ptasząt…).


Hieroglyphic Being – The Discos of Imhotep [TECHNICOLOUR]

Najpewniej najjaśniejszy punkt tegorocznego tarłona, nie wiem, nie było mnie, ptaszkowi tak przy studni ćwierkają. Dziewięć pojebanych kwasowych jamów, czapki z głów jeśli ktoś to będzie miksował. Analogowe brudy, kwadratowe basy i niby-nieporadne melodyjki. Miód.


Taylor Deupree – Untitled [VALENCE]

Jak tytan z 12k bierze się za techenka to wiadomo, że będzie ciekawie. Tracki ze strony pierwszej to eksperymenty z konwencją, przesunięcia fazowe, surowe brzmienia, coś jak „techno” eksperymenty z Pommasl czy Raster-Notonów, zanim się wszyscy znudzili. Czyli tracki z cyklu b2b z nielubianym kolegą. Na drugiej stronie odpuszczamy sobie artyzm i dostajemy ściśle funkcjonalne remiksy – wygar od RODa i prześliczny, subtelny numer Marco Shuttle’a: eteryczna melodyjka w służbie perfeksyjneego drajwu, ‚Dawning’ samo przychodzi do głowy…


Marco Shuttle – Flauto Synthetico [SPAZIO DISPONIBLE

… a jeżeli już o nim mowa (tj. o Marku Promie, nie o klasyku Dettmanna i Klocka) to nie sposób pominąć trzeciego wydawnctwa z labelu Voices From The Lake. Trzeci strzał, trzeci trup („dwójkę” Dozzy’ego tylko wspomniałem w zapowiedziach, sorry Donek). Numerki z absolutną wyjebką na parkietowe standardy (no, może poza A2), za o pełne pomysłów, nieoczywistego drajwu i oczywiście – melodii, znaku rozpoznawczego Marco.


Norin -Reflekterar [POSH ISOLATION]

Nie wiem jak się to stało, że nie było tu jeszcze traków z wyniosłej izolacji, ale już jest. Śliczna, eteryczna EPka od Norina – długie, gęste, hipnotyczne tracki. Leśne techno nocą.


Daniel Avery – Sensation / Clear [PHANTASY SOUND]

Efektowna dwójka (pun intended) z remiksami od największych. Żaden nie zawodzi, próbka stylu. Wybieram igiełki od Rrosa, o Abdulli popiszę następnym razem bo wyszedł świetny składak od NE i jeszcze go odsłuchuję.


To skąd wiem, że świetny? Ano, dlatego


Oloo DB – Central Line [Oloo:Rec]

Na koniec świeżynka. Właśiwie self-release, cztery wysoce funkcjonalne, długie, wkręcające build-upowe narzędzia. Brzmienie kojarzy mi się z najlepszymi momentami Vrilowego ‚Torusa’, podobnie przenikający całość narkotyczny drajw. Stonowana pompka dla kumatych


Na koniec, zamiast zwyczajowego seta – improwizowany kwaśny dżemik. A o Sarathym Korwarze jeszcze będzie.


No i to by było na tyle. Coś tam na pewno pominąłem (np nowego Sienkiewicza i Wolskiego), będzie. Nowy Mala bez szału. Acha, wiem, że jest nowy LP Acronyma. Przesłuch w trakcie

 

MIESIĄC MIAŻDŻONEGO OWADZIEGO TRUCHŁA

Zwykły wpis

modanaurode-barwnik-koszenila-e120-1Sporo tego nie było – w czerwcu zamiast solidnego diggignu uskuteczniałem uturystycznianie się na przemian ze zgłębianiem lajnapu Atonalu (obiecuję notkę) i haniebnie zaniedbanej dyskografii Coil. Album Cio D’Or wychodził już od kwietnia, więc kiedy pod koniec czerwca w końcu dało się go usłyszeć w pełnej krasie, to trochę się zagapiłem, będzie słuchane w lipcu w końcu to taka słoneczna nuta, hue. Niemniej, cosik się tam uzbierało, w tym kilka perełek, więc bez zbędnych dywagacji:

Jacek Sienkiewicz – Drifting [RECOGNITION]

Na początek strzał od Kapitana Oczywistego . ‚Drifting’ to jak do tej pory jedno z najlepszych wydawnictw tego roku, eksperymentalne odpały Sienkiewicza (współpraca z Loderbauerem, Przeździeckim, czy Atomem) świetnie służą także jego klubowemu wcieleniu – długograj dla Recognition jest właśnie taki jak sugeruje jego tytuł: po prostu bez zbędnego wysiłku płynie. Track tytułowy linkuję z obowiązku (a także dla klimatycznego klipu), oprócz niego ogromne wrażenie robią jeszcze Vagrant Blues i wielki nieobecny edycji winylowej: No Matter What – dziesięć minut drobiazgowego cyzelowania szczegółów w monstrualnym, pozbawionym rozładowania build-upie. Są momenty, w których zazdroszczę traktorzystom, ten numer to wymarzone narzędzie

Przy okazji sprawdźcie dwa nowe wywiady z Sienkiewiczem: dla magazynu M/I (na papierze) i audycji Wymiana Tlenu na Stacji Mir na (cyfrowych) falach Radiofonii – <cyk>.


Vilod – Safe in Harbour [PERLON]

Pozostajemy w eksperymentalnych okolicach. Wspominany wyżej Loderbauer współpracował z Villalobosem przy placku dla Honest Jon’s, i – przede wszystkim – przy wspólnej reinterpetacji zbiorów niemieckiego ECM. Ten ostatni projekt mnie, dyplomatycznie rzecz ujmując, nie porwał, wrażeniu nie pomógł nawet unsoundowy występ panów w kościele Św Katarzyny. To właśnie jazzowe wpływy decydują o brzmieniu ich nowego wspólnego projektu Vilod, ale tym razem zamiast stężonej nudy otrzymujemy piękny, pełen niuansów album. Wyluzowane jazzujące wariacje plenią się swobodnie na oszczędnym rytmicznym rusztowaniu skleconym bez żadnych wątpliwości przez Ricardo, album nabiera dzięki nim charakterystycznego bezczasowego flow, przywodząc na myśl rozkoszną wyjebkę kontrowersyjnego „fryzjera„.


Eduardo de la Calle – Distance EP [ASKANCE DISKS]

Dobra, może i Uliczny Edek to rozpoznawalny po jednej nutce one-trick-pony, ale ja to kupuję. Jest jak zwykle: miękkie pacnięcia perkusjonaliów, chrumkania, analogowe ciepełko, garść prostych efektów i melodyjek. Na lato styknie.


Allesandro Cortini – Sonno [HOSPITAL PRODUCTIONS]

W ramach doszkalania się przed Atonalem (jak wrzucą pełen line-up obiecuję notkę). Cortini to koleżka z NIN, który od jakiegoś czasu wydaje też solowo (także jako Skarn – sprawdźcie ubiegłoroczną EPkę dla Avian). Ubiegłoroczne ‚Sonno’ to przecudowny, nastrojowy trip. Subtelne dronowe mazy, lekko rdzewiejące na krawędziach i to tyle z tego industrialu. Świetny nocny album nieco po linii Coil.


Rrose – For Aquantice [EAUX]

Wiadomo, Rrose poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tym razem chyba nieco bardziej imprezowo – poza ‚Levitate’, typowym intrem, dwa pozostałe numerki to niegłupie, energiczne toole: monumentalne ‚Vellum’ i wiercące ‚Signs’ z intrygującym outrem. Przy okazji – łapcie dość wnikliwy wywiad z Rrosem dla Eliptik.


Korridor – Taotast [NORTHERN ELECTRONICS]

Chyba w końcu przekonuję się do tego gościa. Po imho nieco generycznych rzeczach dla Hypnus, Szwed w końcu pokazuje pazurki. Wspaniały, rozbudowany trip: chaszcze perkusjonaliów, tchnienie padów i charakterystyczny chłodek, momentami nieco Tadeo-wate muśnięcia. Must buy.


Trevino – Eclipce [KLOCKWORKS]

Instant classic, aż szkoda kupować, bo zanim zamelduje się listonosz, wszyscy będą go już grali od miesiąca, do końca roku tytułowy track będzie zajechany jak, nie przymierzając – ‚Never grow old’ w zeszłe lato. Niemniej – to kawał przyzwoitego, funkcjonalnego łupanka – z nieco jungle’ującą perką, słodką melodyjką, charakterystycznym mruczeniem sprężonego basu a przede wszystkim – świetnym drivem. Rzućcie też uchem na trzeci track – rozmarzony, przestrzenny setodomykacz.


Shed – Constant Power [THE FINAL EXPERIMENT XX3]

Shed ciągle w formie. Unikalne połączenie brudu i lekkości. Sprężenia, które nie męczą, pady, które nie usypiają. Te cztery traczki najbardziej przypominają numery wydane przez Pavlovitza pod szyldem The Traveller, czy co mocniejsze momenty z ‚Shedding the past’. Bengiery z duszą.


Na koniec, tradycyjnie, secik:

Shaded jest już tu regularnym gościem. Tym razem podrzucam prześliczny wyjątkowo łagodny secisz dla Deep Electronics – trochę własnych produkcji z ‚Rainfall’ na czele, cenne przypomnienie nieco pomijanych tracków Dozzy’ego z Anną Caragnano, generalnie – śliczności, jak zwykle. Sprawdzajcie koleżkę regularnie, ptaszki przy studni ćwierkają, że jesienią zawita do Polski…

lato / jesień 2014

Zwykły wpis

lapianaok, wyjątkowe lenistwo, a w konsekwencji – przestój ostatnio tu zapanował. aby jakoś nadgonić z relacjonowaniem odsłuchów i za parę dni wysmażyć nieco dłuższego posta z odkryciami listopodowo – grudniowymi wypadałoby napisać choć parę słów o zajaweczkach z cieplejszych miesięcy. jako że lenistwo sprzyja jednocześnie niezrównanej inwencji w wymyślaniu własnych usprawiedliwień (to moja ulubiona odmiana kreatywności, którą bardziej ogarnięci nazwą pewnie „wygodnictwem”, czy „szukaniem wymówek”) – oto koncept którym wytłumaczę się z haniebnej zdawkowości niniejszego posta: paromiesięczny przestój pozwolił mi posłuchać wielu rzeczy z dystansem, a zatem w niniejszym zestawieniu znajdują się tjuny, które z całą pewnością po sierpniowych, wrześniowych i październikowych eksploracjach już mi się uleżały i pewnie ze mną zostaną. czy coś.
a zatem, grane było (kolejność dowolna) :

  1. Max_M / Fabrizio Lapiana – 1002 [M_REC]
    Wyważone, subtelne techno-klikania z niezawodnego [M_REC]. Kapitalny, mocno przywodzący na myśl tjuny Tadeo z EPki „Container of Contradictions” (o której parę słów w zestawieniu kwietniowym) podzwaniający track od Max_M – właściciela wytwórni, z drugiej strony – nad wyraz łagodna, wręcz sentymentalna piosnka od Włocha.


  2. Teste / Edit Select – The Wipe / Ascend [EDIT-SELECT RECORDS]
    Tegoroczny rework klasycznego „The Wipe” (oryginalnie wydanego w 1992) to dla mnie jeden ze słonecznych, wakacyjnych hitów. No – nie całkiem. Kłębiące się na oszczędnie wyłupanym rusztowaniu bulgocące, stężone kwasiwo. Brzmi jak nieco odchudzony Rrose, który zresztą też zmajstrował dla wytwórni Edit-Selecta elegancki remiks „The Wipe”. Pierwszy raz usłyszane w secie Koppa w Tresorze… – no tak, to zdecydowanie nie jest numer na mały soundsystem.


  3. In Aeternam Vale – Jealous God 05 [JEALOUS GOD]
    Klasyczny francuski skład to dla mnie jedno z odkryć tegorocznego Atonala. Tu w wydaniu nieco mocniejszym, by nie rzec – wałkowatym, czyli w obowiązującej ostatnio estetyce. Jednak energetyczny live grubaska w imponującej hali berlińskiego Kraftwerk nie pozostawia wątpliwości, że to tak naprawdę radosna, a wręcz taneczna nuta. Dlatego też, by oddać jej sprawiedliwość, od razu następny riliz:
  4. In Aeternam Vale – Gnd lift [MINIMAL WAVE]
    Sorry za jakość, ale numer wyszedł dopiero niedawno i nie ma jeszcze sensownego ripa na Tubce. Czy tylko ja słyszę w samplu „Czy może Niemiec? – Nie wiesz kto to” ?


  5. Abdulla Rashim – Unanimity [NORTHERN ELECTRONICS]
    Kapitalny, chyba mocno niedoceniany albumik dla równie interesującego szwedzkiego labelu. Podobnie jak na wielbionym przeze mnie „Crossed Paths” Shifteda – tu nie ma przebojowych melodii i hiciorków na single. Kawał gęstej smoły, hipnotyzujące dj-toolsowe pętelki. Proporcja rozwodnionych ambienciw do mięcha – idealna (czego niestety nie sposób było powiedzieć o nudnym jak flaki z olejem występie Abdulli na Atonalu…)


  6. Błażej Malinowski – Dual Reality [PHORMA]
    Wiadomo, Błażej to polski Rrose, każdy kto słyszał jego genialny live to powierdzi. Tu w nieco lżejszej (hard?)dubtechno odsłonie, w kapitalnej Phormie (da-bum-tss!)


  7. v/a – Taapion 002 [TAAPION RECORDS]
    Fantastyczna, zróżnicowana kompilacja dla obiecującego Taapion Records. O świetnej formie Francuzów zaświadcza przede wszystkim pierwszy numer – nieoczywisty łamaniec od genialnego Antigone’a. Drugą perełką jest numer od współwłaścicieli wytwórni – subtelna, melodyjna mgiełka. Przy okazji – koniecznie zwróćcie uwagę na Shlømo, ten gość ma niesamowity zmysł do melodii i nie wydaje słabych rzeczy:

    A skoro już przy nim jesteśmy…


  8. Shlømo – Rechaïm EP [BRIGHT SOUNDS]
    Cudowne cztery numerki z francusko-niemieckiej oficynki. Strona „A” nieco lżejsza, senne odrealnione numerki, dwa kolejne nieci gęstsze z charakterystycznymi kwaśnymi perkusjonaliami. Wszystkie to małe, świetnie zrównoważone perełki, na czele z linkowanym „Grounden Queen” – ciekawie złożonym trackiem-opowieścią o niebanalnym potencjale parkietowym.


  9. Fango – Tei [DEGUSTIBUS MUSIC]
    Haniebnie późno odsłuchany przeze mnie fantastyczny riliz tajemniczego Peruwiańczyka. Mocno perkusyjne, świetny groove i efektowne sample. Zdecydowanie taneczna, ale i niepozbawiona klimatu rzeczy przywodzące na myśl techno z Wysp.


    Ok, to by było na tyle jeśli chodzi o krótkie podsumowanko. Na dniach obiecuję napisać nieco więcej o rzeczach, które działy się pod koniec roku, spokojnie – nie zabraknie boskiego albumu Shaded Explorera.
    A tymczasem – ku przestrodze i poniekąd w temacie – dwa zajmujące artykuły o istocie prokrastynacji i sposobach na walkę z nią:
    Kim jest Małpka Natychmiastowej Gratyfikacji…
    …i jak sobie z nią poradzić