Rzut uchem – Midgar

Zwykły wpis

midgar2

Nie po raz pierwszy  poboczny projekt wydawniczy przerasta label-matkę. Podlabel Natch Records za cel postawił sobie dostarczanie brzmień „świeżych i naładowanych pozytywną energią”. I dostarcza, oferując przy okazji muzykę ciekawszą i bardziej zróżnicowaną niż sieriozny do bólu Natch.
Midgarowe brzmienie, wbrew nordyckiej nazwie, stroni od chłodu, stawia raczej na miękkość, drive i psychedelię. Wsystko oczywiście w ramach idiomu techno – tutaj akurat deklaracje o sięganiu po downtempo i ambient są raczej kokieterią, bądź wybieganiem w przyszłość. Dwie postaci definiujące Midgar – zresztą stali goście listy wydawniczej labelu – to Ruhig i Wata Igarashi, co daje dodatkowe wyobrażenie o charakterze muzyki z młodej oficyny: włoskie głębia i ciepełko spotykają „postvanhoesenową” psychodelkę.


[MDG001] WATA IGARASHI – JUNCTIONS EP

Wyśmienity debiut labelu. Cztery zróżnicowane numerki od mojego najnowszego ulubionego producenta. Wybija się subtelnie podkwaszony „Flare” i energetyczny „Summon” i wykręcony numer tytułowy. Całość z niepodrabialnym drajwem Igarashiego. A będzie jeszcze lepiej


[MDG002] RUHIG – LOST IN THE INSTABILITY EP

Ruhig – łagodniejsze wcielenie Audiolouisa z Natch – debiutuje na Midgarze śliczną, delikatną EPką. Pogodna melancholia numeru tytułowego, analogowe kumkanie basów w tle odsyłają do najlepszych włoskich ziomków Ruhiga. Numer kradnie show, ale wybijają się jeszcze „Pulse Width” i „Alba” – ten drugi praktycznie ambientowy. Zwykle tego typu tracki są zapchajdziurami – tutaj przyciągają uwagę do brzmieniowej maestrii producenta


[MDG002X] va – LOST IN ISTABILITY REMIXED 

Bez niespodzianek. Solidna, warsztatowa robota z mocnymi znakami rozpoznawczymi od każdego z remikserów – hipnotyczny, nieco monotonny drajw Edit Selecta, dekdencka psychodelia Waty i zamułki Syntheka. Wyróżnia się śliczna, rozdzwoniona interpretacja „Alby” w wykonaniu Tozzy’ego.


[MDG003] CLONED – SAPPHIRE 1990 EP 

Znaliście kiedyś jakiegoś producenta z Malty? To już znacie? Na tle Midgarowych perełek nic tu niezwykłego się nie dzieje, ale kwasowe wygibasy w wyjebkowym tempie zawsze mile słyszane, nawet jeżeli po siedmiu minutach z tracka zapamiętuje się tylko ciekawie piaszczyste hi-haty („Submerging”).


[MDG004] RUFF CHERRY – RITUAL EP

Tytułowy track debiutu nieokrzesanej wisienki zapowiada naprawdę ciekawe wycieczki – wykręcone post-afrykańskie, post-shackletonowe perkusjonalia przyprawią o ból głowy najlepszego DJ-a. Niestety, ekspreymentalna jest równo połowa materiału – „Ritualsom” dostaje jeszcze retropsychodela „Mysterians” (wideo z kaszuszkami), reszta to solidne meh/10


[MDG005.1] RUHIG – PARTICLES

Przyznam, że pogubiłem się tu trochę z numeracją (a właściwie z kolejnością wydań), ale pal to siedem. Choć wydaje się momentami, że Ruhig zbliża się do głębinkowego banału (a.k.a. spróbuj przesłuchać poza parkietem album Edit Selecta), to wybijają tu z niego perełki ambientowe („Etere”) czy wręcz drum’n’bassowe – jak w numerze tytułowym.


[MDG005.2]RUHIG – MATERIA EP

 To chyba moja ulubiona pozycja z katalogu Midgar, choć niedługo dojdziemy do jej mocnego konkurenta. Śliczne, organiczne perkusjonalia (komu jeszcze „Trento” przypomina tracki Amandry?), niebanalna głębia i pulsujący drajw czynią z Materii nie tylko wzorowy pakiet toolsów, ale rzecz której sie po prostu świetnie słucha. Mam zresztą wrażenie, że wajb z „Materii” mocno przebija z fantastycznego podcastu któy Ruhig nagrał dla ziomków z Lost in Ether – sprawdźcie to, cudowny set!


[MDG006] WATA IGARASHI – CIPHERS EP 

Wychodzi na to, że cały Midgar mogliby spokojnie opędzlować Ruhig z Watą pospołu. No i dobrze. Druga EPka Japończyka to najprzedniejsze wznoszące toolsy we wszystkich odcieniach psychodeli. Tym razem bez oczywistych hiciorków, ale tutaj liczy się użyteczność.


[MDG007] VON GRALL – A SECANT LINE EP

Minimalizm któy nie nudzi. Doskonale hinpotyzujące pętelki -monotonne – a jakże! – ale dzięki ciepłemu, miękkiemu brzmieniu całość nie tumani, nie przestrasza. A Von Gralla warto obczajac swoją drogą – choćby ze względu na materiał dla Semantiki.


[MDG008] SHADED EXPLORER – EMERALD WEAPON EP

 Drugie z moich ulubionych Midgarowych wydwnictw i jednocześnie znak, że ktoś tam w Natchach ma bardzo podobny gust do mojego. Shaded zrzucił mi szczenę pierwszym albumem dla Silent Season i poprawił kapitalnym analogowym lajwem w ramach Tresorowych „New Faces”. Przy okazji – ptaszkowie ćwierkajo, że niedługo zawita do Polski. Jego wydawnictwo dla Midgar łączy subtelności, ćwierkania i szumy z parkietową funkcjonalnością.


No i to by było na tyle. Midgar konsekwentie ciągnie w swoim kierunku i serwuje niebanalne, miękkie techenka z nieprzesadną dawkąmroku i podbioderkowym smyrnięciem. W przyszłości z przyjemnością usłyszałbym od nich np.interpretację okolic house’owych, gościnny występ Van Hoesena, kombo Ruhig/Wata czy wręcz całe LP od któregoś z nich. Na razie zadowolić się jednak  muszę sneak preview „dziewiątki” w wykonaniu Von Gralla:


Dobra, to jeszcze nie koniec. Skoro na następną notkę każę pewnie czekać kolejnych pare miesięcy to wypada tutaj zostawić jakiś secik. W takim razie – pozostając w temacie – psychodeliczny Wata (do uszu):

Oraz wspominany już wyżej doskonały Ruhig dla warszawskiej ekipy:

srecień – dupecień

Zwykły wpis

ArtworkDobra, krótko i powierzchownie, za to nadrabiam ilością. Ale dość o moim pożyciu. W kwietniu słuchane było między innymi:

 

Kim Brown – Wisdom is a Dancer [JUST ANOTHER BEAT]

 Korzenny deep house z duszą i bez sacharozy. Lekki, świeży album na wakacje, aż dziw, że panowie do tej pory niespecjalnie rozchwytwani, pomimo dwóch LP na koncie.


Omar S – The Best! [FXHE]

 W kategorii nabzdyczonych tytułów wydawnictwa autor ‚It can be done, but only I can do it’ nie traci pary. I dobrze, należy mu się jak nic. Cudownie zróżnicowany album, który śmiało porównać można do równie szeroko pomyślanego ‚American Intelligence’ papcia Parrisha. Pozbawione beatów recytacje Ampa Fiddlera sąsiadują tu z surowymi parkietowymi sztosami, psychodelicznymi melodyjkami, chłodnymi dubtechnowymi chordami, sporą dawką kwasu i samplami z disco. Do tego zacna plejada gości (Norm Talley, Kyle Hall, Big Strick) i szczypta nostalgii za złotą erą Detroit. Pouczające, przekrojowe, a przede wszystkim – bardzo, bardzo dobre.


Naphta – 7th Expedition [TRANSATLANTYK]  Debiutancki album piekielnie zdolnego koleżki z Wrocławia to trudna do zdefiniowania mieszanka hip=hopowych beatów, psychodelicznycjch wtrętów jazzowych (takich po linii Sun-Ra) i poniekąd house’owego bujanda. Nie są to może parkietowe killery (choć w rękach sprytnego DJ-a mogą zadziałać świetnie), ale słucha się tego wyśmienicie i w kółko. No i miło w creditsach zobaczyć żywych muzyków, a nie samplozę, papcio Parrish approved.


Konono No. 1 meets Batida [CRAMMED DISCS]

 Weterani z Konga podrasowani przez DJ-a z Angoli. Echa bass music i kuduro, ale w służbie brzmień tradycyjnych. Odjechany zestaw perkusjonaliów (w dużej mierze będącej owocem inwencji członków zespołu), elektryczne likembe i gęstwina nieidentyfikowanych instrumentó i głosów łączą się w niezwykle energicznej, gorącej mieszance. Radosna rzecz.


Voices from the Lake – Second Tempo [SPAZIO DISPONIBLE]

 W końcu wyszło! Od hipnotycznej ‚Ibridy, przez zaskakująco energetyczne ‚258B’, aż po o monumentalny track tytułowy -jezioraki nie zawodzą. Fascynujący, zróżnicowany materiał. Kiedy następne LP?


 Avalon Emerson – Whities 006 [WHITIES]

 A, jakoś mi wyleciało z głowy przy marcowej rekapitulacji, zupełnie niesłusznie. Przystępna, radosna i świeża elektronika z wpływami electro i uroczymi orientalistycznymi powiewami.


Mall Grab – Sun Ra EP [CHURCH MARBLE]

 Czyli ból głowy Cymana. Gwóźdź programu – ‚Can’t’ ze słodziasznym samplem z Alicii Keys dorównuje nieśmiertelnej wersji Mali i sprawia, że EPka sprzedaje się na pniu. No i nie dziwota, tym bardziej, że wszystkie trzy pozostałe tracki też są warte odsłuchu.


Waitress – Copy 1 [TAPE ARCHIVE]

Obskuranckie blog techno/house w obowiązującym stylu: brudno, analogowo, ale z duszą i pewnym smuteczkiem. W linkowanym tracku super pekusjonalia, jak z ‚Margareten’ Hasslama.


CTRL S – Nonuser [TOKEN]

 Surowa, bezkompromisowa petarda, ale z głową. Zgrzyty, piski, glitche w tempie podchodzącym pod 130bpm.


Shlomo – Rechaim remixed [BRIGHT SOUNDS] 

 Boskie remiksy świetnej EPki jednego z moich ulubionych producentów. Wyróżnia się autoremiks szlomiksa i chrumkający walec od Dozzy’ego. Aj waj!


va – Nonnative 08 [SEMANTICA]

 Zestaw przyjemnych toolsów -wyróżniają się  energetyczna sprężynka od Abstract Division i cudownie narastający, kwasowy numer Wata Igarshiego.



Na koniec dwie intrygujące zapowiedzi:

Mala – Mirrors [BROWNSWOOD]

OK, tym to się jaram. Król powraca i nie chodzi mi tu tylko o Popka. Po Kubie Ostatni Sprawiedliwy dubstepu przenosi się do Peru i nagrywa z tamtejszymi muzykami. Tyle wiadomo, LP wyjdzie w czerwcu, a ja tym razem przezornie zapiszę się na preordery.


Donato Dozzy – That Fab [SPAZIO DISPONIBLE]

Na pierwszy rzut ucha nic wyjątkowego, ale każdy nowy numer od Donka cieszy mnie niezmiernie, tym bardziej, że zapowiada si, że nowy label będzie wydwał z jakąś sensowną częstotliwością.

 

 

W marcu jak w starcu

Zwykły wpis

paul-jebanasam-continuum-album-dec-15Czyli wychodzi na to, że eklektycznie i nieco nie na czasie. Nie?

Paul Jebanasam – Continuum [SUBTEXT]

 Na okładce elegancki reaktor do fuzji termojądrowej, a w środku power ambient. Power – jarzycie? Hue hue. Śmieszkowanie na bok – drugi album Lankijczyka o wdzięcznym nazwisku dorównuje olśniewającemu ‚Rites’. Złożony z trzech kompozycji długograj zaprezentowany został po raz pierwszy na ubiegłorocznym Atonalu, na szczęście i poza monumentalną halą Kraftwerk dźwiękowe katedry wznoszone przez Jebanasama prezentują się równie imponująco. W porównaniu z poprzednim albumem wyraźniej słychać tu bassowe korzenie producenta, spokojnie jednak – nie ma tu miejsca na łupany syntetyczny banał spod szyldu „zguba Tobina”; brutalizm manifestuje się tu raczej w bezkompromisowym rozszarpywaniu anielskich padów granulowanym noisem. Właśnie te momenty rozpreżęnia i ambientowych tak-bardzo-uduchowionych tchnień wypadają nieco słabiej, na szczęście Jebanasam szybko i po chamsku  zasypuje te muśliny żwirem. Weźcie ten album na majówkę, puśćcie pannie nad jeziorem.


Wacław Zimpel – Lines [INSTANT CLASSIC]

 Nie jestem w tych tematach za dobry, ale przeca słyszę, że to śliczne, złożone i mądre. Nowy rodzimy pieszczoch Quietusa solo znacznie spokojniej niż z Herą. ‚Lines’ to eleganckie puzzle dla ucha, których złożoność nie razi pretensją tylko sprzyja skupieniu. Gdy umysł kontempluje szczegóły, kontrolę przejmuje instynkt – usłyszałem w reklamówce jakieś fury.


Voices from the Lake / Wata Igarashi – Stealth 2/3 [TIME TO EXPRESS]

Zupełnie niespodziewanie na splicie dla wytwórni Van Hoesena wygrywają nie Jezioraki, a stosunkowo mało znany producent z Japonii. Jego ‚Night’ ze strony „B” to cudowny tool z wyjątkowo efektywną progresją,  przyjemnym brzmieniem i dyskretnym kwasiwem w kulminacji. Dla nieco mroczniejszego groove’u sprawdźcie nową epkę Igarashiego dla Midgar.


Amandra – Drachme Tolosate EP [AHRPE]

Osiadły chwilowo w Polsce Francuz (pod skrzydła wziął go stołeczny BTS, ptaszkowie przy studni ćwierkają, że w grodzie Smogu będzie go można usłyszeć na początku maja) z najobfitszym jak do tej pory self-releasem (samo-wyd brzmi lepiej, nie?). Niesztampowe podejście do formuł dubtechno, nowocześnie złamana ramka 4×4,  zjadliwa proporcja smoły i lekkości i niesamowite brzmienie takiego ‚Selocine’. Perła. Nie zabrakło też nieco bardziej przydrajwionych toolsów (‚Lutecia’) i klasowego remiksera w postaci Evigt Mörkera.


Etapp Kyle – Continuum EP [UNTERTON]

Dobra, czy to się nie robi już nudne? Śliczne te melodyjki jak nie wiem co, drajw się zgadza, hi-haty sypkie jak dieta Villalobosa. Pod egidą sublabelu Ostgut numery Ukraińca nie straciły nic ze swojej lekkości i chwytliwości. Byle tylko skubańczyk nie złapał syndromu Recondite’a i nie zamelodyjkował się na śmierć, na szczęście ładunek inwencji na ‚Continuum’ sugeruje, że na razie mu to nie grozi.


Varg – Variations EP [SEMANTICA]

Zeszłoroczne ostatki od Semantiki. Varg, jak zwykle, nie zawodzi, chodź tym razem najweselszy blackmetalowy wujaszek techno pociska jakby nieco łagodniej – dość powiedzieć, że tym razem potencjał parkietowy z jego produkcji wyciąga dopiero znany wandal Abdulla. W ramach ciekawostki niebanalny edit od Hypnobirds.


Romansoff- Inifite Dreams [MÖRK] 

Sublabel Homara nie zwalnia tempa i nie schodzi z poziomu. Za „piątkę” w katalogu odpowiedzialny jest Romansoff (Rumun z Raw Tools). ‚Inifinte Dreams’ to cztery cieplutkie, miękkie numery w sam raz na początek wiosny. Emblematyczne brzmienie Mörk – wyraźnie maźnięte housem senne, analogowe techno – tym razem przegina się w stronę house’u jeszcze mocniej. Do tego wyjebkowe pady w tle, analogowe perkusjonalia i bezspinowa atmosfera. Miód.


v/a – Disco Halal vol.1 [DISCO HALAL]

Jak tak ma to wyglądać to ja poproszę natychmiastowąislamizację wszystkiego. Przegapiony przeze mnie haniebnie debiut labelu pod ujmującą nazwą. Sztos za sztosem – od kwasowego ‚Le Gaz Qui Fait Rire’ w edicie dobrze znanych Acid Arab, przez lajtowy ‚Palgey Mayim’, aż po linkowaną perłę. Energia, wspaniałe melodie i nieokreślona nostalgia. A przede wszystkim – świeżość!



Na koniec obowiązkowo seciwo. Tym razem razem live od Vrila – jak nie słyszelście go na żywo to i tak jesteście w dupie, ale tu macie przynajmniej posmak: niepodrabialne chropawe brzmienia, stopa jednocześnie miękka i dosadna, niebanalne konstrukcje:
Invite’s podcast #352 – VRIL 

 

 

 

 

 

 

 

Susza

Zwykły wpis

jahiW miesiącu bez lipy nie wykazałem się uchem szczególnie wyczulonym na didżejskie nowości – moją głowę i narząd słuchu zaprzątała bowiem oferta Atonala (post podjarankowy wrzucę po weekendzie). Niemniej, pojawiło się u mnie w playliście kilka pozycji których po prostu nie wypada nie wspomnieć, choćby w rachitycznej notce:


Jahiliyya Fields – Chance Life [L.I.E.S.]

Niebywale interesująca, a zarazem irytująca, bardzo Lies-owa płytka. Drugi długograj nowojorskiego reprezentanta kłamstewek to popis sprawności technicznej – brzmienia są tu skrajnie dopieszczone, konstrukcje brudne i rozsypujące się, wszystkie zaś tracki pokazują ogromnego faka użyteczności parkietowej kończąc się w najmniej spodziewanym momencie. Nerwy po muzycznym coiutus interruptus łagodzi prześliczny analogowy wyziewik wieńczący album.


Acronym – June [NORTHERN ELECTRONICS]

Młodziutki Szwed nie traci rozpędu. Po leśno-ambientowym ‚Mu’ (o którym pisałem tutaj) w LP z czerwca serwuje nieco mocniejszy materiał. Po prawdzie, kilka pierwszych tracków przypomina nieco tylko smyrnięte bitem 4×4 resztki z ‚Mu’, ostatnie numery zacierają to wrażenie – to fantastyczne parkietowe sztosy, które pomimo energii nie tracą absolutnie nic ze swojej lekkości. Album kończy wspaniały ‚Letting go…’, który, zgodnie z tytułem, rozwiązuje w środku wszystkie węzełki i stanowi idealny rozsmar na zwieńczenie tripa, to jest – seta. Zdecydowanie jeden z najlepszych tracków roku.


Cio D’Or – All In All [SEMANTICA]

 Lekki zawodzik. To znaczy – to jest oczywiście przyzwoity album (dlatego też o nim wspominam), niemniej – po dość długim oczekiwaniu, przekładanej dacie premiery, a także po tym, czego można było się spodziewać po singlach i setach producentki z Kolonii, długograj dla Semantiki nieco rozczarowuje. Owszem – są tu przepiękne momenty, jak chociażby pełen patosu ‚Tomorrow’,zaś brzmienie dopieszczono do granic, jednak wydaje się (co podkreśla także niefortunna kolejność numerów na LP), że po prostu zabrakło koncepcji: czy to ma być intymny album ambientowy do słuchania w nocy, czy może nieco bardziej agresywna rzecz? W efekcie otrzymujemy tylko (i aż) imponujący katalog producenckich chwytów Cio, za to bez wyraźnego zamysłu.


Tadeo – Circles inside Circles [BELIEF SYSTEM]

Tadek, jak to Tadek – kosmicznie, psychodelicznie, po Millsowsku perkusyjnie i z motoryczną stopą. Kolekcja czterech toolsowych odpałów. Na tubce brak cudownego ‚Checking Controls’ z samplem wokalnym jak z kosmicznej wieży kontrolnej (i jak u Dettmanna w ‚Barrier‚), ale i podlinkowane sztosiwo dobrze pokazuje charakter tej wysoce użytecznej EPki.


Cassegrain & Tin Man – Window Window EP [INFRASTRUCTURE NEW YORK]

Przyzwoita rzecz, kawał solidnego parkietowego wygaru. Jak można się było przekonać już wielokrotnie brudy i ciężarek Cassegrainów w połączeniu z lekkością i uchem do melodii Blaszmana to match made in heaven (kapitan Oczywity przypomina -> x). Nie inaczej jest i tym razem – nie spodziewajcie się rewolucji, ale to po prostu wysoce energetyczne, niegłupie sztosiwa, obficie podlane kwachem i analogowym ciepełkiem. W intrze i ostatnim tracku robi się nieco łagodniej co w połączeniu z acidowymi brzmieniami nieco trąci sentymentalizmem a’la Recondite, ale ten fajny, sprzed ‚Iffy’, więc luz.

MIESIĄC MIAŻDŻONEGO OWADZIEGO TRUCHŁA

Zwykły wpis

modanaurode-barwnik-koszenila-e120-1Sporo tego nie było – w czerwcu zamiast solidnego diggignu uskuteczniałem uturystycznianie się na przemian ze zgłębianiem lajnapu Atonalu (obiecuję notkę) i haniebnie zaniedbanej dyskografii Coil. Album Cio D’Or wychodził już od kwietnia, więc kiedy pod koniec czerwca w końcu dało się go usłyszeć w pełnej krasie, to trochę się zagapiłem, będzie słuchane w lipcu w końcu to taka słoneczna nuta, hue. Niemniej, cosik się tam uzbierało, w tym kilka perełek, więc bez zbędnych dywagacji:

Jacek Sienkiewicz – Drifting [RECOGNITION]

Na początek strzał od Kapitana Oczywistego . ‚Drifting’ to jak do tej pory jedno z najlepszych wydawnictw tego roku, eksperymentalne odpały Sienkiewicza (współpraca z Loderbauerem, Przeździeckim, czy Atomem) świetnie służą także jego klubowemu wcieleniu – długograj dla Recognition jest właśnie taki jak sugeruje jego tytuł: po prostu bez zbędnego wysiłku płynie. Track tytułowy linkuję z obowiązku (a także dla klimatycznego klipu), oprócz niego ogromne wrażenie robią jeszcze Vagrant Blues i wielki nieobecny edycji winylowej: No Matter What – dziesięć minut drobiazgowego cyzelowania szczegółów w monstrualnym, pozbawionym rozładowania build-upie. Są momenty, w których zazdroszczę traktorzystom, ten numer to wymarzone narzędzie

Przy okazji sprawdźcie dwa nowe wywiady z Sienkiewiczem: dla magazynu M/I (na papierze) i audycji Wymiana Tlenu na Stacji Mir na (cyfrowych) falach Radiofonii – <cyk>.


Vilod – Safe in Harbour [PERLON]

Pozostajemy w eksperymentalnych okolicach. Wspominany wyżej Loderbauer współpracował z Villalobosem przy placku dla Honest Jon’s, i – przede wszystkim – przy wspólnej reinterpetacji zbiorów niemieckiego ECM. Ten ostatni projekt mnie, dyplomatycznie rzecz ujmując, nie porwał, wrażeniu nie pomógł nawet unsoundowy występ panów w kościele Św Katarzyny. To właśnie jazzowe wpływy decydują o brzmieniu ich nowego wspólnego projektu Vilod, ale tym razem zamiast stężonej nudy otrzymujemy piękny, pełen niuansów album. Wyluzowane jazzujące wariacje plenią się swobodnie na oszczędnym rytmicznym rusztowaniu skleconym bez żadnych wątpliwości przez Ricardo, album nabiera dzięki nim charakterystycznego bezczasowego flow, przywodząc na myśl rozkoszną wyjebkę kontrowersyjnego „fryzjera„.


Eduardo de la Calle – Distance EP [ASKANCE DISKS]

Dobra, może i Uliczny Edek to rozpoznawalny po jednej nutce one-trick-pony, ale ja to kupuję. Jest jak zwykle: miękkie pacnięcia perkusjonaliów, chrumkania, analogowe ciepełko, garść prostych efektów i melodyjek. Na lato styknie.


Allesandro Cortini – Sonno [HOSPITAL PRODUCTIONS]

W ramach doszkalania się przed Atonalem (jak wrzucą pełen line-up obiecuję notkę). Cortini to koleżka z NIN, który od jakiegoś czasu wydaje też solowo (także jako Skarn – sprawdźcie ubiegłoroczną EPkę dla Avian). Ubiegłoroczne ‚Sonno’ to przecudowny, nastrojowy trip. Subtelne dronowe mazy, lekko rdzewiejące na krawędziach i to tyle z tego industrialu. Świetny nocny album nieco po linii Coil.


Rrose – For Aquantice [EAUX]

Wiadomo, Rrose poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tym razem chyba nieco bardziej imprezowo – poza ‚Levitate’, typowym intrem, dwa pozostałe numerki to niegłupie, energiczne toole: monumentalne ‚Vellum’ i wiercące ‚Signs’ z intrygującym outrem. Przy okazji – łapcie dość wnikliwy wywiad z Rrosem dla Eliptik.


Korridor – Taotast [NORTHERN ELECTRONICS]

Chyba w końcu przekonuję się do tego gościa. Po imho nieco generycznych rzeczach dla Hypnus, Szwed w końcu pokazuje pazurki. Wspaniały, rozbudowany trip: chaszcze perkusjonaliów, tchnienie padów i charakterystyczny chłodek, momentami nieco Tadeo-wate muśnięcia. Must buy.


Trevino – Eclipce [KLOCKWORKS]

Instant classic, aż szkoda kupować, bo zanim zamelduje się listonosz, wszyscy będą go już grali od miesiąca, do końca roku tytułowy track będzie zajechany jak, nie przymierzając – ‚Never grow old’ w zeszłe lato. Niemniej – to kawał przyzwoitego, funkcjonalnego łupanka – z nieco jungle’ującą perką, słodką melodyjką, charakterystycznym mruczeniem sprężonego basu a przede wszystkim – świetnym drivem. Rzućcie też uchem na trzeci track – rozmarzony, przestrzenny setodomykacz.


Shed – Constant Power [THE FINAL EXPERIMENT XX3]

Shed ciągle w formie. Unikalne połączenie brudu i lekkości. Sprężenia, które nie męczą, pady, które nie usypiają. Te cztery traczki najbardziej przypominają numery wydane przez Pavlovitza pod szyldem The Traveller, czy co mocniejsze momenty z ‚Shedding the past’. Bengiery z duszą.


Na koniec, tradycyjnie, secik:

Shaded jest już tu regularnym gościem. Tym razem podrzucam prześliczny wyjątkowo łagodny secisz dla Deep Electronics – trochę własnych produkcji z ‚Rainfall’ na czele, cenne przypomnienie nieco pomijanych tracków Dozzy’ego z Anną Caragnano, generalnie – śliczności, jak zwykle. Sprawdzajcie koleżkę regularnie, ptaszki przy studni ćwierkają, że jesienią zawita do Polski…

pięć strzałów z kwietnia

Zwykły wpis

R-EP035_MaxLoderbauerJacekSienkiewiczOrajt, w kwietniu ewidentnie dopadł mnie syndrom leniwego didżeja, stąd i odsłuchów jak kot napłakał, szczególnie tych singlowych. Z drugiej strony aż mnie ręce świerzbią, by porozpływać się nad dwoma nowymi albumami Varga, no, ale Ordnung muss sein – to jednak już majowe rilisy. Dobra, opędzlujmy ten kwiecień na szybkości:

Max Loderbauer & Jacek Sienkiewicz – Ridges [RECOGNITION]

Tego ciężko się było spodziewać. Dwa długaśne (powyżej tylko urywek) numery bez jednego bitu. Rozciągnięte ambientowe mazy, drone’owe wkrętki, sporo przestrzeni i oddechu plus echa zaśpiewów. Całości bliżej do Popol Vuh niż parkietowych wcieleń Sienkiewicza, te górki na okładce i w tytule to nie jest błędny trop.


Strië – Struktura [SEREIN]

Kolejna bezbitowa wycieczka. Leciutki, subtelny ambient ze sporą dawką field recording. Dopieszczone szczegóły, rozkosznie lekka atmosfera. W linkowanym numerze pod koniec nieśmiało cyknie dubtechno, ale to najbardziej dynamiczny moment albumu.


Feingold – Nuff Zang [1080p]

Ciekawy house z kasety. Bity ciosane na odlew i niechlujnie, jak należy, w tle subtelności, rozmarzone pady i pętle podduszonych wokali. Znajdzie się też numerek jungle’owy i juke’owy, ale utrzymane w podobnej, leniwej stylistyce.


Foreign – Baroc005 [BAROC]

Jak już pozostajemy w zwałowej estetyce, to nie mogło tu zabraknąć tego sztosiwa. Najnowsze wydawnictwo bardzo ciekawego kolońskiego labelu Baroc (notka w przygotowaniu) – cztery numery bez tytułów, z nieortodoksyjną konstrukcją, zaskakującymi zwrotami akcji i niesamowitym, odrealnionym klimatem. I znowu, podobnie jak wyżej, bity ciosane grubo, w klimacie moerbackowym, za to pady i sample nadają numerom rozkosznej lekkości. Zdecydowanie najciekawsze odkrycie z kwietnia.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss [KABALION]

Ok, o tym cudeńku już pisałem w kontekście całego labelu, ale żal nie przypomnieć takiej perły.


No i to właściwie by było na tyle jak chodzi o regularne odsłuchy. Z trochę innej bajki dorzuciłbym jeszcze nowego Tylera, czy epicki jazz Kamasiego Washingtona:


Bardzo zachęcająco brzmiał też preview albumu Cio d’Or dla Semantiki, niestety z całością zapoznam się dobrze dopiero w maju, tu więc tylko na smaczek:


No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o lajwie który katuję przez cały miesiąc. Wielbiony przeze mnie Shaded Explorer a.k.a. Emanuele Pertoldi popełnił był dla Tresora (nie wiedzieć czemu, w ramach serii ‚new faces’) takie oto cudeńko: 

Luty, luty – technogluty

Zwykły wpis

Mistress-450x450Tym razem nieco oszczędniej. W lutowym zestawieniu brak też jakichś wyraźnych faworytów, czy (poza jednym wyjątkiem) pozycji wyjątkowo wpadających w ucho. Widać taka aura. Za to dużo tu konkretnych, funkcjonalnych surowizn, różnego rodzaju djtoolsów. I dobrze, gdybym nie lubił monotonni, nie słuchałbym techno. No to jedziemy:


Vril – Portal [DELSIN]

Strzał oczywisty. Nie jest to niestety „Torus”, nad którym piałem w kwietniu, całość jest znacznie bardziej surowa i jednolita, niemniej jest to kawał dobrego łupania. Fantastyczne, chropawe brzmienie, niby proste i analogowe, ale jednak nie do podrobienia, konstrukcje na granic monotonii, ale jednak z jakimś drivem. W przeciwieństwie do poprzedniego LP – to raczej toolsy, a nie albumik „do słuchania”, ale to porządna rzecz, tym bardziej szkoda, że biedaczek się rozchorował i nie dojechał w zeszłym tygodniu do Wawy.


Samuli Kemppi – The Observer Effect [M_REC]  A tu z kolei nadrabiam rażące zaniedbanie. Pierwszy, chyba dość niedbały, odsłuch jednak mnie wynudził, na szczęście, niczym doktor Albert Hofmann w 1943, tknięty przedziwnym przeczuciem odgrzebałem sobie stare zajęcia – i odpłynąłem. Oczywiście, debiutanckie LP Fina cierpi na podobny problem co wiele albumów techno – muzyka publikowana w trybie singlowym, bądź w miksach, niekoniecznie sprawdza się po prostu w formule długograja (vide: Jonas Kopp dla Tresora). Ale to, że nie każdy klei spójne, konceptualne tripy na miarę VFTL, czy Alcachofy, nie oznacza, że nie można na to machnąć ręką i nie zacząć przykładać do The Observer Effect innej miary. Jest to po prostu kompilacja znakomitych efektywnych dj-toolsów. Utrzymanych w charakterystycznym dla Kemppiego stylu: strzępki neurotycznych melodii, duszne brzmienie, poszatkowane perkusjonalia wijące się wokół młócącej po bożemu stopy. Wysoce użyteczne pyszności.


Svreca – Narita EP [SEMANTICA]

Umówmy się – ta EPka nie kokietuje słuchacza przebojowością. Typowo svrecowe, chłodne, minimalistyczne, dopracowane pętelki. Wybija się monumentalny, przeszywający Mountain Splitter, bezkompromisowe, skrajnie oszczędne wiertełko, przypominające najlepsze momenty Unanimity Rashima. Znowu tool, tym razem dla maniaków.


Ctrls – Users [TOKEN]

Tu z kolei coś nieco bardziej energetycznego. Trzy powykręcane, perkusyjne świruski. Dopieszczone szczegóły, interesująca konstrukcja, nie będziecie tego nucić pod prysznicem, ale w środku seta o trzeciej rano zrobią robotę.


Chicago Jim – Chicago Jim LP [LOBSTER THEREMIN]

No dobra, oto ta wspominana, melodyjna, wpadająca w ucho czarna owca zestawienia. W ramach zgłębiania równie egzotycznej co nazwa labelu oferty Lobster Theremin trafiłem na te wesołkowate cudeńko. Lekki house/techno ze sporą domieszką acidowych brzmień, nieco po linii Kassema Mosse, ale jakby pogodniej. Słodko – naiwne melodyjki, cokolwiek poważniejsze pochody basu, urocze clapy, wszystko mocno skąpane w bezpretensjonalnej, analogowej nostalgii.


Zzzzra – L’Entraide [TRUTH OR CONSEQUENCES]

Rozkoszne, mięciutkie dubtechno z ciekawymi, lekko chropawymi brzmieniami. Mały albumik dla nowopowstałego, włosko-angielskiego labelu. Nic przełomowego, ale można posłuchać do poduszki.


René Audiard – Cywilizacja pt. 2 [BLANK SLATE]

Dwa nonszalancko przeciągnięte house’owe jamy, każdy trwając powyżej dziesięciu minut. Wariacje perkusji, bogato zagospodarowane tła, i charakterystyczne wokalne sample, które nie robią tu tylko za efekciarski ozdobniczek.


v/a – Mistress 5.2 (Brunette) [MISTRESS]

Środkowa część najnowszego potrójnego wydawnictwa omawianego już przeze mnie Mistress, którego poszczególne składowe opatrzone został wizerunkami pięknych, rozmarzonych pań: blondynki, brunetki i rudowłosej. Ciekawym zbiegiem okoliczności najbardziej przypadła mi do gustu właśnie „Brunette”, szczególnie jej druga strona (da-bum-tss!). Uwagę przykuwa przede wszystkim monstrualne kwasiwo zaserwowane przez Juxta Position i efektowny, nieco rodhadowy bangier autorstwa Discrete Circuit, ale wszystkie numery zebrane na kompilacji warte są uwagi. Całość już do odsłuchania na tubce, na wosku wychodzi w marcu…


…A skoro już jesteśmy przy zapowiedziach, to na koniec dwa wyjątkowo interesujące wydawnictwa zaplanowane na marzec, których fragmentów możemy posłuchać już teraz.

Niepodrabialny Tadeo dla Token (co za kombinacja!):

Oraz mocno obsadzona kompilacja idącego jak burza Taapion: