Techniawki wiosenne

Zwykły wpis

shinichi-atobe-heart-110517-616x440

No i znowu się trochę tego nazbierało. Pozwólcie, że skupię się tu raczej na techniawkach i dłuższych grajach, tak się jakoś złożyło, że hausowej drobnicy tylko z samego maja nazbierało mi się już na osobną notkę (to pogoda). Do rzeczy:


Tadeo – Chronicles of the Future (Remixes) [NON SERIES

O ile niektóre rzeczy od Tadka wręcz uwielbiam (na czele z epkami Container of Contradictions i Nammu), to w większej dawce kosmiczne cykanki od Hiszpana trochę mnie nudzą, tak, że ubiegłoroczny album to było jednak spore ,meh. Jasne, to są wysoce funkcjonalne tracki, ale na moje ucho za bardzo trącą jednak generyczną łatwizną. Jak to jednak często bywa, materiał zabłysnął dopiero kiedy oszlifowali go remikserzy. Już sam ich dobór zwiastuje rzecz na poziomie – tym bardziej, że Function, Abdulla, Silent Servant i Efdemin to nie tylko top topów, każdy z nich ma też własne, bardzo charakterytyczne brzmienie. W efekcie każdy z czterech tracków, choć zachowuje dekadencki i hipnotyczny flow Tadeo, zyskuje nową tożsamość. Najbardziej w pamięć zapada oczywiście wściekł drive i krystaliczne brzmienie remixu Functiona, jest to na pewno czołowe sztosiwo na najbliższych parę miesięcy, jeszcze się nam znudzi. Równie parkietowo pomyślany jest wrząca kadź oldskulowego kwasu od Silent Servanta.
Tymczasem wersjom Efdemina i Abdulli znacznie bliżej do charakteru oryginału – pierwsza wprost odnosi się do „kosmicznego” maźnięcia typowego dla większośći pętelek od Hiszpana, druga dodaje do niego bezduszny lodowaty stukot z dalekiej północy.

No i jest jeszcze bonusowy track na digitalu. Normalnie nie pochyliłbym się na tak rażącą dyskryminacją winylowców, numer od Prisa ma jednak mile trąchający moje serce twardy, perkusyjny swing, i brzmi jak coś od Parasola (który, nota bene, wydał ostatnio album dla Dekmantela, ale jeszcze nie słyszałem, to się nie będę wymądrzał).


Shinichi Atobe – From the Heart It’s a Start, a Work of Art [DDS]

Najlepiej strzeżony secret Chain Reaction powraca z trzecim długograjem. Bez niespodzianki – krystalicznie czysty, perfekcyjnie wyprodukowane dubtechno na najwyższym poziomie. Niepodrabialny, melancholijny wajb, tu i ówdzie analogowe chrupnięcia, niekończące się petle, wyjebka na trendy. Co było do przewidzenia, discogsowi spekulanci szybko rzucili się na skromny nakład i ceny już szybują.


Pulse One – Love Through the Music [FULLPANDA]

Cztery traczki które brzmią jak owoc analogowej imprwizacji w sypialni, ale w przeciwieństwie do tego typu wycieczek są dość mocno user-friendly i pozbawione artystowskiego zadęcia. Wspaniałe, cieplutkie brzmienie, dryg do pięknych melodii i bezpretensjonalna lekkość w sumie sprawiają, że słucha się  tego w kółko, z miksowaniem może być trochę gorzej. Takie rzeczy pewnie klei sobie Dozzy w niedzielne popołudnia.


Farrago – When Angels Go Trouble Will Follow EP [ARTS]

Za nieszczęsnym, napuszonym tytułem EPki kryje się w istocie cztery sympatyczne, funkcjonalne tracki. Szczególnie buja mnie perkusyjny swing numeru tytułowego i z tego powodu pewnie ten niepozorny placek tu zawitał, choć epickawe pady momentami balansują tu na granicy kiczu, choć potrafię sobie wyobrazić takie lekko wspomagane momenty nad ranem, że odbiera się je jako podniosłe i uduchowione, jeśli wiecie o co mi chodzi *wink,wink*.


Robert Hood – Paradygm Shift [DEKMANTEL]

Za kolejnym napuszonym tytułem (bez przesady Robcio, gdzie tu jakiś szift, dostarczasz to co zwykle, nie?) kryje się po prostu godzinka wysokooktanowego paliwka na parkiet. No i git. Nerwowe rozdygotane pianinka, motoryczny drajw i precyzyjna konsrukcja.Nie jest to drugie Minimal Nation, ani jakiś przełom, ale solidny arsenał sztosiw, czego chcieć więcej?


Nthng – It Never Ends [LOBSTER THEREMIN]

Oczywiście, najbardziej hajpowanego młodzieniaszka tego sezonu nie mogło tu zabraknąć. Album potwierdze, że jest to hajp zasłużony – nthng odświeża nieco wytartą formułę „głębokiego” techno na conajmniej kilka sposobów. Najbardziej charakterystyczny to oczywiście niepodrabialny, duszny drajw, który w paradoksalnym połączeniu z podrkęconymi tempami daje niesamowity, psychodeliczny efekt skłębionej stojącej fali, wzmacniany jeszcze dość specyficzną manierą dość cichego, stłumionego miksowania. A skoro już jesteśmy przy miksach, to drugim znakiem szczególnym młodego Holendra jest bezczelny flirt z wyklętym w środowisku trancem – słyszalny wyraźnie czy to na najnowszej EPce, czy np. w takm miksie z Griessmuehle, gdzie bez obciachu wjeżdża Armin Van Buuren.


va – Cameron EP [DELSIN]

Ilekroć ktoś mnie pyta, czy nie nudzą mi się już te techniawki, puszczam mu jakąś perełkę w tym stylu. Najnowszy składak od Delsina to fantastycznie zróżnicowana kolekcja zapewniająca przegląd najświeższych trendów w 4×4: od przestrzennych pływaków Artefakta i Shlomo, przez flirty z electro w wykonaniu Claro Intelecto i poniekąd Haslama, teksturalne eksperymenty od Camerona i Sentomei, po dwa moje ulubione tracki na tej doskonałej kompilacji – rozbujane, energetyczne Invartians Ritzy’ego i tradycyjnie już next level shit Vrila. Osiem oblicz technowida.


William Basinski – A Shadow in Time [TEMPORARY RESIDENCE LIMITED]

Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Na ambientach to ja się tam nie znam, ale Basinski zawsze wydawał mi się wyjątkowo ciepły, ludzki, organiczny. Tak jest i z tym (mini?) albumem – dwie przepiękne pętelki, gdzieś tam w tle pianino, ludzkie głosy, i oromny ładunek pogodnej tęsknoty. Śliczna rzecz.



I to by było na tyle. Za tydzień obiecuję przegląd house’owej drobnicy i kilka setów, strzałka.

Umaić, albo miesiąc włoski w Lidlu

Zwykły wpis

self-mythology-950x530W maju poszło sporo nieco bardziej wykręconych rzeczy, jakieś kwasiwa, szczypta hiciorków. Wyjątkowo mocna reprezentacja Włochów (bo jeszcze przecież Dozzy i perełki minimalizmu [przewińpodetale]). Za osiągnięcie poczytuję sobie to, że w końcu przekonałem się do Pro8l3mów (K-Pax!), ale o tym akurat pisali bardziej oblatani w temacie dyletanci, więc nie będę strzępił paluchów. Do notki wkradło się też już kilka rzeczy z ostatnich dni, ale temu jasnowidztwu na imię prokrastynacja, ostatecznie jesteśmy już po kolana w miesiącu czerwia.


Tom Dicicco – Shadows & Teras EP [DELSIN]

Dicicco nie rozpieszcza słuchaczy ilością wydawnictw, ale zawsze warto na nie czekać. Jego debiut dla Delsina to chyba mój ulubiony rilis z maja. Lekkość żeniona z dosadną stopą, chłodna elegancja chordów z delsinową chropowatością. EPkę zamyka przepiękny, złożony Fallen Spaces. TIP.


Boston 168 – Laq02 [ATTIC MUSIC]

 Kwasa wrzucamy z głową.


Le Matos – Turbo Kid OST [self-release]

Ejtisowy soundtrack do doskonałego, nostalgicznego filmu o chłopięcym dorastaniu (sprawdźcie go koniecznie, btw -> <click>). Kanadyjski duet electro świetnie czuje klimat, this shit is on fire. Stężenie patosu niemiłosierne, ale wybaczalne, w końcu to soundtrack do postapokaliptycznego filmu o nastolatku na beemiksie i robotach, czy może być coś wznioślejszego?


Jorge Velez – Animals Disk [L.I.E.S.]

Chyba mój ulubiony z bardziej wykręconych reprezentantów kłamczuszków. Pięć dźwiękowych miniaturek z totalną wyjebką na parkietową użyteczność, za to z intrygującymi brzmieniami i analogowym ciepełkiem. Za krótkie, trzeba zapętlać.


Shlømo – The Rapture EP [ARTS COLLECTIVE]

Prawdopodobnie hicior lata. Wszystkie numery niezłe, ale wiadomo, że liczy się tylko linkowany remiks Emmanuela. Struktury rytmiczne i chropawe brzmienia bezbłędnie wskazują na nową szkołę francuską, jednak naprawdę ciekawie się robi kiedy wchodzą epickie, transowe synthy. Ciągle nie jestem pewien czy ten numer jest cheesy w dobrym, czy złym sensie, ale zastanawiam się tak już od kilkudziesięciu przesłuchań, a w międzyczasie kupiłem placka.


Meta – Ambienti vol. I [KABALION]

Hołubiony już przeze mnie sublabel Hypnusa powraca do rytualnych klimatów. Cztery przyzwoite plemienne pętelki ze zdrową zawartością ambientozy. Każdemu jego toolsy.


Lucy – Self Mythology [STROBOSCOPIC ARTEFACTS]

Lucynka odważnie i do przodu. Zgodnie z przewidywaniami, na najnowszym albumie dla SA nie znajdziecie ani jednego przewidywalnego 4×4 bangierka, ale i nie będzie Wam go brakować. Mrok bez zamuły, plemiennie perkusjonalia bez banalnych klisz, syntetyczna niedookreślona etniczność bez tandetnej samplozy. Od czasu do czasu technołojanci chcą zaprezentować nieco bardziej artsy stuff, efektem czego często są rozwleczone ambienty bez polotu (vide: lajwy ekipy Northern Electronics na zeszłorocznym Atonalu), jednak to nie przypadek Lucka. Leśne techno dla koneserów.


Peter van Hoesen – Quadra EP [DEKMANTEL UFO SERIES]

Promocyjny zabieg holenderskiego festiwalu – sublabel promujący jedną z jego scen. Listę otwiera niezwykle trafnie Van Hoesen – reszta tracków nic specjalnego, ale numer tytułowy to przepiękny, wykręcony sztos. Tak, ja wiem, że to nieco bardziej pompujący klon Axis Mundi, ale robi niemniej.



Na koniec, tradycyjnie, sety:
Czarny koń ze Szczecina. Co za drajw, co za selekcja! Trochę zdrowego łupania, mięsisty środek, ale przede wszystkim – po fińsku wykręcony, niepokojący finał. Warto śledzić tego koleżkę, szkoda, że od siebie bliżej mu do berlińskiej Areny niż do małopolskich piwnic.

Co tu się odfranciszkowuje?! Rodzimy podcast od reprezentanta niezwykle interesującego Midgar (któremu, swoją drogą, należy się osobny tekst). Niebanalny miks, świeża selekcja, sunie jak dobry analogowy live (i przywodzi na myśl podróże Vrila). Skąpo wydzielana tracklista to kopalnia diamentów (i niezła reklama dla labelu). Acha – Ruhig jest Włochem, bez zdziwka, nie?


No to na koniec bonus wprost z intrygującego walla nieocenionego Plewickiego – dziewięć pereł włoskiego minimalizmu z lat siedemdziesiątych. Przystępniej i chyba ciekawiej niż w wersji Cage’a, a na pewno okładki lepsze.

Tutaj całość:
https://blogthehum.wordpress.com/2016/03/30/the-obscure-brilliance-of-italian-minimalism-in-nine-albums/


A, niech będzie, w bonusie jeszcze dwa ciekawe filmy (o Turbo Kid już wspomniałem wyżej). Jedna świeżynka, jeden klasyczek:

1979-and-justice-for-all

„…I sprawiedliwość dla wszystkich” (Norman Jewison, 1979)

Stylowy dramat sądowy z mojej ulubionej dekady amerykańskiego kina. Al Pacino musi bronić dość obleśnego sędziego oskarżonego o gwałt. Arcyciekawy konflikt etyki osobistej i profesjonalnej plus zniuansowane, wielowątkowe tło społeczne.

skarb_b1-e1463053609938

„Skarb” (Corneliu Poromboiu, 2015)

Slow Cinema X Nowa Fala Rumuńska X bracia Coen. Zabawna, snujska czarna komedia z rozwleczonymi gagami i mocnymi wątkami ekonomicznymi. Śmieszne i świeże. Typ zrobił też „12:08 na wschód od Bukaresztu” i arcysnujskiego, niegłupiego „Policjanta…”, więc jest najwyraźniej przekozakiem.

srecień – dupecień

Zwykły wpis

ArtworkDobra, krótko i powierzchownie, za to nadrabiam ilością. Ale dość o moim pożyciu. W kwietniu słuchane było między innymi:

 

Kim Brown – Wisdom is a Dancer [JUST ANOTHER BEAT]

 Korzenny deep house z duszą i bez sacharozy. Lekki, świeży album na wakacje, aż dziw, że panowie do tej pory niespecjalnie rozchwytwani, pomimo dwóch LP na koncie.


Omar S – The Best! [FXHE]

 W kategorii nabzdyczonych tytułów wydawnictwa autor ‚It can be done, but only I can do it’ nie traci pary. I dobrze, należy mu się jak nic. Cudownie zróżnicowany album, który śmiało porównać można do równie szeroko pomyślanego ‚American Intelligence’ papcia Parrisha. Pozbawione beatów recytacje Ampa Fiddlera sąsiadują tu z surowymi parkietowymi sztosami, psychodelicznymi melodyjkami, chłodnymi dubtechnowymi chordami, sporą dawką kwasu i samplami z disco. Do tego zacna plejada gości (Norm Talley, Kyle Hall, Big Strick) i szczypta nostalgii za złotą erą Detroit. Pouczające, przekrojowe, a przede wszystkim – bardzo, bardzo dobre.


Naphta – 7th Expedition [TRANSATLANTYK]  Debiutancki album piekielnie zdolnego koleżki z Wrocławia to trudna do zdefiniowania mieszanka hip=hopowych beatów, psychodelicznycjch wtrętów jazzowych (takich po linii Sun-Ra) i poniekąd house’owego bujanda. Nie są to może parkietowe killery (choć w rękach sprytnego DJ-a mogą zadziałać świetnie), ale słucha się tego wyśmienicie i w kółko. No i miło w creditsach zobaczyć żywych muzyków, a nie samplozę, papcio Parrish approved.


Konono No. 1 meets Batida [CRAMMED DISCS]

 Weterani z Konga podrasowani przez DJ-a z Angoli. Echa bass music i kuduro, ale w służbie brzmień tradycyjnych. Odjechany zestaw perkusjonaliów (w dużej mierze będącej owocem inwencji członków zespołu), elektryczne likembe i gęstwina nieidentyfikowanych instrumentó i głosów łączą się w niezwykle energicznej, gorącej mieszance. Radosna rzecz.


Voices from the Lake – Second Tempo [SPAZIO DISPONIBLE]

 W końcu wyszło! Od hipnotycznej ‚Ibridy, przez zaskakująco energetyczne ‚258B’, aż po o monumentalny track tytułowy -jezioraki nie zawodzą. Fascynujący, zróżnicowany materiał. Kiedy następne LP?


 Avalon Emerson – Whities 006 [WHITIES]

 A, jakoś mi wyleciało z głowy przy marcowej rekapitulacji, zupełnie niesłusznie. Przystępna, radosna i świeża elektronika z wpływami electro i uroczymi orientalistycznymi powiewami.


Mall Grab – Sun Ra EP [CHURCH MARBLE]

 Czyli ból głowy Cymana. Gwóźdź programu – ‚Can’t’ ze słodziasznym samplem z Alicii Keys dorównuje nieśmiertelnej wersji Mali i sprawia, że EPka sprzedaje się na pniu. No i nie dziwota, tym bardziej, że wszystkie trzy pozostałe tracki też są warte odsłuchu.


Waitress – Copy 1 [TAPE ARCHIVE]

Obskuranckie blog techno/house w obowiązującym stylu: brudno, analogowo, ale z duszą i pewnym smuteczkiem. W linkowanym tracku super pekusjonalia, jak z ‚Margareten’ Hasslama.


CTRL S – Nonuser [TOKEN]

 Surowa, bezkompromisowa petarda, ale z głową. Zgrzyty, piski, glitche w tempie podchodzącym pod 130bpm.


Shlomo – Rechaim remixed [BRIGHT SOUNDS] 

 Boskie remiksy świetnej EPki jednego z moich ulubionych producentów. Wyróżnia się autoremiks szlomiksa i chrumkający walec od Dozzy’ego. Aj waj!


va – Nonnative 08 [SEMANTICA]

 Zestaw przyjemnych toolsów -wyróżniają się  energetyczna sprężynka od Abstract Division i cudownie narastający, kwasowy numer Wata Igarshiego.



Na koniec dwie intrygujące zapowiedzi:

Mala – Mirrors [BROWNSWOOD]

OK, tym to się jaram. Król powraca i nie chodzi mi tu tylko o Popka. Po Kubie Ostatni Sprawiedliwy dubstepu przenosi się do Peru i nagrywa z tamtejszymi muzykami. Tyle wiadomo, LP wyjdzie w czerwcu, a ja tym razem przezornie zapiszę się na preordery.


Donato Dozzy – That Fab [SPAZIO DISPONIBLE]

Na pierwszy rzut ucha nic wyjątkowego, ale każdy nowy numer od Donka cieszy mnie niezmiernie, tym bardziej, że zapowiada si, że nowy label będzie wydwał z jakąś sensowną częstotliwością.

 

 

Mam zimno w domu

Zwykły wpis

Winter_Slender_winter_forest_053887_Dobra, zamiast po raz kolejny przepraszać za monstrualną przerwę w postowaniu, polecę Wam moje postanowienie noworoczne: afirmować wady swoje i innych (ale swoje bardziej). Samodoskonalenie to masturbacja, w dodatku tak zwyklacka jak tylko się da. Dziś w ofercie kilkanaście zajawek ze smutnych jak pizda miesięcy zimowych: kilka ubiegłorocznych zaniedbań (pokłosie grudniowych bestofów), parę rzeczy które wyjść dopiero mają, więc średnia wychodzi w porządku. Pyk:


DJ Richard – Grind [DIAL]

Miejmy już z głowy najhaniebniejsze z zaniedbań. Jakoś mi gdzieś śmignęło, że Rysiek wydał płytę, może poszedł jakiś pobieżny ćwierć-odsłuch, z pewnością nie raz czyjaś selekcja przemyła mi płaty linkowanym sztosiwem, jednak jakoś się tak dziwacznie złożyło, że nie przysiadłem nad całością. Gdybym się takimi rzeczami wstydził – to bym się teraz wstydził. A tak, to mam przyjemność obcowania na świeżo z cudownym, melancholijnym albumem. Proporcja ciupania i eksperymentów optymalna, ładunek analogowych emocji – nieprawdopodobny. Miałem sentymentalny styczeń, OK?


Księżyc – Rabbit Eclipce [PENULTIMATE PRESS]

Czyli sroga podjarka zachodnich recenzentów. Całkowicie zresztą zasłużona. Korbow lirę zmajstrował dojebaniutką, drony wygrywa jak ta-la-la, nogi same do tańca. Przestrzeń, oddech, dawka humoru. Piękny, nocny album, wzorowy produkt eksportowy. Słuchajcie, zanim za dekadę odkryją w Trójce.


Jules Venturini – Untitled [BRUTAŻ]  Czyli rodzimych akcentów ciąg dalszy. Brutaż uzasadnia internetowy hajp fizycznym artefaktem. Klasa! Dwa brudne, analogowe techno-housiwa; spod mierzwy wystawiają nieśmiało ryjki piękne, nostalgiczne melodie. Wyróżnia się śliczny ‚Selector’s Roll’ ze strony ‚B’. Nothing ever changes.


Anthony Parasole – Wild Life EP [DECONSTRUCT MUSIC]

 Antek ciągle w formie. Lekko, z duszą, szumy ćwierkania, dzwoneczki.


Etapp Kyle – Klockworks 16 [KLOCKWORKS]

Oczywisty sztos. Śliczne harmonie, cudowne, miękkie brzmienie, dusza. Tracki kanapowe zjadają te bardziej parkietowe, ale całą czwórka doskonała.


SNTS – The Rustling of the Leaves [SNTS]

Mrok stężony do granicy beki (ej, płaszcz i maska dzioboła, serio?), ale to naprawdę nietuzinkowy album. Gęsto, ciężko, ponuro – leśne techno Mroczna Puszcza edition. Perłę w cierniowej koronie stanowi nieprawdopodobny remix od Polar Inertii skoncentrowany, bezduszny, precyzyjny, od ćwierkania w tle przechodzą ciary.


Acronym – Ashes EP [NORTHERN ELECTRONICS]

Jebaniusieńki blondasek, znowu to zrobił. Tracki ambientowe może i nieco do zapchania, ale ‚Exile’ pompuje aż miło – na basowej sprężynce upychają się kolejne warstwy szmerów, sampli i przeszkadzajek, gdzieś od połowy rozcieńczane niepostrzeżenie przez znak firmowy młodego Szweda: przepiękne ambientowe tchnienie rozpuszczające całą nagromadzoną napinkę, letting go of it all.


BLNDR – Fluid System [ANNULLED]

Pierwsze winylowe wydawnictwo obiecującego norweskiego labelu (btw – sprawdźcie kapitalny album Hydrangei, który wyszedł ich nakładem). Skład smakowity – znany głównie z Hypnusa BLNDR w remixach od Mod21 i Refracted. Oszczędne, skupione, chłodne dubtechno, przez remikserów przysposobione do funkcji toolsów.


v.a. – Dnepr_Vancouver 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Kolejna odsłona wydawniczego przedsięwzięcia podcastowego tytana – RYC. Walka wyrównana, Tolkachev młóci aż miło, ale starcie wygrywa kanadyjski duet The Automatic Message – ich track z początku chrupie sobie niepozornie, zwalnia jak jest okazja, tylko po to, by po breaku zasunąć wygarem. Motoryczne, a niegłupie.


OK, to skoro już jesteśmy przy RYC to dla uzupełnienia jeszcze kilka interesujących zapowiedzi:

v.a. – Stockholm_Helsinki 1.0 [RECLAIM YOUR CITY]

Czwarta część cyklu jest wyjątkowo mocno obsadzona: Evigt Morker, Acronym, Samul Kemppi, Juho Kussti. Rundę jednak zdecydowanie wygrywają Szwedzi, głównie za sprawą niebiańskiego numeru od Morkera: miękki puls i tchnienie nie do podrobienia. Premiera: 9 lutego.


AWB – Celestial Longitude EP [TAAPION RECORDS] Na piątym placku francuskiego labelu AWB staje godnie, jednak nie da się ukryć, że  rilis kradnie wspólny remiks Shlomo i Antigone’. Jest tu wszystko co w leśnym techenku najlepsze: drive i moc bez krztyny łupania, piękne brzmienie, perkusyjne wygibasy. Data wydania: 16 lutego.


Błażej Malinowski -Mort EP [TECHNOSOUL]  Stąd do Szczecina – Błażej Malina! Mój ulubiony rodzimy producent wydaje u kolegów z kru. Cudowna ‚Mika’ zawiera wszystko, za co uwielbiam twórczość Błażeja: przestrzeń, miękkość, głębię i trudny do opisania dostojny spokój. W komplecie zacny zestaw remikserów: Bicknell i Tolkachev. Pozostaje przytoczyć starą pankową zasadę:” wspieraj scenę albo wypierdalaj”, więc pod koniec lutego marsz do sklepów!


Voices From the Lake – Secondo Tempo EP [SPAZIO DISPONIBLE]  Dobra, tym to się chyba najbardziej jaram (sorry Błażej). Jezioraki zakładają label (i towarzyszący mu cykl imprez w rzymskim klubie Goa). Preview pierwszego wydawnictwa brzmi smakowicie, szczególnie lekki, dźwięczny numer tytułowy. Na całość przyjdzie poczekać do 14 marca, ale już teraz zacieram łapki…


Orajt, to by było chwilowo na tyle. Na pewno coś tam pominąłem, szczególnie jak chodzi o obskury z nodata, czy lo-fi house od youtube’owych selektorów, nadrobię. Albo i nie. Trzymajcie się ciepło i nie przejmujcie błahostkami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Styczniowa klęska urodzaju

Zwykły wpis

vargOj, nazbierało się na przełomie lat sporo wartych uwagi rilisków. Jeśli dodać do tego nadrabianie kilku haniebnych zaniedbań z minionego roku, wychodzi na to, że sporą część stycznia spędzałem leżąc plackiem w pokoju i słuchając nowej muzyki. Co jest mniej więcej prawdą – w końcu co lepszego można robić kiedy za oknem pada to lepkie, zimne, białe gówno? (Proste , że integrowanie się z płcią przeciwną, bądź oglądanie nominacji oscarowych NIE jest lepsze od słuchania szwedzkich droniw i technawek, jeśli uważacie inaczej, macie tu wideo Bradleya „Drewniaka” Coopera tulącego lalkę, i spieprzać mi stąd, dziwaki.)
No to jedziemy, kolejność raczej przypadkowa:


E – 00/000/0000 EP [DEEP MOVES]


Pod tym, umówmy się, z deka pretensjonalnym szyldem (ileż można…) kryje się całkiem przyjemna EPka. Mięciutkie, rozmarzone techenko, z mocnymi wpływami nowego dubtechno. Dosłuchać się tam można Evigt Morkera czy Shlømo – i to nie będzie złe skojarzenie, bo hołubiony przeze mnie ostatnio Francuz popełnił na pierwszej stronie remiks „00”. Najciekawszym strzałem jest jednak pięknię rozwijające się, epickie zamykające stawkę „0000”.


 

Sterac – The Hypnoticus Remixes [DELSIN] 


Użyteczny, typowo djtoolski pompujący numerek wzięty na warsztat przez zacne grono remikserów – Vrila, Dehnerta i duet Anthony Parasole & Phil Moffa. I właśnie efekt pracy tych ostatnich robi największe wrażenie – wyjątkowo efektywny, energetyczny track. Drive w czystej postaci.


Varg – Gravrösens Bortglömda Band  [SEMANTICA]


Zainspirowany sylwestrowym bukingiem Brutażu i absolutnym rozsmarem jaki mi uczynił w Tresorze premierowy live Ulwhednar (Varg + Abdulla Rashim) postanowiłem przesłuchać wszystkie piosenki tego ponurego wikinga, który wygląda jakby urwał się z jakiejś blackowej kapeli. Na początek – oczywisty wybór, czyli rilis dla niezawodnej Semantici – i już wiadomo, że koniec roku w tej wytwórni należał do Szwedów (miesiąc temu wspominałem o ‚Yggdrasil’ Acronyma). Numery Varga z tego placka to hipnotyzujące techno-tripy oparte na pędzących, ale nie mających w sobie nic z toporności perkusjonaliach. Do tego nieortodoksyjne tempa i ambientowe tchnienie, które jest tu czymś więcej niż tylko wypełniaczem tła. Magia! A to dopiero początek…


Varg & Hypnobirds – Linje 19 [CLAN DESTINE]


Ciągle pod głównym nickiem, ale już bardziej w kierunku okolic które intensywnie eksploruje w swoich licznych innych projektach. Darkambientowa tafla, które topnieje tylko na chwilkę, by odsłonić techno-szkielet (z deka acidowy, choć w mocno stężałym tempie), a zaraz po nim znowu się nad nim zamknąć. Ja wiem, że to klisza – ale nie wyobrażam sobie, by ten mini album mógł powstać gdziekolwiek poniżej pięćdziesiątego równoleżnika.


D.Å.R.F.D.H.S. – Killing Is No Murder [OPAL TAPES]

Powyższy akronim pochodzi od Dard Å Ranj Från Det Hebbershålska Samfundet. Oczywiście. To trzyosobowa grupa w której udziel się milusiński Varg. Generują z siebie monumentalny, orkiestralny ambient/drone, zbaczający chwilami w noise. W dziedzinie muzyki wydawanej na kasetach w nakładzie stu sztuk jestem laikiem, pozwólcie więc, że ograniczę się do podlinkowania ostatniego wydawnictwa dla Opal Tapes i polecenia by rozpocząć odsłuch od drugiego tracka – podszytego jeszcze perkusjonaliami rodem z Vargowym techenek, a następnie zanurkować w odmęty reszty albumu.


Oczywiście – jest tego znacznie więcej. Ale Varg jest taki dobry, że warto sobie go dawkować. Zerknijcie jeszcze na Ulwhednar (wspomniane kolabo z Rashimem, też wydane na kasetkach). No i z pewnością jeszcze go tu zobaczycie . Tymczasem wrócę do reszty styczniowego łupanka:


Hiss: 1292 – Veve EP [DEMENT3D]


Drugie wydawnictwo tajemniczego duetu dla francuskiego labelu i ponownie strzał w dziesiątkę. ‚Vevo’ jest zdecydowanie mocniejsza niż poprzedniczka, co nie oznacza, że powinniście się spodziewać ciupania na oślep. Cztery niezwykle gęste, nerwowe numerki ze świetnie budowanym napięciem (‚Augun!’). Ściana niegłupiego łupania.


Eduardo de la Calle – Methodical Machines EP [CADENZA]


And now for something completely different…
Edek, jak to Edek – jest rozpoznawalny na pierwszy rzut ucha. Otwierające EPkę ‚Gajapati’ brzmi jako żywo jak odpad produkcyjny po semanticowym ‚Quasi-Calligraphic’, czy ‚The Promise’ dla Modularz. Ale nawet jeżeli – to co to jest a odpad! Jeżeli nawet te numery są generyczne – to życzyłbym takiej sztampy każdemu. Tak czy inaczej – im dalej w EPkę, tym robi się ciekawiej: uwagę przykuwa build-up w ‚The Demigod’s Control’ czy nerwowe ‚White Noise for James’. Jednak prawdziwą perełkę stanowi numer zamykający wydawnictwo: inspirowany andaluzyjskim flamenco (ale z pomysłem, to nie jest li tępy sampling!) ‚Concierto de Aranjuez’. Wieńcząca track partia gitary w wielu innych okolicznościach byłaby mocno cheesy, tu, po dziewięciu minutach hipnotycznej pulsacji przynosi błogie rozprężenie. No dobra, może i jest odrobinkę kiczowata.


Hieroglyphic Being – A Synthetic Love Life [+++]


Odkopane. Ten koleżka wydaje tyle, że naprawdę ciężko to ogarnąć. Interesujący mały albumik dla sublabelu Mathematic. Dziwaczne, bezczasowe houesiwa – czasem kwaśne, brudne i zgrzytliwe, czasem, jak w tjunie powyżej, anielsko łagodne i rozkosznie wyluzowane. Całość psychodelicznie rozjechana i ujmująco nonszalancka.


 

Frank Bretschneider – Sinn + Form [RASTER – NOTON]


Wbrew pierwszym wrażeniom Bretschneider zawsze wydawał mi się jednym z najbardziej przystępnych przedstawicieli oficyny z Chemnitz. Nie inaczej jest i tym razem – nowe LP może wydawać się błahą głupawką przy poprzednich wydawnictwach Bretschneidera, ale to i tak całkiem zajmująca pozycja. Rozkosznie wkurwiające bleepy, którym jednak po dłuższym czasie zaczyna brakować brudu i ciężaru – no cóż, ‚Rhythm’ to to nie jest, ale można posłuchać.


Ryuichi Sakamoto, Illuha, Taylor Deupree – Perpetual [12K]


Owoc pierwszego spotkania grupki muzyków i improwizowanego wspólnego występu w Japonii. Mnóstwo przestrzeni i oddechu, dyskretne szumy i strzępki field recordings, gdzieś w tle rozmazany w reverbach fortepian Sakamoto. Piękny, kojący album.


No i to by było na tyle. Nowy Vril ciągle na tapecie, RSS B0ysi – jednak wciąż meh, druga część Arrangements in Monochrome Shifteda mnie wymęczyła, składak Dystopianów również bez szału.

 

 

lato / jesień 2014

Zwykły wpis

lapianaok, wyjątkowe lenistwo, a w konsekwencji – przestój ostatnio tu zapanował. aby jakoś nadgonić z relacjonowaniem odsłuchów i za parę dni wysmażyć nieco dłuższego posta z odkryciami listopodowo – grudniowymi wypadałoby napisać choć parę słów o zajaweczkach z cieplejszych miesięcy. jako że lenistwo sprzyja jednocześnie niezrównanej inwencji w wymyślaniu własnych usprawiedliwień (to moja ulubiona odmiana kreatywności, którą bardziej ogarnięci nazwą pewnie „wygodnictwem”, czy „szukaniem wymówek”) – oto koncept którym wytłumaczę się z haniebnej zdawkowości niniejszego posta: paromiesięczny przestój pozwolił mi posłuchać wielu rzeczy z dystansem, a zatem w niniejszym zestawieniu znajdują się tjuny, które z całą pewnością po sierpniowych, wrześniowych i październikowych eksploracjach już mi się uleżały i pewnie ze mną zostaną. czy coś.
a zatem, grane było (kolejność dowolna) :

  1. Max_M / Fabrizio Lapiana – 1002 [M_REC]
    Wyważone, subtelne techno-klikania z niezawodnego [M_REC]. Kapitalny, mocno przywodzący na myśl tjuny Tadeo z EPki „Container of Contradictions” (o której parę słów w zestawieniu kwietniowym) podzwaniający track od Max_M – właściciela wytwórni, z drugiej strony – nad wyraz łagodna, wręcz sentymentalna piosnka od Włocha.


  2. Teste / Edit Select – The Wipe / Ascend [EDIT-SELECT RECORDS]
    Tegoroczny rework klasycznego „The Wipe” (oryginalnie wydanego w 1992) to dla mnie jeden ze słonecznych, wakacyjnych hitów. No – nie całkiem. Kłębiące się na oszczędnie wyłupanym rusztowaniu bulgocące, stężone kwasiwo. Brzmi jak nieco odchudzony Rrose, który zresztą też zmajstrował dla wytwórni Edit-Selecta elegancki remiks „The Wipe”. Pierwszy raz usłyszane w secie Koppa w Tresorze… – no tak, to zdecydowanie nie jest numer na mały soundsystem.


  3. In Aeternam Vale – Jealous God 05 [JEALOUS GOD]
    Klasyczny francuski skład to dla mnie jedno z odkryć tegorocznego Atonala. Tu w wydaniu nieco mocniejszym, by nie rzec – wałkowatym, czyli w obowiązującej ostatnio estetyce. Jednak energetyczny live grubaska w imponującej hali berlińskiego Kraftwerk nie pozostawia wątpliwości, że to tak naprawdę radosna, a wręcz taneczna nuta. Dlatego też, by oddać jej sprawiedliwość, od razu następny riliz:
  4. In Aeternam Vale – Gnd lift [MINIMAL WAVE]
    Sorry za jakość, ale numer wyszedł dopiero niedawno i nie ma jeszcze sensownego ripa na Tubce. Czy tylko ja słyszę w samplu „Czy może Niemiec? – Nie wiesz kto to” ?


  5. Abdulla Rashim – Unanimity [NORTHERN ELECTRONICS]
    Kapitalny, chyba mocno niedoceniany albumik dla równie interesującego szwedzkiego labelu. Podobnie jak na wielbionym przeze mnie „Crossed Paths” Shifteda – tu nie ma przebojowych melodii i hiciorków na single. Kawał gęstej smoły, hipnotyzujące dj-toolsowe pętelki. Proporcja rozwodnionych ambienciw do mięcha – idealna (czego niestety nie sposób było powiedzieć o nudnym jak flaki z olejem występie Abdulli na Atonalu…)


  6. Błażej Malinowski – Dual Reality [PHORMA]
    Wiadomo, Błażej to polski Rrose, każdy kto słyszał jego genialny live to powierdzi. Tu w nieco lżejszej (hard?)dubtechno odsłonie, w kapitalnej Phormie (da-bum-tss!)


  7. v/a – Taapion 002 [TAAPION RECORDS]
    Fantastyczna, zróżnicowana kompilacja dla obiecującego Taapion Records. O świetnej formie Francuzów zaświadcza przede wszystkim pierwszy numer – nieoczywisty łamaniec od genialnego Antigone’a. Drugą perełką jest numer od współwłaścicieli wytwórni – subtelna, melodyjna mgiełka. Przy okazji – koniecznie zwróćcie uwagę na Shlømo, ten gość ma niesamowity zmysł do melodii i nie wydaje słabych rzeczy:

    A skoro już przy nim jesteśmy…


  8. Shlømo – Rechaïm EP [BRIGHT SOUNDS]
    Cudowne cztery numerki z francusko-niemieckiej oficynki. Strona „A” nieco lżejsza, senne odrealnione numerki, dwa kolejne nieci gęstsze z charakterystycznymi kwaśnymi perkusjonaliami. Wszystkie to małe, świetnie zrównoważone perełki, na czele z linkowanym „Grounden Queen” – ciekawie złożonym trackiem-opowieścią o niebanalnym potencjale parkietowym.


  9. Fango – Tei [DEGUSTIBUS MUSIC]
    Haniebnie późno odsłuchany przeze mnie fantastyczny riliz tajemniczego Peruwiańczyka. Mocno perkusyjne, świetny groove i efektowne sample. Zdecydowanie taneczna, ale i niepozbawiona klimatu rzeczy przywodzące na myśl techno z Wysp.


    Ok, to by było na tyle jeśli chodzi o krótkie podsumowanko. Na dniach obiecuję napisać nieco więcej o rzeczach, które działy się pod koniec roku, spokojnie – nie zabraknie boskiego albumu Shaded Explorera.
    A tymczasem – ku przestrodze i poniekąd w temacie – dwa zajmujące artykuły o istocie prokrastynacji i sposobach na walkę z nią:
    Kim jest Małpka Natychmiastowej Gratyfikacji…
    …i jak sobie z nią poradzić