pięć strzałów z kwietnia

Zwykły wpis

R-EP035_MaxLoderbauerJacekSienkiewiczOrajt, w kwietniu ewidentnie dopadł mnie syndrom leniwego didżeja, stąd i odsłuchów jak kot napłakał, szczególnie tych singlowych. Z drugiej strony aż mnie ręce świerzbią, by porozpływać się nad dwoma nowymi albumami Varga, no, ale Ordnung muss sein – to jednak już majowe rilisy. Dobra, opędzlujmy ten kwiecień na szybkości:

Max Loderbauer & Jacek Sienkiewicz – Ridges [RECOGNITION]

Tego ciężko się było spodziewać. Dwa długaśne (powyżej tylko urywek) numery bez jednego bitu. Rozciągnięte ambientowe mazy, drone’owe wkrętki, sporo przestrzeni i oddechu plus echa zaśpiewów. Całości bliżej do Popol Vuh niż parkietowych wcieleń Sienkiewicza, te górki na okładce i w tytule to nie jest błędny trop.


Strië – Struktura [SEREIN]

Kolejna bezbitowa wycieczka. Leciutki, subtelny ambient ze sporą dawką field recording. Dopieszczone szczegóły, rozkosznie lekka atmosfera. W linkowanym numerze pod koniec nieśmiało cyknie dubtechno, ale to najbardziej dynamiczny moment albumu.


Feingold – Nuff Zang [1080p]

Ciekawy house z kasety. Bity ciosane na odlew i niechlujnie, jak należy, w tle subtelności, rozmarzone pady i pętle podduszonych wokali. Znajdzie się też numerek jungle’owy i juke’owy, ale utrzymane w podobnej, leniwej stylistyce.


Foreign – Baroc005 [BAROC]

Jak już pozostajemy w zwałowej estetyce, to nie mogło tu zabraknąć tego sztosiwa. Najnowsze wydawnictwo bardzo ciekawego kolońskiego labelu Baroc (notka w przygotowaniu) – cztery numery bez tytułów, z nieortodoksyjną konstrukcją, zaskakującymi zwrotami akcji i niesamowitym, odrealnionym klimatem. I znowu, podobnie jak wyżej, bity ciosane grubo, w klimacie moerbackowym, za to pady i sample nadają numerom rozkosznej lekkości. Zdecydowanie najciekawsze odkrycie z kwietnia.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss [KABALION]

Ok, o tym cudeńku już pisałem w kontekście całego labelu, ale żal nie przypomnieć takiej perły.


No i to właściwie by było na tyle jak chodzi o regularne odsłuchy. Z trochę innej bajki dorzuciłbym jeszcze nowego Tylera, czy epicki jazz Kamasiego Washingtona:


Bardzo zachęcająco brzmiał też preview albumu Cio d’Or dla Semantiki, niestety z całością zapoznam się dobrze dopiero w maju, tu więc tylko na smaczek:


No i na koniec nie sposób nie wspomnieć o lajwie który katuję przez cały miesiąc. Wielbiony przeze mnie Shaded Explorer a.k.a. Emanuele Pertoldi popełnił był dla Tresora (nie wiedzieć czemu, w ramach serii ‚new faces’) takie oto cudeńko: 

(SZYBKI) RZUT UCHEM: KABALION

Zwykły wpis

headerOk, tym razem krótka piłka, bo i label skromniutki. Szwedzki Kabalion to świeżutka, powstała w 2014, przybudówka już dość dobrze rozpoznawalnego Hypnus Records. Podobnie jak jego rodzicielski label zdaje się specjalizować w wyciszonym, głębokim techno i ambient-techno, bez jakichś specjalnych ambicji parkietowych, nadrabiającym za to atmosferą. W porównaniu z ofertą labelu-matki katalog Kabalion zapowiada muzykę jeszcze bardziej introwertyczną i wyciszoną, to też zresztą najbardziej konkretny wniosek, który można wyciągnąć z new-age’owo nadętego manifestu labelu (dostępnego tutaj. Dla cierpliwych!). Zamiast jednak pastwić się nad pompatyczną auto-deklaracją oficynki, lepiej przejść do odsłuchów, bo to znacznie bardziej satysfakcjonujące zajęcie.


Shaded Explorer – Resonance from the Abyss

Zaczniemy nieco od tyłu, od najnowszej pozycji (pun intended!), bo to ona zwróciła moją uwagę na młody label.
Nie ma co ukrywać, jestem psychofanem Włocha od czasu kapitalnego albumu dla Silent Season nad którym rozpływałem się kilka miesięcy temu. Katowany przeze mnie ostatnio jego live dla Tresora tylko utwierdził mnie w tym uwielbieniu. I chyba właśnie linkowane nagranie dla techno-skarbca byłoby dla kabalionowego singla lepszym punktem odniesienia niż album. Pertoldi śmielej sięga po techno, choć wciąż większość z czterech (pięciu w digitalu) numerów na wydawnictwie brodzi w gęstej ambientowej zupie. Zwraca uwagę strona ‚B’ – ze stosunkowo mocnym, motorycznym ‚Submarine Public Transport’ i klimatycznym, przywołującym VFTL nie tylko w tytule ‚Nestled in the Lake’. Jednak prawdziwą perłą jest drugi track ze strony ‚A’ – ‚Bake -Kujira’ – rozbudowany, z wyraźną narracją, kapitalnie dawkowany napięciem i narastającą energią, idealny gdzieś na początek seta, o ile komuś nie przeszkadzają okolice stu dziesięciu BPM. Mi nie.


Yuka / Antonio Ruscito – The First Elixir

Cofając się raptem kilka miesięcy wstecz natrafiamy na pierwsze winylowe wydawnictwo Kabalion. ‚The First Elixir’ uwarzony został z dwóch najefektowniejszych tracków z cyfrowej EPki Antonia Ruscito (ach, ci Włosi…) i dwóch numerów od syberyjskiej producentki Yuka (okolice Dashy Rush, wydawnictwa dla Fullpanda). ‚Composto C’ i ‚D’ od Włocha to grzęzawisko perkusjonaliów pod ambientową mgiełką, nieco po linii Varga.
Na drugiej stronie placka Yuka oferuje klimatyczne intro ze strzępkami  pięknej, rosyjskiej mowy (podobne rzeczy robił Kontext, samplując na swoim albumie Tarkowskiego), a do tego dwa nieco bardziej dynamiczne utworki, utrzymane w szybszych tempach niż te od Włocha, ale z podobnie gęstą, lekko synkopującą perkusją. Przyjemne cykanie.


Antonio Ruscito – Polveri di Ghiaccio

Ofertę labelu otwiera cyfrowa EPka od Antonio Ruscito. Za wyjątkiem dwóch mocniejszych numerów wyłuskanych potem na potrzeby pierwszego tłoczenia (patrz wyżej) całość ‚Lodowego Pyłu’ to ambientowy podmuch. Momentami pojawia się tu odległe tętno rytmu (‚Composto E’), ale ciężko będzie się upierać, że to ambient-techno. Przyjemne, eleganckie tła, które mogą chyba świadczyć o tym, że młodszy braciszek Hypnusa odważniej będzie zapędzał się na bezbeatowe rubieża…


…o czym zaświadcza też preview następnego wydawnictwa:

Periskop jest specjalistą od skupionego ambientu / dark ambientu – i, jak słychać w zajawce, w takim klimacie utrzymana będzia czwarta propozycja Kabaliona, która w podwójnym formacie (trzy winyle bądź mix na płycie CD) wyjść ma w czerwcu.

Ciężko sensownie wyrokować o labelu o tak skromnej ofercie, jednak jeżeli Kabalion utrzyma obecny kurs – tj głębinowe techniawki zdrowo rozcieńczone ambientem, może stać się bardzo przyjemnym uzupełnieniem oferty Hypnus. A jeżeli zadomowi się w nim Shaded Explorer, może stać się nawet bardziej interesujący od starszego braciszka…


Ach, no tak, na koniec jeszcze garść linków, oto: soundcloud / bandcamp / oficjalna strona oraz fanpage Kabalion Records.

Styczniowa klęska urodzaju

Zwykły wpis

vargOj, nazbierało się na przełomie lat sporo wartych uwagi rilisków. Jeśli dodać do tego nadrabianie kilku haniebnych zaniedbań z minionego roku, wychodzi na to, że sporą część stycznia spędzałem leżąc plackiem w pokoju i słuchając nowej muzyki. Co jest mniej więcej prawdą – w końcu co lepszego można robić kiedy za oknem pada to lepkie, zimne, białe gówno? (Proste , że integrowanie się z płcią przeciwną, bądź oglądanie nominacji oscarowych NIE jest lepsze od słuchania szwedzkich droniw i technawek, jeśli uważacie inaczej, macie tu wideo Bradleya „Drewniaka” Coopera tulącego lalkę, i spieprzać mi stąd, dziwaki.)
No to jedziemy, kolejność raczej przypadkowa:


E – 00/000/0000 EP [DEEP MOVES]


Pod tym, umówmy się, z deka pretensjonalnym szyldem (ileż można…) kryje się całkiem przyjemna EPka. Mięciutkie, rozmarzone techenko, z mocnymi wpływami nowego dubtechno. Dosłuchać się tam można Evigt Morkera czy Shlømo – i to nie będzie złe skojarzenie, bo hołubiony przeze mnie ostatnio Francuz popełnił na pierwszej stronie remiks „00”. Najciekawszym strzałem jest jednak pięknię rozwijające się, epickie zamykające stawkę „0000”.


 

Sterac – The Hypnoticus Remixes [DELSIN] 


Użyteczny, typowo djtoolski pompujący numerek wzięty na warsztat przez zacne grono remikserów – Vrila, Dehnerta i duet Anthony Parasole & Phil Moffa. I właśnie efekt pracy tych ostatnich robi największe wrażenie – wyjątkowo efektywny, energetyczny track. Drive w czystej postaci.


Varg – Gravrösens Bortglömda Band  [SEMANTICA]


Zainspirowany sylwestrowym bukingiem Brutażu i absolutnym rozsmarem jaki mi uczynił w Tresorze premierowy live Ulwhednar (Varg + Abdulla Rashim) postanowiłem przesłuchać wszystkie piosenki tego ponurego wikinga, który wygląda jakby urwał się z jakiejś blackowej kapeli. Na początek – oczywisty wybór, czyli rilis dla niezawodnej Semantici – i już wiadomo, że koniec roku w tej wytwórni należał do Szwedów (miesiąc temu wspominałem o ‚Yggdrasil’ Acronyma). Numery Varga z tego placka to hipnotyzujące techno-tripy oparte na pędzących, ale nie mających w sobie nic z toporności perkusjonaliach. Do tego nieortodoksyjne tempa i ambientowe tchnienie, które jest tu czymś więcej niż tylko wypełniaczem tła. Magia! A to dopiero początek…


Varg & Hypnobirds – Linje 19 [CLAN DESTINE]


Ciągle pod głównym nickiem, ale już bardziej w kierunku okolic które intensywnie eksploruje w swoich licznych innych projektach. Darkambientowa tafla, które topnieje tylko na chwilkę, by odsłonić techno-szkielet (z deka acidowy, choć w mocno stężałym tempie), a zaraz po nim znowu się nad nim zamknąć. Ja wiem, że to klisza – ale nie wyobrażam sobie, by ten mini album mógł powstać gdziekolwiek poniżej pięćdziesiątego równoleżnika.


D.Å.R.F.D.H.S. – Killing Is No Murder [OPAL TAPES]

Powyższy akronim pochodzi od Dard Å Ranj Från Det Hebbershålska Samfundet. Oczywiście. To trzyosobowa grupa w której udziel się milusiński Varg. Generują z siebie monumentalny, orkiestralny ambient/drone, zbaczający chwilami w noise. W dziedzinie muzyki wydawanej na kasetach w nakładzie stu sztuk jestem laikiem, pozwólcie więc, że ograniczę się do podlinkowania ostatniego wydawnictwa dla Opal Tapes i polecenia by rozpocząć odsłuch od drugiego tracka – podszytego jeszcze perkusjonaliami rodem z Vargowym techenek, a następnie zanurkować w odmęty reszty albumu.


Oczywiście – jest tego znacznie więcej. Ale Varg jest taki dobry, że warto sobie go dawkować. Zerknijcie jeszcze na Ulwhednar (wspomniane kolabo z Rashimem, też wydane na kasetkach). No i z pewnością jeszcze go tu zobaczycie . Tymczasem wrócę do reszty styczniowego łupanka:


Hiss: 1292 – Veve EP [DEMENT3D]


Drugie wydawnictwo tajemniczego duetu dla francuskiego labelu i ponownie strzał w dziesiątkę. ‚Vevo’ jest zdecydowanie mocniejsza niż poprzedniczka, co nie oznacza, że powinniście się spodziewać ciupania na oślep. Cztery niezwykle gęste, nerwowe numerki ze świetnie budowanym napięciem (‚Augun!’). Ściana niegłupiego łupania.


Eduardo de la Calle – Methodical Machines EP [CADENZA]


And now for something completely different…
Edek, jak to Edek – jest rozpoznawalny na pierwszy rzut ucha. Otwierające EPkę ‚Gajapati’ brzmi jako żywo jak odpad produkcyjny po semanticowym ‚Quasi-Calligraphic’, czy ‚The Promise’ dla Modularz. Ale nawet jeżeli – to co to jest a odpad! Jeżeli nawet te numery są generyczne – to życzyłbym takiej sztampy każdemu. Tak czy inaczej – im dalej w EPkę, tym robi się ciekawiej: uwagę przykuwa build-up w ‚The Demigod’s Control’ czy nerwowe ‚White Noise for James’. Jednak prawdziwą perełkę stanowi numer zamykający wydawnictwo: inspirowany andaluzyjskim flamenco (ale z pomysłem, to nie jest li tępy sampling!) ‚Concierto de Aranjuez’. Wieńcząca track partia gitary w wielu innych okolicznościach byłaby mocno cheesy, tu, po dziewięciu minutach hipnotycznej pulsacji przynosi błogie rozprężenie. No dobra, może i jest odrobinkę kiczowata.


Hieroglyphic Being – A Synthetic Love Life [+++]


Odkopane. Ten koleżka wydaje tyle, że naprawdę ciężko to ogarnąć. Interesujący mały albumik dla sublabelu Mathematic. Dziwaczne, bezczasowe houesiwa – czasem kwaśne, brudne i zgrzytliwe, czasem, jak w tjunie powyżej, anielsko łagodne i rozkosznie wyluzowane. Całość psychodelicznie rozjechana i ujmująco nonszalancka.


 

Frank Bretschneider – Sinn + Form [RASTER – NOTON]


Wbrew pierwszym wrażeniom Bretschneider zawsze wydawał mi się jednym z najbardziej przystępnych przedstawicieli oficyny z Chemnitz. Nie inaczej jest i tym razem – nowe LP może wydawać się błahą głupawką przy poprzednich wydawnictwach Bretschneidera, ale to i tak całkiem zajmująca pozycja. Rozkosznie wkurwiające bleepy, którym jednak po dłuższym czasie zaczyna brakować brudu i ciężaru – no cóż, ‚Rhythm’ to to nie jest, ale można posłuchać.


Ryuichi Sakamoto, Illuha, Taylor Deupree – Perpetual [12K]


Owoc pierwszego spotkania grupki muzyków i improwizowanego wspólnego występu w Japonii. Mnóstwo przestrzeni i oddechu, dyskretne szumy i strzępki field recordings, gdzieś w tle rozmazany w reverbach fortepian Sakamoto. Piękny, kojący album.


No i to by było na tyle. Nowy Vril ciągle na tapecie, RSS B0ysi – jednak wciąż meh, druga część Arrangements in Monochrome Shifteda mnie wymęczyła, składak Dystopianów również bez szału.