Trzynaście strzałów z marca

Zwykły wpis

arcing

(dobra mądrale, wiem, że nie wszystko wyszło w marcu, to po prostu rzeczy, które w tym, skądinąd wspaniałym, miesiącu odkryłem / zajeżdżałem najintensywniej):

  1. Donato Dozzy & Nuel – The Aquaplano Sessions
    Wiadomo, tego cudeńka nie mogło zabraknąć. Oryginały wydane dla – niespodzianka – Aquaplano dawno osiągnęły zawrotne ceny, więc popełniony przez Spectrum Spools zbiorczy repress był błogosławieństwem (niemniej, nakład jest już na granicy wyprzedania i już zaczyna się discogsowa spekulacja). Te numery wyprzedzały nieco VFTL, ale już wyraźnie słychać w nich inwencję Dozzy’ego i patenty wykorzystane potem na jego genialnym albumie popełnionym z Neelem, ot chociażby w moim ulubionym:


  2. Loscil & Fieldhead – Fury And Hecla
    Nie będę się wymądrzał, bo prawie nie znam Loscila, do tej pory kojarzyłem go po prostu z mocno rozdętymi ambiencidłami. EPka wydana z Fieldheadem jakoś mnie jednak ujęła lekkością i strzępkami melodii – w sam raz na pierwsze dni wiosny. Sprawdźcie numer tytułowy:


  3. Kassem Mosse – Workshop 19
    Niby błahostka, lekki albumik do przewijania w tle, ale ze zdziwieniem odkrywam, że zapętlam od dwóch tygodni. Nostalgiczne melodyjki, surowe perkusjonalia, brzmi jak odchudzony John Roberts:


  4. Ø – Konstellaatio
    Nic już nie ma do dodania:


  5. Lucy – Churches, Schools and Guns
    Po zadziwiająco lekko wchodzącym mi w lutym Kangding Ray nie spodziewałem się, że album Lucynki będzie na tyle ciężkostrawny. Kilka pierwszych nieuważnych odsłuchów w tle nieco mnie odstręczyło, zachęcony jednak ochami i achami osłuchanych znajomych przysiadłem jeszcze na parę bardziej skupionych sesji. Nie jest to rzecz relaksacyjna, strzępki melodii trzeba wyławiać z gulaszu perkusjonaliów, tempa – dziwaczne, potencjał parkietowy, hm – dyskusyjny. Jednak po poświęceniu nieco uwagi naprawdę zyskuje, ile tu detali! Wrzucam najbardziej zachęcający track (który doczekał się ciekawego remiksu autorstwa Eomaca):


  6. Efdemin – Decay
    Jak pisać o albumie który ma wyjść w kwietniu tak, żeby nie wyjść na najbezczelniejszego pirata? A pieprzyć to, byłem po prostu ciekawy… Pierwsze dwa numery, które wyciekły kilka tygodni temu to wspaniałe, miękkie, mocno efdeminowe plumkani, reszta LP jednak momentami zaskakująco skręca w kierunku przyciężkawego(oczywiście – jak na Efdemina, Modularzów się nie spodziewajcie), pompującego techenka – czasami z rezultatem miałkim (meh, Filip – inni robią to lepiej), czasem z fascynującym (transowy, cudownie rozwijający się ‚Solaris’). Wrzucam otwierający tjunik (reszty jeszcze nie ma na tubce):


  7. Peter van Hoesen – Outlands EP
    Piotrek w mojej ulubionej odsłonie – niepokojąca melodia, rozbudowane perkusjonalia, sporo dzieje się w tle, bez łupania na oślep. Instant buy.


  8. Phon.o – Cracking Space pt.1
    Garage i okolice nieco u mnie leżą i kwiczą, więc możliwe, że jaram się nie tymi co trzeba,podczas gdy za rogiem już czai się jakaś łotewska nadzieja sceny. Nic to, wiem, że wszystkie rzeczy wydane przez Phon.O dla 50Weapons wchodzą mi bez popitki, nie inaczej jest i z ostatnią epką: dwa tjuny ze słodziutkimi wokalami i fantastyczny ‚Kellerkind’ z zimnymi dubowatymi akordami w breakdownach, przywodzącymi na myśli ‚Nomad’ Headhuntera. Wszystko w sympatycznych, grywalnych, nieprzekraczających 130bpmów tempach:


  9. Arcing Seas – Ophidian
    Obok Positive Centre najciekawsza nowość w prowadzonym przez Sighę labelu. Dwa gęste, klimatyczne bangerki przełożone cykającym ‚Amniotic’ utrzymanym w nieco mniej grywalnym tempie:


  10. Erika – Hexagon Cloud remixed 2.0
    Tak jak sam albumik po paru odsłuchach wstrzelił się u mnie gdzieś między „no dobra” a „meh”, tak zebrane na dwóch wydawnictwach remiksy w końcu wydobyły z tych podjeżdżających electro cheesy-melodyjek sporo jadu. ‚Outer Space remix’ to, obok wersji Dozzy’ego, mój faworyt. Tune in, drop out:


  11. Terje Bakke – Dovyn Aren EP
    Lajtowy house z Norwegii, tu w niesztampowej, chrumkającej i plumkającej odsłonie:




    do tego jeszcze dwa zajeżdżane sety:

  12. I/Y – Input Selector podcast #141
    Gruzińsko – francuski duet rezydujący w Berlinie. Świetne wydawnictwa (vinyl only) i fantastyczne, hipnotyzujące sety, linkuję chyba najbardziej hajpowany, ale jest tego sporo więcej, wszystkie warte rzucenia uchem.(psst, w tym roku w Polsce). Więcej o I/Y –>tu.


  13. Neel – Smoke Machine podcast #58
    No i na koniec znowu Włoch – tym razem druga połowa VFTL. Większość podcastów od Smoke Machine cechuje wysoki poziom, ale ten to prawdziwa perła. Niepowtarzalny klimat, świetnie stopniowane napięcie, selekcja!
Reklamy

Ø ‎– Konstellaatio

Zwykły wpis

ImageMuszę przyznać, że Ø to moje ulubione wcielenie ponurego Fina. Tak jak [herezja] nigdy jakoś nie mogłem przekonać się do Pan Sonic, choć wiem, że ‚Vakio’ to klasyg [/herezja], tak łagodniejsze oblicze Vainio wyjątkowo mi podchodziło, na czele z przecudowną ‚Olevą’. Okazja do porównań zresztą sama się nasuwa, bo niemal równolegle z najnowszym albumem Ø wyszedł stworzony pod szyldem hałaśliwego duetu ‚Oksatus‚. Ja jednak wolę przyznać, że te drugie wydawnictwo to po prostu nie moje bajka i skupić się na smaczkach z [Sähkö].

Tegoroczne (nie licząc nieludzko drogich test pressingów, które wypłynęły już pod koniec zeszłego roku) wydawnictwo ZbioroPusta (czy w ten sposób wystarczająco wyraźnie odróżniam ten alias Vainio od techno-imiennika z Tokena?) wydaje się zaskakująco łagodne nawet na tle jego wcześniejszych dokonań, coraz bardziej dryfując w stronę rozlanych ambienciaków. Tak brzmi zarówno Metsän Sydän, jak i przywodzący na myśl rytualne ponuractwa Halo Manash Syvänteessä Pukinjalkaisen (powstrzymałem się od sprawdzania fińskich tytułów na translatorze, lubię myśleć, że Vainio jest niezłym trollem i tytuły swoich tracków bierze od chorób wenerycznych, albo nazwisk brzydkich fińskich aktorek). Z drugiej strony wśród tych subtelnych plam szumów i pogłosów nie brak także tego, co u Ø podoba mi się najbardziej – sporej porcji melodii, jak na przykład w Otavie, wieńczącym zestaw sofciarskim ‚Takaisin‚, czy w fantastycznym, brzmiącym jak najlepsze momenty Olevy wzbogacone o raster-notonowe szumy i piski ‚Kesäyön Haltijat’:

Równie znajomo brzmi też bardziej stonowane, oparte na zapętlonych klikach ‚Syvyydessä Kimallus’:

‚Konstellaatio’ to nie jest rewolucyjny albumik, jednak dzięki właściwej produkcjom łagodniejszego wcielenia Vainio perfekcyjnej proporcji mroku i lekkości (dare I say – lekkostrawności?) nie nuży i przykuwa uwagę (w przeciwieństwie np do ‚Kilo’ o którym zapomniałem po tygodniu). Ja zapętlam już od miesiąca.

Więcej? – recka od ‚Quietusa‚ | recka od ‚Nowej Muzyki’


 

Dobra, nie mogę nie skorzystać z pretekstu i odmówić sobie na koniec tego kawerka:

 

 

ΑΝΑΣΤΕΝΑΡΙΑ – muzyka do spacerów po ogniu w remiksach Vatican Shadow i Swansona

Zwykły wpis

Image

‚Anastenaria’  to praktykowany w Grecji i Bułgarii tradycyjny rytuał przejścia po rozżarzonych węglach. Obrzędowi towarzyszy mocno transowa muzyka, która dzięki pracy etnomuzykologów doczekała się rejestracji – m.in w 1979 w wiosce Aghia Eleni. To nagranie z kolei w 2008 zostaje wydane przez Editions Zero – odłam greckiej oficyny Absurd w limitowanej edycji dwustu płyt CD [->discogs] (dobra, nie wnikam jaki sens mają edycje limitowane w przypadku wydań na cedeczku).Więcej o tym wydaniu + fragmenty recenzji -> tutaj.

 

Naprawdę ciekawie zaczyna się jednak robić dopiero przy okazji tegorocznej reedycji ‚Anastenarii’ (opatrzonej podtytułem ‚Music of the Fire Walkers’). Eleganckie wydanie winylowe ujrzało światło dzienne za sprawą efemerycznego labelu o prowokacyjnej nazwie ‚Kemal’ (pierwszy ich riliz), i oprócz oryginalnych dziesięciu ścieżek wytłoczonych na pierwszym krążku przynosi dwie bomby na stronach C i D – remiksy Pete’a Swansona i Vatican Shadow. Pierwszy remiks to porcja hałasu raczej dla wielbicieli Pete’a, rzecz mocno w jego stylu, za to wersja Dominika to prawdziwa perełka, najbardziej chyba na myśl przywodząca jego dokonania spod szyldu Rainforest Spiritual Enslavement.

Sprawdźcie to:

(jak chodzi o samą ideę oczywistym skojarzeniem jest chociażby ‚Wireless’ T++ [pyk], no, jednak mimo wszystko to chyba nie ten poziom. niemniej, fajnie czasem sobie przypomnieć, jak ciekawie można pogrywać sobie z tradycją bez jej donatanyzacji)